O miłości, przetrwaniu i sikaniu | Pomiędzy nami góry, Charles Martin

18 października

Przyznam się wam już na wstępie – oczekiwałam zupełnie innej historii. Myślałam, że dostanę wstrząsającą opowieść o przetrwaniu, coś w stylu tego programu z Bear’em Grylls’em (to się tak pisze, prawda?), tylko… bardziejsze, bo jednak on się zna na survivalu, a tutaj o przeżycie walczyć miał chirurg i pisarka. I po części to dostałam, jednak nie do końca… co, o dziwo, bardzo mi się spodobało i spowodowało nie lada zaskoczenie. Ale o tym później ;)


Ben Payne i Ashley Knox poznają się przez przypadek na lotnisku, gdzie oboje utknęli w oczekiwaniu na swoje loty. Niestety, pogoda i szczęście im nie sprzyjają – śnieżna zamieć uniemożliwia im powrót do ich domów – jemu po to, aby przeprowadzić ważną operację, jej po to, aby na czas stawić się na własnym wieczorze panieńskim. Postanawiają więc wynająć małą awionetkę, która pozwoli im wydostać się z Salt Lake City. Żadne z nich nie spodziewa się, że ten krótki lot zakończy się tak szybko. W wyniku fatalnego zbiegu okoliczności samolot rozbija się po środku niczego. Dosłownie. Ben i Ashley są zdani tylko na siebie, na wysokości ponad trzech i pół tysiąca metrów, z dala od cywilizacji, w czasie mroźnej zimy. Są ranni, pozbawieni możliwości skontaktowania się z kimkolwiek, bez pożywienia i schronienia. Czy w ogóle możliwym jest, aby wyszli z tego cało? Czy uda im się ujść z życiem pomimo mrozu i głodu? Jakie piętno odciśnie na nich ta nieplanowana wyprawa?
Na początku muszę wam opowiedzieć… o początku. Kurczę, to było coś okropnego! Poważnie, miałam ochotę strzelić tę książkę w kąt i sobie odpuścić, ryzykując srogi gniew Kasi. Pierwsze rozdziały były okrutnie nienaturalnym przedstawieniem czytelnikowi postaci i ich historii. Wyobraźcie sobie, że siedzicie na lotnisku i przysiada się do was nieznajoma/nieznajomy. Zagaduje was o to co robicie, nawiązuje się między wami dialog… a wy zaczynacie opowiadać jej o detalach dotyczących swojej pracy, o konkretnych przypadkach medycznych, o tym jak poznaliście waszą żonę, o… no o rzeczach, o których nie mówi się komuś poznanemu 2 minuty temu. Tak mniej więcej wygląda początek książki. Jesteśmy zalewani przeróżnym informacjami dotyczącymi Bena i Ashley, ale jest to opowiedziane w sposób bardzo sztuczny i to irytuje.
Ponad to na początku Charles Martin sporo uwagi przywiązuje do rzeczy, które nudzą i według mnie można by było opowiedzieć tę historie bez uwzględniania ich. W sposób bardzo specjalistyczny opisuje m.in. awionetkę (która chwilę późnie się rozbija), dowiadujemy się jakiej marki jest plecak głównego bohatera, z jakiego tworzywa wykonano śpiwory, jak działa jaki pstryczek w samolocie… z jednej strony rozumiem, ze pewnie chodziło o to, aby czytelnik był świadomy w jakiej sytuacji znajdują się rozbitkowi, co maja do wykorzystania i jakie opcje do wyboru im zostały, ale z drugiej strasznie ciężko było mi przebrnąć przez te fragmenty, bo dla laika, którego nie interesuje survival czy lotnictwo jest to napisane niezrozumiale, i i tak nie wiele się z tego rozumie.

- Co tam widziałeś?
- Kilkaset metrów stąd znajduje się oddział pourazowy. Wezwałem karetkę pogotowia. Idą tu razem z noszami. Rozmawiałem z administracją szpitala i załatwiłem ci pokój jednoosobowy. Za jakieś dziesięć minut zabiorą cię, wykąpią, ogrzeją i wpompują ci w kroplówce pełno środków przeciwbólowych,. Rozmawiałem jeszcze z Vince’em. Będzie tam już na ciebie czekał, gdy cię przywiozą.
- Aż tak źle, co? (…)
- Nic poza śniegiem, lodem, skałami i górami, jak okiem sięgnąć. 

Tak wygląda początek. Później przez kilkadziesiąt stron delikatnie zalatuje nudą – bohaterowie są osłabieni, początkowo nie wiedzą jak się wykaraskać z sytuacji, w jakiej się znaleźli. Kumulują siły na to, aby wyruszyć w dalszą drogę, więc nie dzieje się zbyt wiele – stąd czyta się to powolnie i ciężko się wkręcić… do czasu!
Bo w momencie, kiedy Ben i Ashley postanawiają zaryzykować i opuścić miejsce wypadku, aby dotrzeć do cywilizacji, książka zaczyna się robić ze strony na stronę coraz lepsza. Poważnie, moje zainteresowanie wzrastało z każdym przeczytanym rozdziałem. Im dłużej towarzyszyłam bohaterom, tym mocniej się z nimi związywałam, tym bardziej im kibicowałam i chciałam, aby dostali swój happy end. Czy go dostali, tego wam nie zdradzę ;) Ale muszę wam powiedzieć, że zakończenie was pokona. Wydaje mi się, że nawet wróżbita Maciej nie byłby w stanie go przewidzieć. Ja zbierałam szczękę z podłogi. Słowo daję, koniec tej historii był jednym z największych zaskoczeń w tym roku. Przez 300 stron przez myśl mi takie rozwiązanie nie przeszło! Przygotujcie się więc na szok. Ja jestem w nim do tego momentu. Poważnie. I apeluję – jeśli zamierzacie poznać i książkę, i film, to w tym przypadku naprawdę warto najpierw poznać wersję papierową. Wydaje mi się, że odwrotna kolejność może wam zepsuć efekt WOW ;).

Sporym plusem Pomiędzy nami góry są przeplatające się z bieżącymi wydarzeniami retrospekcje, które autor przedstawia w formie monologów Bena, nagrywanych na dyktafon. Mężczyzna „rozmawia” w ten sposób ze swoją żoną, która lata temu podarowała mu dyktafon, aby móc wiedzieć co u niego, i aby on był na bieżąco z tym, co dzieje się w jej myślach, pomimo tego, że jako chirurg często mijał się z nią i nie mieli czasu na normalne rozmowy. Dzięki tym monologom poznajemy historię Bena i Rachel. Szczerze mówiąc do momentu, w którym Ben i Ashley opuścili wrak awionetki to właśnie te retrospekcje utrzymywały mnie przy książce. Byłam niezmiernie ciekawa co takiego wydarzyło się przed wylotem Bena w jego małżeństwie, o co pokłócił się z żoną i za co ją przepraszał w nagraniach. Martin skutecznie budował napięcie i rozbudzał moją ciekawość, za co należą mu się gromkie brawa. Niczego więcej wam nie zdradzę – uwierzcie mi, zagryźlibyście mnie za to.

- Wychudłeś.

- Wypróbowuję dietę „cud… że przeżyłem katastrofę lotniczą”.

Przez calutką książkę byłam pewna podziwu dla charakterów, jakimi Martin obdarzył Bena i Ashley. Oboje byli piekielnie odważni, uparci i wytrwali, nawet pomimo licznych chwil zwątpienia. Walczyli, i za to ich podziwiam. Martin z jednej strony w bardzo logiczny sposób „wyposażył” Bena w umiejętności pozwalające mu na przetrwanie w dziczy, z drugiej świetnie odciążył tę historię dając Ashley fenomenalne poczucie humoru, które podtrzymywało oboje bohaterów na duchu w trudnych chwilach. Z oczywistych przyczyn autor nie miał możliwości stworzenia innych postaci, ale dzięki temu mógł w najdrobniejszych detalach dopracować naszą dwójkę rozbitków oraz ich partnerów, którzy przejawiali się gdzieś w tle oraz we wspomnieniach Bena, i tym sposobem zaspokoił moją potrzebę dobrze wykreowanych, sensownych i oryginalnych postaci, a to się chwali.

Nie spodziewałam się, że miłość w tej książce odegra tak znaczącą rolę. Okej, z okładkowego opisu wynikało, że będzie miała swoje pięć minut, myślałam wiec, ze po prostu Ben w pewnym momencie poczuje miętę do Ashley, lub na odwrót, no i może coś z tego będzie. Wiecie, w końcu ogrzewać się można na wiele sposobów ;). Zupełnie jednak nie spodziewałam się tego, jak wiele uwagi Martin poświęci miłości w tej książce i jak głęboko to wszystko będzie sięgać. Ta historia bez dwóch zdań skłania do refleksji. Jest niesamowicie poruszająca i dająca do myślenia o tym czym jest prawdziwa miłość, po czym ją poznać, jak pielęgnować. Autor porusza kwestię tego, co dzieje się z uczuciem pod wpływem czasu: czy umiera ono, blednie i gaśnie, czy dzieje się wręcz przeciwnie. Szczerze mówiąc nie jestem w stanie opowiedzieć wam o wszystkich „perspektywach”,  z których Martin spojrzał na miłość. Jest tego masa, a wszystko to zostało bardzo zgrabnie wplecione w opowieść o przetrwaniu.
- Nie chciałbym się wtrącać, ale za każdym razem, kiedy o nim mówisz, słyszę, jak bardzo się różnicie, a nie co macie ze sobą wspólnego. (…) O co chodzi?
- Różnimy się, to prawda. Ale sprawia mi przyjemność jego towarzystwo. Bawi mnie. I mamy ze sobą wiele wspólnego.
- Ludzie z podobnych powodów wybierają sobie psy a schronisku. A nie bratnie dusze na siedemdziesiąt lat.
- W porządku (…), a jaki powód ty uważasz za właściwy?
- Miłość. (…)
- To przydarza się tylko niewielu wybranym. Reszta z nas lepiej niech bierze, co może, kiedy jeszcze może. W przeciwnym razie…
- W przeciwnym razie co?
- W przeciwnym razie skończymy czekając na bajkę, która nigdy się nie ziści.
- A jeżeli mogłaby się ziścić… ale trzeba by na nią poczekać?

Już kończę, już kończę! Jednak muszę na koniec cichutko pojojczeć o czymś, o czym Kasia się nasłuchała przez ostatnie dni. Sikanie. Wszechobecne, pojawiające się w najmniej spodziewanym momencie sikanie. Cholera jasna, przysięgam wam, w tej książce co chwile pojawia się wzmianka o tym, że ktoś sika. I o ile rozumiem pierwszy opis, który jakoś tam wyrażał ciężki stan Ashley, która leżała unieruchomiona i sprawy natury fizjologicznej musiała załatwiać z pomocą Bena, który z kolei miał dzięki temu możliwość upewnić się, czy dziewczyna nie krwawi wewnętrznie, to później całkowicie niepotrzebnie czytałam o tym ile sika które z nich, a nawet dostałam informację o sikającym psie – towarzyszu ich podróży. Po co, ja się pytam?!

Reasumując: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Chociaż początek był katastrofalny, to mniej więcej od połowy książka robi się na prawde dobra, a zakończenie wynagrodzi wam wszystkie minusy i minusiki – serio. Ja osobiście polecam wam sięgnięcie po Pomiędzy nami góry. Zalecam jedynie początkowo uzbroić się w jakieś dobre wino, albo herbatę z prądem – mogą się przydać ;).


Tytuł oryginalny: The Mountain Between Us
Kategoria: Literatura wspołczesna
Liczba stron: 336
Cena okładkowa: 39,90 zł
Oprawa: miękka
Premiera: 11 października 2017

Wydawnictwo: Edipresse



Zajrzyj również tu

16 komentarzy

  1. Dobrze, że po nudnych momentach akcja wraca na właściwie tory i sporo się dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W myśl zasady najpierw książka, potem film chcę sięgnąć po tę książkę. Jak radzisz z lampką wina:)
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet dwie butelki. Wina nigdy nie za mało, nie w przypadku początku tej książki :D

      Usuń
  3. Sam wstęp już mnie zaintrygował. Wygląda to na dość ciekawą pozycję.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Widziałam zwiastun filmu, uwielbiam Winslet i koniecznie chcę obejrzeć. Ale nie miałam bladego pojęcia o istnieniu książki, więc bardzo się cieszę, że o niej napisałaś! :D Pozdrawiam i zapraszam do udziału w konkursie u mnie! :)

    × www.majuskula.blogspot.com ×

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też obejrzę, choć dzięki Uli wiem już, jak to się skończy xD

      Usuń
    2. A ja wam powiem, że ten zwiastun ma w sobie prawie same sceny, które nie miały miejsca w książce, a jeśli już miały, to wyglądało to zupełnie inaczej - także Kasia jest spora szansa, że reżyser i zakończenie zmieni :')

      Usuń
  5. Ciężko jest mi przebrnąć przez książki, które mają słaby początek, ale z drugiej strony kusi mnie perspektywa ciekawego rozwinięcia :). Jeśli kiedyś na nią trafię, zaopatrzę się w nią :)

    Pozdrawiam, ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ten początek był męką, ale zdecydowanie było warto prze to przebrnąć, tak więc mam nadzieję, że jakimś sposobem napatoczy ci się ta książka :)

      Usuń
  6. Obawiam się, że to zupełnie nie moja bajka, tym bardziej, jeśli mówisz, że początek był nudny i nieprawdopodobny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Potwierdzam, dużo sikania było xD Kasia świadkiem xD

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mnie zaciekawiłaś, pewnie po nią sięgnę :)

    Pozdrawiam gorąco i zapraszam,
    http://iskraczyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest zbyt dużo dobrych książek, aby męczyć się ze tymi średnimi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie nazwałabym jej średnią. O ile początek był zły, to zakończenie należy do jednych z najlepszych, jakie w tym roku miałam przyjemność czytać :D

      Usuń
  10. Hmm, ja zdecydowanie takiej cierpliwości nie posiadam. xD Z resztą niezbyt interesuje mnie ta książka, jakoś nie przypada mi do gustu, a film może obejrzę, może nie. xD Trochę o niej głośno, a mimo to jakoś mojej uwagi nie przykuwa na tyle, żebym się nią zainteresowała.
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail