Przepis na książkę idealną | “Dożywocie” i “Szaławiła” - Marta Kisiel

29 listopada

Ostatnio takie nudne te moje opinie szumnie zwane recenzjami, więc czas na coś innego. Dziś przedstawię wam przepis na książkę idealną, a za przykład posłuży nam powieść “Dożywocie” i króciutkie opowiadanie “Szaławiła” autorstwa Marty Kisiel.



Stwórz ekstremalnie absurdalną fabułę.


Konrad Romańczuk niespodziewanie zostaje jedynym spadkobiercą dalekiego krewnego, o którym nie wiedział absolutnie nic. W spadku dostaje stary dom zwany “Lichotką” wraz z dożywotnikami: cielesnym lub nie (zależnie od pory roku) widmem-wierszokletą, czyli nieszczęsnym paniczem Szczęsnym; drobnym aniołem w bamboszkach z manią sprzątania; stworem pochodzącym z najgorszych otchłani z upodobaniem do gotowania i smażenia konfitur; czterema utopcami i kotem “kanapowo-naręcznym”. 


Wykreuj skrajnie abstrakcyjnych bohaterów.


Anioł o imieniu Licho (i powiedzonko “Licho nie śpi” nabiera zupełnie innego znaczenia), irytujące widmo powołane do nie-życia przez umęczone na ciele dziewczę, które siadło na jego grobie tą częścią ciała, która to…emmm... “tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę”, potwór z najciemniejszych otchłani, któremu sianie zagłady nie bardzo wychodziło, więc zajęło się gotowaniem (Krakers to potrafił utrzymać domowników w ryzach!), złota rączka w postaci Kusego, który prostotą swego myślenia zadziwiłby każdego chłopa, no i różowy królik - istota okrutnie wredna i świadoma swego uroku, której schrupanie nawet najlepszego fotela ujdzie płazem. Moje serducho skradło oczywiście Licho - jest tak cholernie urocze, słodkie i kochane, że nie sposób przejść obok niego obojętnie. Zwykle moje serce kradną czarne charaktery, ale tutaj było kompletnie odwrotnie. 


Dołóż do tego tira żartów, przyczepę ironii i taczkę złośliwości, mogą być dwie.


Już dawno nie bawiłam się tak dobrze podczas czytania książki. Pani Marta Kisiel ma fenomenalne poczucie humoru i cała powieść (a także opowiadanie) naszpikowane są ekstremalnie zabawnymi żartami. Jest to nadzwyczaj wysublimowany humor bez jakiejkolwiek nuty ordynarności. Przytoczę wam kilka moich ulubionych fragmentów.

“Siedziało między staruszkiem w zaawansowanym stadium przemiany w sępa oraz nadętym blondynkiem i sądząc po stroju, pretendowało do miana istoty płci żeńskiej. Zdecydowanie na wyrost. Wyglądało raczej na sporych rozmiarów ropuchę, której lata świetności minęły w okolicach mezozoiku, wciśniętą w okowy przymałej dzianinowej garsonki z kretyńskim kołnierzykiem, odprutym chyba ze szkolnego fartuszka. (...) Przerażony tą kwalifikującą się do leczenia wariacją na temat kobiecości Szczęsny wydał z siebie pełen grozy pisk.”

“Tego roku zima postanowiła być wyjątkowo podstepna. Długo czekała na właściwy moment, tocząc wielce wyrachowaną wojnę psychologiczną, aż wreszcie, mniej więcej w połowie grudnia, sypnęła śniegiem aż miło i odniosła spektakularny sukces. Drogowcy byli bardzo zaskoczeni. Nikt natomiast nie był zaskoczony zaskoczeniem drogowców i chyba tylko dlatego obyło się bez zamieszek.”

“A Konrad był wszak rdzennym mieszczuchem, wychowanym w kulturze betonu, plastiku i ruchomych schodów. Zwykle obcował z przyrodą za pośrednictwem kanałów Animal Planet i National Geographic. Mógł godzinami rozprawiać o zwyczajach godowych surykatek albo jeziorach kraterowych, ale jedynym gatunkiem drzewa, które rozpoznawał, była wierzba, koniecznie płacząca, a za naturalne środowisko podgrzybków uważał słoiczek.”

Serio, tak wygląda calutka książka.


Pisz elegancko i z przytupem!


W książce znalazłam tylko kilka wulgaryzmów i to tak wspaniale użytych, że aż płakać mi się ze szczęścia chciało. Pani Marta Kisiel pisze naprawdę świetnie, lekko, a przy tym elegancko. Wszelkie prostackie zwroty otula kołderką szykownej ironii. Nie znajdziemy tu zbędnych wywodów i nudnych refleksji i mimo że niewiele tu akcji (bo nie o nią chodziło w przypadku tej książki), nie ma mowy nawet o minutce nudy.


Zaopatrz się w nieograniczony zasób słownictwa i nie zawahaj się go użyć.


Autorka jest polonistką i to zdecydowanie z powołania. No co tu dużo gadać, mamy tu do czynienia z zaawansowanym stanem nieograniczonej wyobraźni i zasobu słownictwa.


Szanuj czytelnika swego jak siebie samego. 


Kto z nas, będąc czytelnikiem, lubi być traktowany jak niespełna rozumu człowiek? Zapewne nikt, a niestety często autorzy tłumaczą nam wszystkie największe oczywistości jak chłopu na polu, co jest zwyczajnie irytujące. Tutaj nie ma czegoś takiego. Pani Marta Kisiel przybliża nam historię Lichotki, ale delikatnie i naturalnie, nie wali nas jak obuchem w łeb subtelną opowiastką bohaterów typu: “A wiesz, że 100 lat temu mieszkał tu X? Tak, tak, ten X, który w roku 1932 wraz ze swoją żoną spędził tydzień na Karaibach, by trzy dni później zjeść kanapkę z pasztetem”. Niestety, gdy widzę coś takiego, to witki mi opadają. W przypadku powieści “Dożywocie” i opowiadania “Szaławiła”, które jest początkiem zupełnie nowej historii, czytelnik czuje się zwyczajnie szanowany. 


Zaskakuj na każdym kroku.


Nuda jest passé i autorka doskonale o tym wie. Gwarantuję wam, że podczas tej lektury nie będziecie się nudzić, nie ma na to szans. Sięgając po tę książkę za każdym razem czułam podekscytowanie na myśl, że znowu powrócę do Lichotki. Nie było sensu nawet próbować przewidywać, co znów mnie tam spotka. 


Nadaj swojej powieści niepowtarzalnego klimatu.


Już dawno nie czytałam historii tak ciepłej i serdecznej. Każdy rozdział serwuje nam niewyobrażalną wręcz dawkę miodu na serce i mimo tych wszystkich złośliwości, które padają w tej książce, czytelnik czuje się jak w święta Bożego Narodzenia. Rozpiera go radość i miłość do całego świata, właśnie tak się czułam podczas lektury. Wiem, to dziwne, ale nic na to nie poradzę. 


Wzbogać swoją książkę o groteskowe ilustracje.


Wiecie jak uwielbiam ilustrowane wydania, prawda? Jestem typem czytelnika, który lubi sobie popatrzeć na obrazki w trakcie lektury i nic na to nie poradzę. Rysunki w tej książce były kompletnie nie w moim stylu, bardzo groteskowe i abstrakcyjne, ale powiem wam szczerze, że strasznie pasowały do klimatu książki i koniec końców naprawdę mi się spodobały. 


Spraw, by czytelnik chętnie powrócił do Twojej książki.


“Dożywocie” będzie z pewnością jedną z niewielu powieści, do których wrócę i to zapewne więcej niż raz. Tutaj nie fabuła jest najważniejsza, lecz bohaterowie, ich historia i - tak niezwykła - codzienność. Właśnie to sprawia, że książkę tę można czytać wiele razy i podejrzewam, że za każdym razem będzie zaskakiwać i przyprawiać o przyjemny dreszcz. Na pewno przeczytam również inne książki tej autorki i to jak najszybciej.


Nazywaj się Marta Kisiel!


Nie oszukujmy się, drugiej takiej książki nie znajdziecie! To niezwykle oryginalna, abstrakcyjna i totalnie absurdalna powieść, od której nie można się oderwać. Zresztą, kto by chciał to zrobić? Nie mogę doczekać się kolejnej przygody z dziełami tej autorki (tudzież “ałtorki” jak mawiają fani tej Pani) i co mogę powiedzieć. Ludzie, czytajcie, bo warto! Wiecie też, że osobiście nie przepadam za tworami naszych rodaków, choć nie jest to żadne uprzedzenie, po prostu zazwyczaj nie trafiałam na pozycje, które by mnie zainteresowały i porwały (nie licząc “Żaren niebios” Mai Lidii Kossakowskiej, “Pamiętnika diabła” Adriana Bednarka i nawet “Szamanki od umarlaków” Martyny Raduchowskiej), lecz z “Dożywociem” było kompletnie inaczej. Już dawno nie czerpałam takiej przyjemności z czytania i mam nadzieję, że zafundujecie sobie podróż do Lichotki.


* * *

Na koniec powiem wam jeszcze, że "Dożywocie" to świetny i nie do końca oczywisty wybór  książki na Boże Narodzenie. Większość świątecznych powieści jest, nie ukrywajmy, robionych na jedno kopyto, więc jeżeli chcecie czegoś świeżego, zabawnego i niewiarygodnie serdecznego, sięgajcie po Martę Kisiel, jakkolwiek to brzmi. W Lichotce zostajemy ponad rok, a to oznacza, że będziemy tam także podczas świąt, a któż zdołałby się oprzeć Lichu w bamboszkach, które z precyzją robota czyni porządki i słodkiego Krakersika (tudzież stwora z najgłębszych otchłani chaosu) naparzającego pierniki?

Tytuł oryginalny: Dożywocie
Cykl: Dożywocie (tom 1)
Tłumaczenie: -
Liczba stron: 416
Gatunek: fantastyka/fantasy
Cena okładkowa: 39,99 zł
Oprawa: miękka
Data premiery (tego wydania): 6 października 2017
Wydawnictwo: Uroboros


Zajrzyj również tu

13 komentarzy

  1. Lepiej bym nie ujęła tego wszystkiego :D Właśnie dałam "Dożywocie" do czytania tacie, bo tym dobrem trzeba się dzielić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam szczerze, że do tej pory twórczość tej autorki omijałam szerokim łukiem, bo byłam przekonana, iż to nie moja bajka. Jednak wszyscy tak zachwycają się jej humorem, że chyba zmienię zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że ja również wcześniej myślałam, że to raczej nie jest książka dla mnie. Zachęciłaś mnie jednak do jej przeczytania. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Udało Ci się przekonać mnie do lektury.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie czytałam niczego czego dotknęła się Marta Kisiel ale muszę przyznać że chyba nigdy nie przeczytałam choćby jednego negatywnego zdania na temat jej twórczości a to już ogromny sukces ;) Zabieram się i zabiera, dopisałam już jej książki do mojej chciej-listy i będą grzecznie czekały na swoją kolej. Nie sięgam za często po polskich autorów ale obok Kisiel nie mogę przejść obojętnie, za dużo osób ją wychwala ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że dogadałabym się z autorką, bo też mam takie dziwne poczucie humoru :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O "Dożywociu" słyszałam już wiele dobrego, więc chyba w końcu będę musiała zabrać się za tę książkę.
    Pozdrawiam, Ola

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam, tak jak "Siłę niższą" i "Nomen omen". Czekam na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po takiej recenzji mam ochote isc i kupic ksiazke. Rzadko sie zdarza aby tak wykreowany swiat zostal calkowicie wykorzystany. A umeijetnosci jezykowe rozwinely potencjal samej powiesci. Naprawde chce przeczytac :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaka genialna recenzja! :D Pierwsze słyszę o tej książce, ale już chcę ją przeczytać jak nie wiem co! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ta książka wydaje się idealna dla mnie! A poza tym z wielką przyjemnością przeczytałam Twoją recenzję!:)

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail