Blogowanie od kuchni #2 - współprace recenzenckie

27 listopada

Dziś pogadamy sobie o współpracach recenzenckich. Temat ten zapewne nurtuje wielu początkujących blogerów i osoby, które dopiero myślą o stworzeniu własnego zakątka. Opowiem wam o swoich doświadczeniach w tej dziedzinie.


Na czym polega współpraca recenzencka?


W większości przypadków polega na tym, iż dane wydawnictwo przesyła nam książkę, a w zamian na swoim blogu piszemy własną opinię na jej temat. Oczywiście mile widziane są fotografie, informowanie o recenzji w social mediach i tak dalej. Rzecz jasna niektórzy blogerzy dostają za recenzowanie książek wynagrodzenie, lecz ja do nich nie należę, więc nie powiem wam nic na ten temat. Na przeczytanie konkretnej pozycji mamy (przeważnie) 2 tygodnie, chyba że z przedstawicielem danego wydawnictwa (księgarni lub portalu) umówimy się inaczej. 


Jak nawiązać taką współpracę i do kogo pisać?


W większości przypadków to bloger pierwszy pisze do wydawnictwa, choć zdarzają się sytuacje odwrotne. Wydawnictwa zwracają uwagę na popularność konkretnego bloga, styl pisania, wygląd strony itp. Należy napisać stosownego maila do osoby, która zajmuje się działem promocji lub marketingu. Od biedy można napisać na mail ogólny, wówczas was przekierują pod odpowiedni adres. WAŻNE! Nie piszcie do ciężkiej anielki do wszystkich jak leci, tylko do tych wydawnictw, których oferta naprawdę was interesuje. I sprawdźcie dwa razy, czy skopiowaliście dobry e-mail. Raz dziabnęłam ofertę współpracy do przedsiębiorstwa, które zajmowało się wydawaniem książek religijnych i było bardzo zdziwione, gdy zobaczyło na moim blogu recenzje kryminałów, thrillerów i horrorów. Potem grzecznie mi odpisano, że współpraca ze stroną o tego typu preferencjach mogłaby się kłócić z ich wizerunkiem. Obciach życia. 


Czy wszystkie wydawnictwa odpisują na oferty współpracy?


Niestety nie i trzeba się z tym pogodzić. Wciąż żałuję, że często moje maile pozostają bez odzewu, a wystarczyłaby nawet wklejona z gotowego dokumentu odpowiedź: "Nie, dziękujemy bardzo i pozdrawiamy" czy coś w tym rodzaju, bo jednak najgorsza jest pustka. Wiem, że osoby zajmujące się promocją są mocno zalatane, ale chociaż maciupeńka odpowiedź byłaby cudowna. 

Co robić, gdy odpowiedzi brak?

Nie, nie pisać po raz dziesiąty w ciągu tygodnia. Poczekajcie, widocznie wasza oferta nie wydała się wydawnictwu atrakcyjna, sama często tak mam. Wówczas czekam kolejne dwa, trzy, cztery miesiące i próbuję znowu. 

Kiedy można nawiązać pierwszą współpracę?


Osobiście uważam, że jeżeli napisaliście dopiero kilka recenzji, a wasz kącik odwiedzono 1000 czy 2000 razy, trzeba chwilowo odpuścić. Warto też trochę poćwiczyć swój warsztat, a przede wszystkim napisać niepochlebną opinię, bo niestety sporo osób, zwłaszcza początkujących, ma z tym problemy. Sama pisałam do przysłowiowego kotleta przez 8 miesięcy, gdy to jeszcze koczowałam na prastarym onecie. Bloga traktowałam jak swego rodzaju dziennik, w którym króciutko zapisywałam swoje spostrzeżenia na temat przeczytanych książek po to, by za kilka miesięcy szybko móc sprawdzić, o czym dana pozycja była i co mi się w niej podobało lub nie przypadło do gustu. Po tym czasie stwierdziłam, że może ktoś skorzystałby na moich notatkach i zaczęłam udostępniać moje wpisy na facebooku. Odzew był zaskakujący i od tego czasu pisałam również i przede wszystkim dla innych. Dopiero po 10 miesiącach blogowania zaproponowałam pracę kilku wydawnictwom i pierwszym, które mnie przyjęło było wydawnictwo Vesper. Cieszyłam się jak głupia, że "O Boże, ktoś mnie chce!!!" i pamiętam, że z pierwszą książką od nich, którą był zbiór "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści" praktycznie spałam. 

Gdy nawiązałam tę współpracę miałam około 8500 wyświetleń (ogółem), więc i tak było tego niewiele, choć pamiętajcie, że bloga prowadziłam już dość długo. Obecnie kolejne współprace podejmuję na bieżąco, a najnowszą (i wielce upragnioną) z wydawnictwem MAG nawiązałam jakieś 2 miesiące temu (odwiedzano mnie wówczas 25 - 35 000 razy w ciągu miesiąca).


Z kim można nawiązać współpracę?


Przede wszystkim z wydawnictwami, większość z nich udostępnia wyłącznie nowe książki do recenzji, lecz zdarzają się również takie, od których zamówić można również starsze pozycje. 

Osobiście najbardziej lubię współpracować z księgarniami internetowymi. Dla większości z nich nie ma znaczenia czy recenzja książki, którą od nich dostaliście będzie pochlebna, czy też nie, wobec czego jeżeli boicie się krytykować, to opcja idealna dla was. Obecnie współpracuję z dwoma księgarniami, do niedawna z trzema, choć przez mały zatarg nasze losy z tą ostatnią się rozjechały. W kwestii okłamywania czytelników zgłosiłam mocny sprzeciw i tak to wyszło. Trudno się mówi, pozostaną miłe wspomnienia.

Współpracę można nawiązać także z różnego rodzaju portalami. Zwykle piszemy dla takiej strony recenzję, która niedługo później się na niej pojawia. Portal załatwia nam ksiażki z różnych wydawnictw. Tutaj nie potrzeba bloga, lecz doświadczenia. Oczywiście recenzować możecie także np. dla innych blogów, jak to ma miejsce w moim przypadku. W niekulturalnej ekipie znajduje się 10 dziewczyn, którym podsyłam propozycje od wydawnictw, które zainteresowane były taką formą współpracę i w zamian za recenzję książki dostają ją na własność, a dodatkowo w każdym tekście znajduje się link do ich bloga. To taki mały bonusik z mojej strony, za to, że są takie cudowne.

Jeszcze inną opcją jest bezpośredni kontakt z autorami, jednak przed podjęciem tego typu współpracy zachęcam do zapytania znajomych blogerów (nawet na grupach książkowych), z którymi lepiej nie zadzierać, bo niestety w przypadku naszych rodaków często tworzą się różne epickie gównoburze o krytyczne recenzje. Całe szczęście nigdy brałam w takowej udziału, aczkolwiek w internecie nieciężko je znaleźć. Osobiście polecam kontakt z Adrianem Bednarkiem, świetny facet, który ma dystans do siebie i gdy dowiedział się, że mogę ocenić jego thriller troszeczkę bardziej fachowo (z racji wykształcenia), był naprawdę podekscytowany i to się chwali.  Z tego, co zauważyłam, do niepochlebnych recenzji z niewiarygodną klasą podchodzi także Remigiusz Mróz. Często sama widziałam komentarze tego Pana, w których na blogach dziękował za uwagi i jeszcze rzucił jakimś żartem. Szacuneczek.

Co z niepochlebnymi recenzjami?


Często blogerzy boją się krytycznie wypowiadać o książkach. Dlaczego? Lękają się utraty współpracy i oczywiście to rozumiem, ale nie trzeba pojechać po całości książki, która nam się nie podobała. Można w miarę merytorycznie wyjaśnić swoje zarzuty i nikt nie będzie miał nam tego za złe, w końcu nie wszystkie książki trafiają w gusta wszystkich, prawda? No i trzeba się z tym pogodzić, siła wyższa. Nie piszmy jednak "bohaterka była głupia, dlatego ksiażka mi się nie podobała", napiszmy dlaczego ta bohaterka tak bardzo nie przypadła nam do gustu, podajmy jakiś przykład jej zachowania, który działał nam na nerwy (nie spoilerując) itd. Warto też napisać, komu ta pozycja może się podobać, mimo że nas nie porwała. 

Czy kiedykolwiek miałam problemy w związku z niepochlebną recenzją? Nie. Co prawda raz jedno z wydawnictw się na mnie obraziło, ale na krótko i teraz wszystko jest w porządku :).

Umiar, umiar i jeszcze raz umiar


W podejmowaniu kolejnych współprac najważniejszy jest umiar. Trzeba zwyczajnie mierzyć siły na zamiary. Na początku, będąc totalnym laikiem w tej dziedzinie, często nie trafiałam z ilością przyjmowanych książek i potem zestresowana siedziałam na umór i czytałam do nocy, aby tylko wyrobić się z terminem. Teraz jest już zdecydowanie lepiej, choć oczywiście nadal zdarza mi się zakopać w egzemplarzach do recenzji, czasem po prostu ciężko odmówić kolejnej fantastycznej (z założenia) książce. Średnio czytam 10 książek miesięcznie, a najczęściej co drugi miesiąc przybywa do mnie około dwudziestu. No z nałogiem nie wygrasz, człowieku. W moich podsumowaniach miesiąca widzicie cudowne stosy, które potem mi się piętrzą i patrzą z politowaniem xD.

Moje ulubione wydawnictwa


Oczywiście mam na myśli te, z którymi współpracuje mi się najlepiej. Są to:

  • Media Rodzina - nie dość, że książki pięknie wydane, to Pani Marta, która zajmuje się blogerami jest naprawdę przesympatyczną osobą. Książki są dobrze zapakowane i zawsze szybko do mnie docierają. Uwielbiam to, że za każdy link dostaję podziękowanie, a nawet mały komentarz. Człowiek wtedy czuje, że jego praca nie idzie na marne, bo w końcu nawet w wydawnictwie ktoś czyta Twoje skromne zapiski.
  • Noir sur Blanc - ha! Pewnie niewielu z was kojarzy tę oficynę, prawda? Uwielbiam Pana Jana i jego podejście do blogerów. To ekstremalnie ciepły i miły człowiek, z którym człowiekowi aż chce się pisać. Ogromny plus za to, że udostępniają do recenzji książki z całej swojej oferty.
  • Vesper - nie mogło tu zabraknąć wydawnictwa, z którym nawiązałam współpracę najwcześniej. Przedstawiciel dba o dobry kontakt z blogerami, lecz najbardziej ujęło mnie to, że książkę dostępną zarówno w twardej, jak i w miękkiej oprawie, do recenzji przesłano mi w tej droższej, bardziej solidnej wersji.
  • IUVI - książki świetnie zapakowane i szybciutko wysyłane kurierem. Do tego okrutnie sympatyczny Pan i współpraca cud, miód.

Patronaty


No cóż, tu nie mam wielkiego doświadczenia, w zasadzie mój jedyny patronat wiąże się z bardzo nieprzyjemną sytuacją, ale od początku. Patronat polega na tym, że wspomagacie dane wydawnictwo w promocji tej konkretnej książki, w zamian za to wasze logo widnieje na okładce książki, często także na stronie wydawnictwa. Książkę pod patronat TRZEBA przeczytać przed objęciem jej nim. Nie przyświecajcie swoim nazwiskiem czy nazwą waszej strony książce, której z czystym sumieniem nie możecie polecić. To po prostu nie fair wobec czytelników.

Jeżeli chodzi o moją sytuację, to przez długi czas czekałam na jakiekolwiek wyjaśnienia, których się nie doczekałam, więc już oficjalnie mogę wam o niej opowiedzieć, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia.

Podjęłam się patronowania świetnej książce "Niebezpieczna dziewczyna" od wydawnictwa Amber, na którego thrillerach nigdy się nie przejechałam. Na przeczytanie książki i napisanie jej rekomendacji miałam chyba około 3 dni. Nie wiedziałam jak to się zwykle robi, ale zgłosiłam się do patronowania tej powieści w ciemno, stwierdziłam, że jeżeli przeczytam i mi się nie spodoba, zwyczajnie odmówię, ale całe szczęście był to naprawdę dobry thriller. Rekomendacja poszła, teraz czas na logo, którego nie miałam. Na szybko więc z moim chłopakiem je dziabnęliśmy (w ogóle co o nim sądzicie? Niedługo chce zmienić, mam już pomysł :D) i wysłałam je do Pani z wydawnictwie w formacie svg, czyli tradycyjnej dla logo opcji. Jakiś czas później dostałam wiadomość z okładką do akceptacji i co widzę? Rozjechane logo. Stwierdziłam, że wypadł im jakiś błąd, więc go zgłosiłam. Dostałam informację, że to pewnie jpg źle się wygenerował i tyle. Okej, zaznaczam więc, żeby to koniecznie poprawić i czekam sobie na książkę. Tydzień. Drugi. Trzeci. W międzyczasie oczywiście pytam, kiedy rozsyłać będą egzemplarze finalne, bo recenzja już dawno napisania, jeszcze muszę zrobić książce zdjęcie. Odpowiedzi doczekałam się chyba dopiero za trzecim razem. Mówię sobie: okej, dużo roboty w wydawnictwie, zdarza się. W końcu jednak długo, długo po premierze dostałam swoją książkę i co widzę? Logo w tej samej postaci, której nie zaakceptowałam.

Tak wygląda na książce (wybaczcie za jakość, ale logo jest malutkie i mój aparat nie ogarnął):


A tak powinno wyglądać:



Przeżyłam wówczas mini-wylew. Jak można spartolić coś takiego? I to jeszcze, gdy zgłaszałam błąd? Piszę więc do wydawnictwa, co to ma znaczyć (tylko ciut grzeczniej), zero odpowiedzi. Po tygodniu (czy coś koło tego) w kolejnej wiadomości pytam, czy na tego e-maila również nie dostanę odpowiedzi. No i coś się ruszyło. Dostałam informację, jakoby moja skarga została skierowana do grafika i ma się on do niej odnieść. Sytuacja ta miała miejsce ponad miesiąc temu i co? Gówno przez duże G. Zero wyjaśnienia, zero przeprosin. 

Skoro grafik nie potrafi wkleić głupiego logo na okładkę, bo nie wiem, nie zna takiego formatu, czy nie wie jak przerobić svg na png, to trzeba było napisać. Ja, cholerna humanistka bez doświadczenia, zrobiłabym to w pół minuty i podesłała żądany format. 

Jak widzicie więc z patronowaniem nie mam najlepszych doświadczeń. Recenzja wisi sobie na blogu w wersji roboczej i choć nie czuję się w obowiązku jej opublikowania, to zrobię to. Na pewno się pojawi, muszę jedynie nieco ochłonąć po tych perypetiach. 

Egzemplarze recenzenckie


Nie zawsze jako blogerzy dostajemy okazy finalne, bardzo często są to egzemplarze recenzenckie, które nie są przeznaczone do sprzedaży, a to ze względu na brak ostatecznej korekty. Dzięki takiej formie wyczekiwaną książką delektować możemy się długo przed premierą. Co z egzemplarzem finalnym? Większość wydawnictw je potem dosyła - albo z własnej inicjatywy, albo na prośbę blogera. Osobiście tylko raz poprosiłam o wersję końcową, bo po prostu jeżeli książka nie ma większych błędów, to nie czuję potrzeby posiadania tej samej powieści w dwóch wariantach. 

Egzemplarze recenzenckie są drukowane najczęściej na białym papierze, bywa, że nie mają grzbietu lub okładki.

Czasem zdarza się, że dostajemy zwyczajne książki, które opatrzone są pieczątką "Egzemplarz recenzencki" czy "Egzemplarz bezpłatny". Przyznam, że nie lubię tego, ponieważ nie mogę wówczas danej powieści sprzedać, a czasem po prostu nie czuję potrzeby zatrzymania tej konkretnej pozycji. Jeżeli jest to finalny egzemplarz (bez błędów i tak dalej), to nie widzę problemu, bym nie mogła go puścić dalej w świat. No ale cóż, pozostają wymiany.

Sama najczęściej dostaję jednak egzemplarze finalne, czyli takie, które można kupić zwyczajnie w księgarni. 

* * *


No i cóż, to tyle w sumie, co mam wam do powiedzenia. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, to walcie śmiało w komentarzach, na pewno na nie odpowiem 😁.

Zajrzyj również tu

50 komentarzy

  1. Bardzo cenny dla mnie wpis ponieważ jestem nowa w blogosferze.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przydatny post! Jestem pod ogromnym wrażeniem liczy miesięcznych odwiedzin, bo u mnie z tym póki co krucho, ale nie prowadzę bloga nawet od roku, więc nie narzekam, bo i tak jest dobrze :)
    Jeśli chodzi o współprace to udało się z dwoma wydawnictwami i jestem z tego ogromnie dumna! Zgadzam się jednak z umiarem. Wpadłam w pewnym momencie w liczbę egzemplarzy recenzenckich, która mnie przytłoczyła, jednak udało mi się wszystko ogarnąć i teraz postanowiłam z wikszą uwagą dobierać książki, które chciałabym otrzymać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okrutnie się cieszę :)
      Ja ostatnio się zakopałam i wylądowałam z liczbą 17 ksiażek do przeczytania i zrecenzowania "na wczoraj". Nigdy więcej xD

      Usuń
    2. Podobnie, tylko z mniejszą ilością wyglądał u mnie październik! Udało mi się z tego wygrzebać i również był to ostatni raz! :)

      Usuń
  3. Przydatny i pomocny post. Dzięki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie jest poczytać o współpracach od osoby, która już ma duże doświadczenie, ja dopiero zaczęłam :))) ale to przydatne informacje. I współczuję akcji z logo!
    Będę czesciej wpadać i obserwować <3
    http://teczowabiblioteczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja jestem już dosyć stara w blogosferze i nie garnę się do współprac, bo wtedy czytanie nie sprawia mi takiej frajdy. Czasami przyjmuję książki od wydawnictw ale tylko wtedy, gdy sami piszą a książka mi odpowiada. No i dla kilku autorów, z czystej sympatii i na wyraźną prośbę ☺ W życiu nie pisałam do wydawnictwa i nawet bym nie wiedziała co napisać, na całe szczęście nie chcę 😆

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że po jakimś czasie mnie też przestało, za to teraz jak nie mam recenzenckich, to nie wiem co mam ze sobą począć xD

      Usuń
  6. Jak przeczytałam rozjechane logo to myślałam, że literki się porozjeżdżały, ale to? Dwa całkiem inne loga, bo jest różnica między pieczątką, a napisem i jakimś randomowym prostokątem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super przydatny post :) Ja bloguję dwa lata i jeszcze nie odważyłam się poprosić konkretnego wydawcy o współpracę, ale powoli zaczynam o tym myśleć. Zamawiam sobie książki z CzytamPierwszy i to, co mogę u Ciebie i na razie wystarczy ;) Chyba będę musiała dokonać kilku zmian na blogu, żeby zabrać się za zapraszanie wydawnictw ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Ty juz spokojnie możesz, piszesz świetne teksty :)

      Usuń
  8. To się nazywa solidny, objaśniający i przydatny post. Jeśli chodzi o współprace, to nie współpracuję na stałe z nikim. Zdarzyło mi się dostać książki prosto od autorki, czy jednorazowo od wydawnictwa, ale to tyle. Osobiście nie chcę na razie sama pisać i jestem zestresowana, że się nie wyrobię z czasem. Po za tym nie wiedziałabym co napisać w takim mailu :D Może kiedyś ktoś sam mi zaproponuje to wtedy rozważę propozycję :). Co do patronatów - współczuje. Nie dość, że miał być pierwszy, to jeszcze taki niewypał. Przykre, że tak postąpili, tym bardziej, że tyle razy pisałaś. Ale skoro grafik nie potrafi stworzyć ładnej okładki, które są koszmarem (szkoda, bo książki wydają świetne), to co się dziwić że ta osoba loga nie umie wkleić. Może powinni pomyśleć nad zmianą grafika. Wyszłoby im to zdecydowanie na ogromny plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Przykre, tym bardziej że do dziś nie dostałam odpowiedzi....
      Jestem za, zdecydowanie!

      Usuń
  9. Baaardzo przydatny post, sama prowadzę bloga od 2 miesięcy więc raczej nie aspiruję do tego żeby dostawać od wydawnictw cokolwiek ale dobrze mieć taką wiedzę na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Spoko grafik... Nawet ja bym to lepiej zrobiła (ta moja skromność...)
    Media Rodzinę i panią Martę też kocham :) ze swojej strony dorzuciłabym Zysk. Z nimi współpraca układa się bardzo dobrze, choć trudno było się do nich dostać.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, tu akurat nie trzeba nie wiadomo jakich zdolności, bo to zwykły svg, ale cóż...
      Zgadzam się :)

      Usuń
  11. Nie współpracowałam jeszcze z żadnym wydawnictwem (więc nie miałam okazji do żadnego obciachu życia w tej sferze xD), nawet w sumie nie próbowałam (myślę, że statystyki mojego bloga nie są jakoś zadowalające, także czekam na post z tej serii o początkach blogowania, jak rozwinąć skrzydła itp., z chęcią bym taki przeczytała :D), ale informacje przydatne, także może kiedyś sobie o nich przypomnę. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla osób rozpoczynających pracę na blogu - baardzo przydatne informacje :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Współprace to temat rzeka, najważniejsze to to, by pamiętać, że po drugiej stronie też siedzi człowiek, a wydawnictwo to nie instytucja charytatywna ;)
    Ze względu na dobre statystyki wróżę Ci tylko sukcesy, nawet jeśli czasem coś zjedziesz ;)
    PS. Co do patronatów, to co napisałaś wcale nie jest oczywiste, wiele osób bierze patronat w ciemno, bez czytania i bez zastanawiania się nad tym, pod czym tak naprawdę się podpisuje. I potem wychodzą kwiatki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. lubię czytać takie posty, bo każdy bloger ma inne doświadczenia, przemyślenia oraz porady :D

    hahaha, nie mogę, rozwaliłaś mnie tym, że omyłkowo napisałaś do wydawnictwa zajmującym się książkami religijnymi. HAHAHAHAHA. przepraszam, już przestaję się śmiać. no ale... hahahaha! :D
    dobra, a teraz tak na poważnie. ja tam nigdy nie rozumiałam tej idei pisania zawsze pozytywnych recenzji. nie ma czegoś takiego, żeby komuś dosłownie wszystko-wszystko się podobało. właśnie pisanie krytyki pokazuje (wg mnie) dojrzałość. że taka osoba potrafi odważyć się napisać niepochlebną opinię, oczywiście argumentując to, a nie, że "nie podoba mi się, bo nie". pisanie takich recenzji pokazuje też nam, że bloger nie boi się wyzwań ani tego, że czytelnicy odejdą, jak tylko napisze coś złego. nie. ja nigdy nie patrzyłam w ten sposób. zawsze z uznaniem (szkoda, że blogerzy nie mogą widzieć, jak wtedy kiwam głową :D) czytam taką opinię, a docierając do końca myślę sobie "brawo! brawo, że się odważyłaś/eś napisać taką ocenę". no ale to moje skromne zdanie ;) jeśli chodzi o wydawnictwa... ja rozumiem, że oni chcą, by ich książki były najlepsze i miały 10/10, ale to też świadczy o nich, że nie potrafią przyjąć krytyki. a jak się obrażą na amen, to trudno. pewnie ciężko wtedy blogerowi się pogodzić z tym, ale dlaczego on ma pisać coś niezgodnego z jego sumieniem? ja bym nie chciała czegoś takiego robić. byłoby mi przykro z powodu utraty współpracy, ale... wolę pisać zgodnie z moimi szczerymi ocenami, a nie mydlić oczka, byleby dalej dostawać książki od wydawnictw :)
    ale chamsko się zachowało się to wydawnictwo z felernym logo. nieprofesjonalne zachowanie i tyle. skoro mieli aż taki problem, po co w ogóle prosili Cię o patronowanie? jak sprawiałaś im taki "wielki problem" było napisać do Ciebie i podziękować. i tyle. a i mniej nerwów i stresu dla Ciebie by było. wiadomo, że ja życzę Tobie jak najlepiej, ale... brak mi słów na to, co opisałaś odnośnie wydawnictwo. żal. pe. el.
    a mnie też denerwują, jak dają egzemplarze recenzenckie z wielką pieczątką, najlepiej na całą stronę. po co? na co to? nie dość, że dzięki blogerom mają reklamę i szansę, że dzięki nim jakaś ich książka wybije się na zewnątrz, to jeszcze coś takiego walną. uważam to za brak szacunku dla blogerów. czytacie. piszecie. poświęcacie na to swój czas. za darmo. przepraszam. formą zapłaty jest właśnie ta książka. więc dlaczego tak dziękują w formie 50 pieczątek w książce?
    a i jeszcze przyczepię się do autorów :D kompletnie tego nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem. skoro autor postanowił napisać książkę i potem ją wydać, to całkiem logiczne, że na 100% spotka się z negatywnymi opiniami. nie ma bata, by każda książka miała najlepsze oceny. nie i już. wydajesz książkę, przygotuj się na krytykę i przyjmij ją na klatę. a nie trzaśniesz drzwiami, tupniesz nóżką i strzelisz wielkiego focha na cały świat. poważnie? to strasznie niedojrzałe i dziecinne zachowanie. osobiście widziałam takie zachowania i mnie aż zmroziło. dorosłe osoby, a tak się zachowują. gorzej niż dzieci! XD
    co do pana Mroza, to faktycznie spotkałam się z tym, że komentując niepochlebną opinię dziękuje za poświęcony czas i ocenę. bardzo ładnie się zachowuje. reszta autorów powinna brać od niego przykład. to jest wzór, jak autor powinien się zachowywać, gdy przeczyta negatywną opinię. brawo dla tego pana!

    OdpowiedzUsuń
  15. Sama prawda, siostro - aż mi się to ciśnie na usta :D
    Rekomendacji gratuluję, chociaż faktycznie z logo się nie popisali - taki zaszczyt jeszcze przede mną, wyczekuje go z niecierpliwością ^^ logo mam już gotowe jakby co!
    Niestety nigdy jeszcze nie podjęłam współpracy z księgarniami a szkoda :( NK odpisała mi kiedyś, że "moi czytelnicy bloga nie wpasowują się w ich obraz przedsiębiorstwa" :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeszcze półtora roku temu ośliniłabym się na widok tego wpisu :D Dziś mam już jakieś doświadczenie, ale i tak uważam, że wpis bardzo pomocny (i serio rzetelnie przygotowany!).
    Co do Media Rodzina - też ich uwielbiam <3 Ja akurat mam kontakt z Panią Karoliną, ale bardzo ją sobie chwalę. Przesympatyczna kobieta, która zawsze czyta teksty i zawsze odpisuje. Powtarzając po Tobie - no cud malina ;)
    Sytuacja z patronatem... Nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Pełen profesjonalizm ze strony wydawnictwa, nie ma co :/


    Pozdrawiam ciepło,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Genialnie i jasno wszystko opisałaś, super! :)
    I chyba mam pytanie, haha :D Czy jak nawiązuje się współpracę z wydawnictwem to to dotyczy jednej, konkretnej książki, czy ta współpraca trwa dłużej i nie trzeba pisać za każdym razem, jak chce się zrecenzować coś nowego? :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :)
      Widzę pytanie, to na Twój komentarz odpowiem od razu, żebyś nie musiała czekać :)
      To zależy. Czasem wydawnictwa piszą do blogerów w sprawie promocji wybranej książki, wówczas to taka współpraca tymczasowa, chyba że potem stwierdzą, że fajnie to wszystko przebiegło i zgrywacie się. Oczywiście Ty też możesz zapytać, czy mogłabyś zacząć recenzować ich inne książki.
      Przeważnie, gdy my, blogerzy, piszemy do wydawnictwa, to o współpracę stałą, tzn. albo sama wybierasz sobie książki z ich oferty albo podsyłają Ci listę pozycji, z których możesz aktualnie wybierać :)
      Ściskam :)

      Usuń
  18. Genialny wpis! Uwielbiam czytać takie posty, zawsze czegoś nowego się dowiem :D

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudownie jest moc przeczytac na ten temat u kogos kto tez ma doswiadczenie bo powiem Ci ze jak zaczynalam ciezko bylo z jakakolwiek wiedza. Oczywiscie ludzi pytalam:) przynajmniej na fajnych trafilam ^^ teraz inni maja ten post. Swietna sprawa!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawy tekst! Większości z tych rzeczy się domyślałam i podejrzewałam, że tak to właśnie wygląda. Ale fajnie jest poczytać, jak to wygląda "od kuchni" ;) Bloguję i instagramuję dopiero od sierpnia tego roku, ale na razie nie ciągnie mnie do takiej formy współpracy z wydawnictwami. Chyba takie czytanie książek mnie nie interesuje, miałabym za dużo nieprzydatnych tytułów, z którymi nie wiedziałabym co zrobić, ale i tak podziwiam tych moli książkowych, którzy czytają po kilkanaście książek miesięczne:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeżeli początkujący zastosują wszystkie twoje rady, to uda im się uniknąć wszystkich błędów, które sam popełniałem kilka lat temu. No ale cóż, trzeba było w jakiś sposób zdobyć doświadczenie :p

    OdpowiedzUsuń
  22. O ja cię :D Świetne logo na książce :"""D

    OdpowiedzUsuń
  23. Cenny wpis, zwłaszcza dla początkujących :) Generalnie nie podoba mi się znaczenie książek - ja po swoich nie piszę, nie podpisuję, taka pieczątka to dla mnie zniszczona książka. Ja poświęcam swój czas, czytam, recenzuję, udostępniam wszędzie - i nawet nie mogę dostać pełnowartościowego towaru? Bez przesady ;)

    Mnie IUVI niestety olało (sytuacja z cyklu brak jakiejkolwiek odpowiedzi) ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Z pewnością skorzystamy ze wszystkich rad! :D
    Zgodzę się z tym, że brak odpowiedzi jest najgorszy... :/ Poprosiliśmy raz mailowo wydawnictwo o udostępnienie naszej recenzji trylogii na ich Facebooku, najnowsza część była świeżo po premierze, więc myślałem, że mogą być zainteresowani opinią. Do dziś nie dostaliśmy odpowiedzi. 😂 Niestety... Nie wiem, może popełniliśmy blogowe faux pas?

    Pozdrawiam jeżowo
    Nikodem z https://zaczytanejeze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Dzięki za przydatne informacje :) Z tym wydawnictwem religijnym rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo interesujący wpis, dla początkujących blogerów, takich jak ja.

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak na razie nie współpracuje z nikim, miałam kilka przelotnych jednorazówek i jest mi milo, ze ktoś zechciał dać mi - w miarę nowej - szanse. Jednak zanim zacznę jakakolwiek współprace z wydawnictwami na poważniej, wole poobserwować z boku. Nie mam zbyt wiele czasu na czytanie w ostatnim czasie, a wiem ze wywiązać się z umowy z wydawca/księgarnią trzeba. Zresztą, jest mi dobrze tak, jak jest wiec nie mam co narzekać :)
    Wpis jak najbardziej przydatny :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Dobrze współpracuje mi się z wydawnictwami, zazwyczaj panuje sympatyczna atmosfera w komunikacji, dzięki nim mam okazję dotrzeć do książek, które chętnie czytam, a później wzbogacają moją bibliotekę. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Myślałam kiedyś o czymś takiem, ale na dzień dziś jeszcze nie czuję się na siłach.

    OdpowiedzUsuń
  30. Świetne rady i bardzo ciekawy wpis! :-) Może kiedyś pomyślę o współpracy z jakimś wydawnictwem, na pewno byłoby fajnie. :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Świetny wpis z wieloma przydatnymi radami. Ja osobiście mam współprace z jednym wydawnictwem i jak na razie mi to w zupełności wystarcza :))
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie~ Nataliaaa
    http://happy1forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  32. świetny wpis, sama współpracuje paroma wydawnictwami, ale zawsze ciekawie jest przeczytać spostrzeżenia innych na ten temat

    OdpowiedzUsuń
  33. Idealny wpis dla tych, którzy dopiero zaczynają pracę nad blogiem. Masz rację - umiar jest najważniejszy. Nie warto brać sobie na głowę zbyt wiele, nawet jeśli otrzymywanie książek do recenzji daje tak dużą satysfakcję. Czytanie na czas potrafi znacznie zmniejszyć przyjemność z lektury ;)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo przydatny wpis! Warto wiedzieć, jak to wygląda od strony blogera. Mam nadzieję, że to nie ostatni post z tej serii :)
    Aneta z https://zaczytanett.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  35. Przydatny post dla początkujących blogerow😊swoją współpracę zaczęłamw tym miesiącu po 6 miesiącach blogowania😊 faktem jest,że niewiele wydawnict odpisuje na wiadomości, ale warto być cierpliwym😉

    OdpowiedzUsuń
  36. Ciekawie napisany wpis interesująco przedstawiający temat. Z wydawnictwami nie mam co prawda doświadczenia (prowadzę serwis o zupełnie innej tematyce), jednak temat współprac i patronatów nie jest mi obcy. Patronowałem pewnej imprezie cyklicznej i był to mój pierwszy i ostatni patronat. Brak jakichkolwiek materiałów do opracowania i zamieszczenia na stronie (musiałem kilka razy się dopominać, żeby dostać oficjalne materiały graficzne), a mój tekst miał mieć wg organizatora niedociągnięcia, których nie wykazał. Logo też im nie pasowało. Rok później organizator ponownie prosił o patronat i relację - odmówiłem. Od tamtego czasu nie podejmuję się już żadnym patronatom.

    OdpowiedzUsuń
  37. Tak czytam i czytam... stwierdzając, że nie współpracuję z żadnym w Twoich ulubionych wydawnictw. Ba! wiekszości z nich nawet nie znam :(

    OdpowiedzUsuń
  38. Fantastyczny post, wiele wytłumaczył takiemu dopiero raczkującemu w blogosferze żuczkowi ;) A przez to, że dopiero zaczynam, muszę jeszcze trochę poczekać, żeby w ogóle zacząć myśleć o jakiejkolwiek współpracy z wydawnictwem :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail