Zagadka kryminalna w tle czołgów i bombowców, czyli „Czas obcych władców”

14 października

Kryminał jako gatunek literacki cieszy się ogromną, niesłabnącą popularnością wśród miłośników książek, czego chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać. Księgarniane półki uginają się od mnogości powieści kryminalnych, spośród których mamy naprawdę duży wybór. Większość z nich, mimo różnorodnych scenerii, nie skupia się jednak na głębszym przesłaniu czy problemach egzystencjalnych, lecz tym, co czytelnika modelowego interesuje najbardziej: na zagadce oraz jej rozwiązaniu. Ale czy to oznacza, że powieść kryminalna nie może mieć głębszego sensu? Odpowiedź znajdziemy w książce hiszpańskiego pisarza, Ignacia del Valle’a, zatytułowanej Czas obcych władców.


Co powiecie na kryminał, którego akcja rozgrywa się na froncie, w czasie II wojny światowej? Głównie to zachęciło mnie do przeczytania Czasu obcych władców. Opowieść, którą snuje del Valle, ma miejsce na początku 1943 roku w mroźnej Rosji, gdzie hiszpańscy żołnierze wspierają działania wojsk nazistowskich. Na zamarzniętej o tej porze roku rzece Sławiance, oddział dowodzony przez sierżanta Espinosę trafia na zwłoki brutalnie zamordowanego żołnierza, na którego piersi ktoś wyciął słowa: Pamiętaj, Bóg na ciebie patrzy. Szeregowy Arturo Andrade, dysponujący doświadczeniem w pracy w policji, zostaje wybrany do poprowadzenia śledztwa w tej sprawie.

Na początku powieść przypomina typowy kryminał. Mamy trupa, sprawa wygląda co najmniej dziwnie, a nasz bohater, wcielający się w rolę detektywa, nosi na swoich barkach bagaż doświadczeń. Zwróćmy jednak uwagę na styl, w którym książka została napisana. Poza tym, że przekład jest naprawdę wysokiej jakości a jego język po prostu piękny, prawie poetycki, a mimo to nieprzekombinowany i zrozumiały, to jeszcze w tekście znajdziemy wiele niebanalnych porównań i wyszukanych metafor, co powinno zadowolić największego polonistycznego purystę. Mimo to w treść sprawnie wpisują się dialogi pełne kolokwialnego i wulgarnego, lecz typowego dla żołnierzy słownictwa. W dodatku wzrok dosłownie „ślizga” się po kartach i chociaż rozdziały mają dość pokaźne rozmiary, w ogóle tego nie odczuwałam.

Tekst jako taki wcale nie męczy i jego czytanie idzie bardzo szybko, jednak nie jest to zasługa jedynie stylu. Przede wszystkim książka del Valle’a okazała się niezwykle wciągająca od pierwszej do ostatniej strony. Powieść pochłania czytelnika całkowicie, gdy tylko ją otworzy. Trzeba jednak zauważyć, że akcja wcale nie jest na pierwszym miejscu. Czas obcych władców charakteryzuje się dosyć statyczną fabułą, nastawioną bardziej na ukazanie realiów panujących na froncie i dochodzenia Artura, niż wydarzeń pędzących łeb na szyję. Śledztwo przebiega zadziwiająco spokojnie, a mimo to okazuje się na tyle interesujące, że odłożenie książki chociażby po to, aby zaparzyć herbatę, staje się przedsięwzięciem wymagającym od czytelnika niemałego samozaparcia.
Autor czasami przemyca do powieści trochę humoru, ale robi to w sposób tak adekwatny do smutnej rzeczywistości frontu, że tylko trafniej oddaje jej atmosferę. Mimo to lektura wcale nie należy do zabawnych. Zagadka kryminalna wydaje się być dobrym pretekstem do przedstawienia niewesołej sytuacji Hiszpanów na placu boju, którzy żyją z resztek spadających ze stołu Niemców i którzy muszą zmagać się z rosyjską zimą, równie zabójczą, co atakujący wróg. Momentami sam obraz malowany przez del Valle’a wydaje się ważniejszy od intrygi kryminalnej, która w końcu okazuje się niezbyt skomplikowana (a mimo to jest interesująca i nie zdołałam odgadnąć przed Arturem, kto zabił). Dużą wartością powieści jest ukazanie rzeczywistości frontowej w sposób wiarygodny, bez wlepiania hiszpańskim żołnierzom łatki z napisem „pomocnicy Hitlera”. Del Valle przedstawia ich jako zwykłych ludzi, uwikłanych w działania zbrojne często mimo woli, np. tak jak w przypadku głównego bohatera, za karę. Żołnierze zarówno po jednej jak i drugiej stronie barykady cierpią, przechodzą przez traumatyczne doświadczenia, boją się, tęsknią za swoimi domami i rodzinami i chcieliby, aby wojna się skończyła, to jednak nie zależy od nich. Tak naprawdę nie nienawidzą swoich wrogów, lecz się ich obawiają, a walcząc, walczą jedynie o przetrwanie, o choćby kilka dodatkowych dni życia. Tak samo autor portretuje Rosjan, którzy nie służą w wojsku. Takie pokazanie sytuacji przypomina mi to, co Edward Słoński chciał przekazać w swoim wierszu zatytułowanym Ta, co nie zginęła. 


Nieuchronnie przechodzimy więc do postaci. To kolejna kwestia, na którą warto zwrócić uwagę i szczególnie mocna strona książki, bowiem wiele z nich zostało skonstruowanych naprawdę dobrze. Ważną ich cechę stanowi to, że chyba żadna (a przynajmniej jeśli chodzi o te najważniejsze) nie jest jednoznaczna. Szczególnie widoczne okazuje się to w przypadku głównego bohatera, Artura Andrade’a, który chociaż pomaga rozwikłać sprawę morderstwa, sam ma barwną, osnutą mgłą tajemnicy i dość mroczną przeszłość. Czasem się mu współczuje, kibicuje się mu i chce się go bliżej poznać, a czasem wydaje się wręcz odrażający. Dobre serce toczy w nim konflikt ze skłonnością do niemoralnych występków, będących skutkiem nieumiejętności poradzenia sobie ze zbyt silnymi emocjami. Podobny problem z zakwalifikowaniem jako „zły” lub „dobry” pojawia się w przypadku naszego mordercy, co dodaje powieści dodatkowego smaczku. Sprawia to też, że z dość dużym trudem przychodziło mi ocenianie ich złego postępowania, które zdawało się być wynikiem trudnych przeżyć na skraju wytrzymałości, a nie jedynie skutkiem złej woli.

Chociaż Arturo to ciekawa, świetnie skonstruowana postać, nie udało mi się do niego przywiązać lub chociaż w większym stopniu wejść w jego skórę. Z jakiegoś powodu traktowałam go dość obojętnie — nie jest moją ulubioną postacią, ale też nie czuję do niego niechęci; życzyłabym mu jak najlepiej, ale jego ewentualna śmierć nie wzbudziłaby we mnie większych emocji.

Nieoczekiwanie sprawa wygląda odwrotnie w przypadku sierżanta Espinosy, być może dlatego, że miałam o wiele więcej powodów, aby polubić tego bohatera i mu zaufać, niż wtedy, kiedy czytałam o Arturze. W dodatku okazuje się równie tajemniczy i intrygujący co on, ale jaśniejszy pod kątem moralnym i po prostu dużo bardziej wyrazisty (Arturo w porównaniu z nim jawi się jako dość mdły); być może wpływ ma również na to przypisana mu względem Andrade’a funkcja przyszywanego ojca i przyjaciela. Trzeba również zwrócić uwagę na to, że to osoba w ponury sposób charyzmatyczna, o ironicznym poczuciu humoru i z chęcią czytałam fragmenty, w których występował. Jeśli miałabym porównać Artura i Espinosę do Holmesa i Wattsona, to Espinosa byłby Wattsonem, ale o wiele inteligentniejszym i atrakcyjniejszym oraz pozbawionym funkcji ucznia. Ciekawe w jego przypadku jest to, że wcale nie bierze żadnej odpowiedzialności za Artura (staje się jedynie jego przyjacielem pomagającym w prowadzeniu śledztwa), ale automatycznie i nieświadomie postrzegamy go jako opiekuna, ponieważ tak właśnie patrzy na niego Arturo.

Z pewnego powodu wydaje mi się, że to, iż Espinosa wzbudza więcej sympatii od Artura i łatwiej się do niego przywiązać, stanowi świadome posunięcie autora. Więcej jednak nie powiem, żeby nie zdradzać ważnych szczegółów fabuły.

Punkt kulminacyjny powieści został poprowadzony naprawdę, naprawdę świetnie. Der Valle zrzuca z resztą na sferę emocjonalną czytelnika taką bombę, że doprowadził mnie do płaczu. Musiałam odłożyć książkę i pochodzić chwilę w kółko, aby się uspokoić, bo inaczej nie byłam w stanie czytać dalej. Czas obcych władców to jedna z tych lektur, która wzbudza chęć, aby pojechać do autora, ale nie wiadomo czy po to, aby walnąć go tą książką w głowę i wyzwać od zwyrodnialców, czy uściskać go za to, jak dobrą powieść napisał, chociaż tak naprawdę jeszcze nie skończyło się jej czytać.

Książkę trzeba docenić również za dobre, satysfakcjonujące zakończenie, w którym nasz główny bohater dostaje to, na co zasłużył.
Z Czasu obcych władców można wyczytać wiele: to, jak paskudną rzeczą jest wojna; to, że nikt nie jest święty; to, że cierpienie i ekstremalne sytuacje weryfikują przekonania; to, że śmierć nie przychodzi jedynie po schorowanych starców. Książka del Valle’a jest zarówno zadowalającym kryminałem, jak i opowieścią o głębszym sensie, która przypadnie do gustu wielu odbiorcom. Trudno po zakończeniu czytania tak po prostu wrócić do zwykłej, bezpiecznej rzeczywistości i przez jakiś czas nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.

Dowiedziałam się, że książka doczekała się ekranizacji, którą muszę koniecznie obejrzeć. Jej tytuł to Mroźna cisza — moim zdaniem jest on o wiele bardziej adekwatny, niż Czas obcych władców.

kategoria: kryminał, literatura historyczna/ wojenna
liczba stron: 408
cena okładkowa: 39,00 zł
oprawa: twarda
premiera:  listopad 2012
Isleen

Książka Oficyny Literackiej Noir sur Blanc



Zajrzyj również tu

10 komentarzy

  1. Chcę! Nie słyszałam wcześniej o tej ksiązce, ale całkowicie mnie kupila Twoja recenzja - zwłaszcza że uwielbiam literaturę hiszpańską. Na ogół trafiam w niej na inną tematykę, ale to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę sięgnąć po del Valle'a :D Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że udało mi się Ciebie zachęcić :) Pozostaje mi życzyć Ci jak najbardziej udanej lektury ;) No i oczywiście, jestem ciekawa Twojej opinii.

      Usuń
  2. Pierwsze słyszę o tej książce i przyglądanie się jej okładce nie wzbudza emocji, ale czytanie tej opinii już tak - mieszane uczucia. Sama nie wiem, czy zabrać się za czytanie tej książki. Jest na pewno godna uwagi, ale literatura wojenna jest bardzo przejmująca i przerażająca. Co prawda nigdy takowych nie czytałam, zawsze skutecznie się przed nimi broniłam. Mimo wszystko kuszące są tutaj niejednoznaczne postacie. Muszę się nad nią zastanowić.
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda "Czas obcych władców" opowiada o losach żołnierzy na wojnie, ale mimo to nie nazwałabym go przerażającym. Owszem, porusza niejednokrotnie trudne tematy, te związane z wojną (ale nie tylko), jednak nie jest to coś w rodzaju tej literatury wojennej, którą kazano nam czytać na polskim w szkole (typu obozy koncentracyjne itp). Nie jest to też dreszczowiec. Mam nadzieję, że się skusisz ;) Polecam.

      Usuń
    2. A ja uwielbiam właśnie literaturę, w której mam do czynienia z relacjami z pobytu w obozach koncentracyjnych itd. Do dziś pamiętam jak wstrząsnął mną "Inny świat"...

      Usuń
    3. Ja też ją "lubię", pod warunkiem, że nie muszę jej czytać na siłę i w takich ilościach naraz, co w liceum. W pewnym momencie czułam straszny przesyt i kompletnie straciłam wiarę w ludzkość... A przecież to naprawdę wartościowa literatura!

      Usuń
  3. Literatura hiszpańska to dobra rzecz, a ta książka wygląda naprawdę interesująco. Lubię kryminały i lubię powieści historyczne, więc z pewnością po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mocna rzecz! I naprawdę nie pozostawi człowieka obojętnego...na pewno postaram się przeczytać!

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail