"Córka króla moczarów" - Karen Dionne | Cierpienie na łonie natury

04 listopada

Czy przejeżdżając kiedykolwiek obok starych chat, stojących na środku skrajnego odludzia, zastanawialiście się kiedyś, kto tam mieszka? Szczęśliwa rodzina, która uciekając od hałasu i tłoku miasta, podążyła na wieś? Starsza pani, która ostatnie lata życia chciała spędzić na łonie natury? A może zaburzony psychicznie porywacz?


Główną bohaterką jest Helena. Córka sławnego Króla Moczarów. Człowieka, który uprowadził czternastolatkę i przez kolejnych czternaście lat więził ją w ekstremalnych warunkach. Dwa lata od momentu porwania rodzi się Helena, dziecko na pozór szczęśliwe. Dziecko, które poluje ze swym ojcem, słucha jego opowieści i patroszy ubite zwierzęta. Dziecko, które nie ma pojęcia, że jej rodzina nie jest do końca normalna...

Uwielbiam książki, które dotyczą porywaczy i osób w pewien sposób zaburzonych psychicznie. To chyba takie trochę zboczenie. Wciąż próbuję dopatrywać się przyczyn zachowania dewiantów, dlatego Córka króla moczarów od razu mnie zaintrygowała. Do tego przepiękne zdjęcie na okładce... Uwierzcie, że czasem odrywałam się od czytania, by popatrzeć na tę cudowną fotografię, która świetnie oddaje klimat powieści. Na temat tego żółtego kółeczka z rekomendacją już nie będę się jednak wypowiadać. 

Przyznam, że nie tego spodziewałam się po tej książce. Sądziłam, że zostanie mi przedstawiony obraz wymęczonej życiem dziewczynki (bo w końcu to ona opowiada nam swoją historię), maltretowanej, bitej i Bóg wie, co jeszcze. Myślałam, że dostanę opis niewyobrażalnej przemocy fizycznej i psychicznej, a koniec końców ujrzałam dziewczynkę całkowicie rozkochaną w swoim ojcu. Dziecko, które podziwia swego rodzica i nie widzi świata poza nim. Jednak czy na pewno?

Początek książki obfituje w opisy szczęśliwej rodziny dorosłej już Heleny. Kobieta znalazła wymarzonego mężczyznę, kompletnie innego od swego ojca, wychowuje dwójkę cudownych dzieci, po ogrodzie biega pies. Niestety sielankę tę zaburza wiadomość, która wstrząsa jej światem. Od tej pory życie jej rodziny jest zagrożone, a ochronić może ją tylko ona sama.

Zobaczcie jakie chmury krążyły kilka dni temu nad moim podwórkiem! (zdjęcie robione bez flesza)

Niebywale zafascynował mnie świat, o którym opowiadała nam Helena. Moczary dla nas są tylko paskudnym, podmokłym terenem, na który się nie zapuszcza i tyle. Dla niej były całym światem. Główna bohaterka opowiada nam nam o swojej niezwykłej codzienności. O sidłach, które trzeba było sprawdzać, by na stole pojawiło się mięso, o bezwględnym zabijaniu zwierząt, które nawet dla pięciolatki było całkowicie naturalne, o mroźnych zimach, podczas których nawet przesiadywanie przy piecu nie pomagało, o natrętnych owadach, które potrafiły zepsuć ciepły dzień. Przez całą lekturę oczarowana byłam opisami natury i technikami survivalu, które pozwalały całej rodzinie przeżyć.

Akcja Córki króla moczarów przeplatana jest fragmentami utworu Hansa Christiana Andersena o tym samym tytule, które to znajdują z konkretnymi rozdziałami wiele punktów wspólnych. Nadają one powieści odrobinę bajkowego klimatu, dzięki któremu historia ta jeszcze bardziej trafia do serca czytelnika.

Wyobraźcie sobie, ekstremalne jak dla nas, warunki, w których musiały żyć Helena i jej matka. Brak prądu, toalety czy ciepłej wody. Strasznie podobała mi się relacja głównej bohaterki już po tym, jak wróciła do bardziej cywilizowanych warunków. Opowiadała o tym, jak to przez miesiąc z matką wciąż chorowały. Obcowanie z taką ilością ludzi było dla ich organizmów szokiem, ponieważ na moczarach może i nie panowały zbyt sprzyjające warunki, za to nikt nie kichał, nie kaszlał i tak dalej. Helena uświadamia czytelnikowi, jak bardzo różnią się te dwa środowiska. 

Karen Dionne skonstruowała niebywale skomplikowane psychologicznie postaci. Mamy tu zastraszoną matkę, która odpycha swoje dziecko, aby mąż nie był zazdrosny i w szale nie zrobił mu krzywdy. Mamy też zaburzonego ojca, który jest swego rodzaju tyranem i narzuca członkom "rodziny" swoje zdanie nawet w najbardziej błahych sprawach. No i w końcu dziecko, niesamowicie ograniczane w każdej sferze życia, utwierdzone w przekonaniu, że poprzez osobę tak wspaniałego ojca, złapało samego Pana Boga za nogi. Oczywiście w trakcie lektury Helena zmienia się, zaczyna zauważać pewnie rzeczy, choć nie zapominajmy - wciąż jest młodziutką osobą.
Jej dzieciństwo oczywiście bardzo odbiło się na jej dorosłym życiu, choć chyba nie tak bardzo jak na samej matce, o której, żałuję, nie dowiadujemy się więcej.


Córka króla moczarów nie jest klasycznym thrillerem. Niewiele tu krwi, za to ogrom przemocy psychicznej, która nie zawsze objawia się w krzyku i wyzwiskach. To bardziej subtelna forma, która wyrządza jeszcze większe szkody w psychice ofiary. Jest to też książka mimo wszystko bardzo przewidywalna i też niewiele się dzieje, jeżeli chodzi o akcję, bowiem większość to wspomnienia Heleny. Bardzo cieszę się, że narracja uwzględniała formę bezpośredniego zwrotu do czytelnika, bo dzięki niej człowiek bardziej przywiązuje się do bohaterów i wydarzenia rozgrywające się w tej powieści, ryją głęboki ślad w naszej pamięci.

Słowem podsumowania: nie tego się spodziewałam, lecz historia, która została mi zaserwowana była wspaniałą ucztą literacką. Polecam wam ją z czystym sumieniem, bo Córkę króla moczarów przeczytałam z przyjemnością i dała mi wiele do myślenia.


Tytuł oryginalny: The Marsh King's Daughter
Cykl: -
Tłumaczenie: Piotr Budkiewicz, Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Kategoria: thriller psychologiczny
Liczba stron: 336
Cena okładkowa: 34,90 zł
Oprawa: miękka ze skrzydełkami (okładka zamszowa)
Data premiery: 12 października 2017
Wydawnictwo: Media Rodzina

Zajrzyj również tu

24 komentarzy

  1. Mam ochotę sięgnąć po tę książkę,a jeśli daje do myślenia, to tym bardziej.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Daj znać, gdy już przeczytasz, czy się podobała :D

      Usuń
  3. Ta książka po prostu była cholernie dobra!
    Te wstawki baśniowe były cudowne. ♥
    Biorąc pod uwagę, co przeżyłą to kobita, to jednak udało jej się ułożyć potem porządne życie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że mogłaby trafić w mój gust :D Muszę się za nią rozejrzeć.

    Mam nadzieję, że wpadniesz również do mnie!
    www.spiked-soul.pl


    Elwira Charmuszko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się spodoba :D
      Już lecę!

      Usuń
  5. Zaciekawiłaś mnie, aczkolwiek zastanawiam się jak wielki ślad wyryje w mojej pamięci jeśli ją przeczytam, bo człowiek ze mnie dość bojaźliwy. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, nie jest to krwawe i w zasadzie niezbyt mroczne, ale podejrzewam, że zrobi na Tobie wrazenie :)

      Usuń
  6. Lubię thrillery bez rozlewu krwi. Z nim już niekoniecznie. Zainteresowałaś mnie tą książką :)
    justmajka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie przed chwilą kuzynka zachwycona opowiadała mi o tej książce, a teraz jeszcze czytam Twoją recenzję i już wiem, że trzeba będzie przeczytać tę książkę. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że podbije Twoje serducho :)

      Usuń
  8. Teraz to mnie zaintrygowałaś :D Sama spodziewałam się historii o maltretowanym dziecku a tu... Kurde, no to może być dobre! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam, że jestem zainteresowana ;) tez jestem takim czubem, który lubi czytać o zwyrolach i zastanawiam się zawsze co się dzieje w głowie takiej osoby. Podoba mi sie tutaj motyw tej córki, ciekawe jest to że własnie nie jest ona jakś zabiedzona, maltretowana itp tylko kocha "tatusia" i wydaje się jej, że wszystko jest ok... Zapisuje tytuł!

    booklicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha xD U mnie to zboczenie zawodowe po prostu :D

      Usuń
  10. Oj zainteresowałaś mnie! Wydaje się wciągać na długie godziny! Świetna recenzja, zostaję na dłużej!
    Pozdrawiam, Daria z book-night

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo bardzo zaciekawiłas... Ja właśnie niekoniecznie lubię takie masakry z rozlewem krwi, więc na pewno spróbuję sięgnąć po tą książkę!

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo czekałam na tę opinię, żeby dowiedzieć się, czy faktycznie warto przeczytać tę książkę. No cóż, nie ma krwi i flaków, ale sądzę, że i bez tego mogę się obejść, bo tortury psychiczne są jeszcze gorsze i właśnie wyrządzają więcej szkód od fizycznych. Już mi się na myśl nasuwa "Pamiętnik diabła", w którym również nie ma żadnego wielgachnego rozlewu krwi co stronę, a i tak jest wart przeczytania. Może te obie książki przekonają mnie, że bez rozlewu krwi thriller też jest ciekawy. Kto wie. :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  13. Już któryś raz widzę tę książkę i pochlebne opinie o niej, więc jestem naprawdę ciekawa, czy i mnie się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail