"Nibynoc" - Jay Kristoff | Książka bez wad?

24 października

Kolejna książka z popularnym ostatnio motywem młodziutkiej zabójczyni. Czy była dobra? Jak jasna cholera. 


Nibynoc to opowieść o szesnastoletniej Mii, której ojciec zostaje skazany na śmierć za zdradę. Jako dziecko musi patrzeć na to, jak jej ukochany tato wydaje ostatnie tchnienie w towarzystwie krzyków i bluzg tłuszczy. Dostaje też jednak lekcję, dzięki której uchodzi z życiem i kryje się przed wieloma okrutnikami. Już wkrótce z pomocą swojego niezwykłego daru rozmawiania z cieniami dociera jednak do zabójcy w stanie spoczynku, który wskaże jej drogę, dzięki której będzie w stanie dokonać swojej zemsty. Trafia do ściganego przez senat Kościoła, w którym profesji uczyć ją będą najbardziej niebezpieczni mordercy…

Słowem wstępu opowiem wam o niesamowitym początku tej historii, w którym towarzyszący nam także później narrator uświadamia nas, czytelników, że to nie będzie to kolejna bajka, w której opisywane są heroiczne czyny wielkich bohaterów. Nie będzie mowy o ich odwadze i cudowności śmierci, o tym jak wspaniałym parkietem jest pole bitwy, a przebywający na niej żołnierze - tancerzami. Dlaczego? Bo coś takiego nie istnieje. Zawsze za fasadą piękna ukryta jest brzydota, a narrator podczas przybliżania nam tej historii nie pominie okrutnego smrodu, który towarzyszy śmierci człowieka, gdy podczas ostatniego tchnienia wyrzuca z siebie nie tylko powietrze. Nie zapomni także o decyzjach wielkich bohaterów, przez które zginęli bezbronni ludzie. Nie. Opowie nam wszystko tak, jak było naprawdę…

Potrzeba wam jeszcze czegoś więcej? Bo ja w tym momencie byłam całkowicie kupiona. Tym bardziej że narrator dotrzymał słowa. Nie upiększał, nie używał eufemizmów. Ukazał jedynie prawdę i brzydotę, bo w końcu nasi bohaterowie są mordercami. Brutalnymi. Zimnokrwistymi. Nie ma tu miejsca na słabość, a piękno jest jedynie środkiem do celu.

Jeżeli już jesteśmy przy narracji (oj, to będzie długa opinia), nie mogę nie wspomnieć o przypisach w ogromnej wręcz ilości. Znajdziemy je bowiem na każdej wręcz stronie i, jakkolwiek często je spotykam w książkach naukowych, tak w fantastyce jeszcze mi się nie zdarzyło. Najwyżej kilka przypisów od tłumacza. Ot, wszystko. Tutaj natomiast narrator często przybliża nam np. historię danego miejsca czy osoby i robi to niezwykle zabawnie. Często nie są to jakieś istotne dla fabuły uwagi, lecz żarty i dowcipne uwagi, dzięki którym śmiałam się jak opętana. Przykład: 

- Ładne z ciebie stworzenie - powiedział*.
                                         
*Poeta jak nic

Chwała autorowi za to, że odpuścił stosowanie przypisów w momentach, gdy akcja zaczęła pędzić na łeb na szyję, a czytelnik nie wiedział, gdzie jest góra, a gdzie dół. Nie serwował nam w ten sposób rozpraszaczy, które odwracałyby naszą uwagę od właściwych wydarzeń. O dziwo, wszystkie przypisy czytałam niezwykle chętnie i sprawiały one, że czułam się tak, jakbym zapoznawała się z historią, która miała miejsce naprawdę.


Książka ma naprawdę ciekawą konstrukcję. Na początku poznajemy Mię w dwóch sytuacjach: jej pierwszego morderstwa i pierwszego seksu. Autor między tymi dwoma aktami odnalazł wiele podobieństw, które skrzętnie opisał i zdobył tym moje serducho w całości. Narrator też co jakiś czas przybliża nam wydarzenia z przeszłości, które ukształtowały charakter Mii. Zapisane są one kursywą, przez co możemy przez cały czas panujemy nad sytuacją. Zwykle retrospekcje nużą mnie niebywale, ale tu? Czytałam je z zapartym tchem. Jay Kristoff nie przybliżał nam bowiem nic nie znaczących sytuacji, lecz tylko takie, które miały realne znaczenie dla aktualnych wydarzeń. 

Autor ma naprawdę świetny styl, bardzo lekki, ale pod żadnym pozorem nie jest prostacki. Czytelnik nie czuje się podczas lektury jak idiota, lecz jako odbiorca, którego Kristoff bardzo szanuje. Przez książkę się płynie, rozsmakowuje w słowach i czerpie niewysłowioną radość z tej przygody, bo niewątpliwie jest to ogromne przeżycie. 

Nie sposób nie wspomnieć o niesamowitym humorze, który towarzyszy nam przez całą książkę. Już dawno tak się nie uśmiałam i nie trafiłam na powieść, w której riposty byłyby tak zgrabne, żarty tak niewymuszone, a docinki tak błyskotliwe. Ta książka naprawdę może zabić czytelnika. Sama nie raz prawie udusiłam się ze śmiechu.

Przyznam, że na początku byłam zadziwiona faktem, iż autor będący pełnokrwistym facetem tak bardzo utrudnił sobie życie przez to, iż główną postacią uczynił dziewczynę. Szesnastoletnią. Ogromną odwagą Bóg obdarzył Kristoffa. Nastolatki w książkach nie są łatwym do ugryzienia tematem. Niestety często bohaterki takie są zwyczajnie irytujące, głupie i denne, ale Mia… Cudo, uwielbiam tę postać, zresztą jak wszystkie wykreowane w tej książce. Każdy z nich jest inny, ale nie w taki sztuczny sposób. Są niebywale naturalni, to bohaterowie, wśród których każdy z nas znajdzie swojego ulubieńca, wśród których każdy z nas znajdzie takiego, z którym będzie się w stanie utożsamić.

Może w końcu przejdźmy do wykreowanego w książce świata, ale tu chyba nie będę się za bardzo rozwodzić. Jestem absurdalnie rozkochana w Itrei. Podczas lektury sama wędrowałam po uliczkach Bożogrobia, wy także możecie. Ogromnym atutem są mapki umieszczone z TYŁU książki (co jest trochę dziwne, bo czytelnik może nie wpaść na to, by tam spojrzeć, a nawet narrator raz wspomina o tym, by zajrzeć do planu, który znajduje się z PRZODU). Świat jest bardzo rozbudowany, choć póki co wędrowaliśmy jedynie po niewielkiej jego części. Najbardziej zachwycona jestem oczywiście stworami i różnymi cudami, które wymyślił autor. Krakeny na pustyni, niezwykle rzadko spotykane pomrocze czy wcześniej już wspomniana osoba Tkaczki, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. “Tka” ona bowiem ciała zabójców, lecz… Nie powiem wam jakie są tego konsekwencje, dowiedzcie się sami ;). No i oczywiście sama idea trzech słońc, które praktycznie nigdy nie zachodzą. Świetny pomysł, bajeczne wykonanie.

Sam Czerwony Kościół, do którego trafia Mia, jest niewątpliwie najciekawszym elementem przedstawionego świata. Wszystko jest tu dopracowane na ostatni guzik. Shahidzi, którzy poddają kolejnym próbom swoim akolitów, swego rodzaje egzaminy, dzięki którym mogą zostać elitarnymi zabójcami, trucizny, realistyczne walki i wszelkiej maści broń - to wszystko tworzy niesamowity klimat. Pamiętajcie jednak - to nie jest szkółka rodem z Harry’ego Pottera. Tutaj akolici mogą zostać zgładzeni i to w najgorszy z możliwych sposobów. Egzaminy nie polegają na zdobyciu dobrego stopnia, im przyświeca zasada “Wygrywaj albo giń”. 

Oczywiście skoro jest to opowieść o zabójcach nie mogło zabraknąć licznych intryg, które są naprawdę rzetelnie skonstruowane, a sama fabuła często przyprawia o szybsze bicie serca. Rzecz jasna nie obyło się bez łez, w kilku momentach beczałam jak bóbr i przez foch z przytupem zamykałam się na otaczający mnie świat.


Bardzo spodobało mi się to, że autor nie boi się zabijać bohaterów i nie kreuje takiego sztucznego napięcia, które niestety zbyt często spotykamy w książkach. Na pewno znacie wiele powieści, w których jedna z głównych postaci znajduje się nagle w szczególnie niesprzyjających okolicznościach i znajduje się na granicy śmierci. Umrze? Przeżyje? Oczywiście, że nie padnie, bo przecież nie można byłoby zrobić kontynuacji, a i niektórzy czytelnicy mogliby się obrazić. Tutaj? Niczego nie możemy być pewni.

Wcisnę tu jeszcze kilka słów na temat seksualności ukazanej w Nibynocy. W końcu nasza bohaterka jest nastolatką, więc zaczyna korzystać z życia także w tym aspekcie. Podczas lektury byłam mile łechtana takim specyficznym klimatem, który w pewien sposób pobudza zmysły. Autor nie wpędza czytelnika w zażenowanie, a z drugiej strony też nie opisuje nam wszystkiego naokoło, unikając problematycznych wyrażeń. Bardzo podobał mi się ten element, a także ukazanie seksualności jako swego rodzaju broń. W końcu tej sztuki również uczono akolitów.

Nibynoc to takie bardziej ambitne fantasy od zwyczajowych młodzieżówek, które na pewno wam się spodoba. Jeżeli macie ochotę na coś ciutkę głębszego, ale nie chcecie się rzucać od razu np. na Sandersona, będzie to strzał w dychę. Jest to bowiem niezwykle mądra książka, która ukazuje nam wiele smutnych i przytłaczających prawd, ale też przekazuje wiele mądrości i zmusza do refleksji. Przykładem są chociażby postaci Mówcy i Tkaczki, dzięki którym przekonujemy się, że w życiu nie ma nic za darmo, a wszystkie nasze czyny mają swoje konsekwencje. Bardzo się cieszę, że, jako czytelnicy, tymi mądrościami nie dostajemy jak obuchem w łeb. Wprost przeciwnie. To subtelnie przemycane w intrygującej fabule bodźce, które zachęcają nas do myślenia i wyciągania wniosków. 

Nie byłabym sobą, gdybym nie opowiedziała wam o przepięknym wydaniu. Twarda oprawa, przepiękna ilustracja na froncie (która nawiasem mówiąc świetnie uchwyciła naszą bohaterkę), dbałość o korektę i wstążeczka służąca za zakładkę. Do tego rdzawobrązowe brzegi, które, uwaga, przed rozpoczęciem lektury dobrze byłoby porozklejać. Przy tej okazji znalazłam nowy “odstresowywacz”, naprawdę! Działa lepiej niż folia bąbelkowa.

Wady? Nie znalazłam 😁

Kilka cytatów:

- Mam herbatę. - Mercurio westchnął. - I ciasto.
Dziewczyna zasłoniła burczący brzuch obiema dłońmi.
- Jakie ciasto?
- Darmowe.
Mia się nadąsała. Oblizała usta i poczuła krew.
- Moje ulubione.
(...) Podejrzliwie pociągnął nosem nad bulionem.- Hmm...Zmarszczył brwi, patrząc na bulion, jakby mu ukradł sakiewkę albo może nazwał jego matkę niezbyt pochlebnym mianem.

- Ale - dodał starzec, obrzucając ją spojrzeniem od stóp do głów - wyglądasz na dziewczynę, której nieobce jest słowo pisane. Widzę to. Masz słowa wypisane w duszy.- Słowa w duszy? - Mia zadrwiła. - "Spalić po przeczytaniu?"

Tytuł oryginalny: Nevernight
Cykl: Nibynoc (tom 1)
Tłumaczenie: Małgorzata Strzelec
Kategoria: fantastyka/fantasy
Liczba stron: 608
Cena okładkowa: 45 zł
Oprawa: twarda
Data premiery: 13 września 2017

Książka wydawnictwa MAG


Zajrzyj również tu

36 komentarzy

  1. Nie słyszałam nic o tej powieści, a teraz mam na nią wielką ochotę! Brzmi świetnie :)
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno książka ta miała premierę, więc to pewnie dlatego :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przeczytasz, bo że Ci się spodoba - tego jestem pewna!

      Usuń
  3. Słyszałem o tej książce i się jej bliżej przyjrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. w listopadzie chciałam kupić, ale po takiej recenzji to zrobię to prędzej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiesz co? Nawet nie trzeba czytać całej recenzji, by wiedzieć, że książka ci się podobała. Recenzja jest strasznie długa, chyba jeszcze takiej nie widziałam u nikogo!
    Mi się czasami zdarza o jakiejś dobrej książce też tak rozpisać, ale nie zawsze.
    Główka bohaterka trochę przypomina tę laskę z "Szklanego dworu".
    Przede wszystkim zaintrygowała mnie ta inna prawda (brzydota itp.) , którą pokazuje autor w książce. No i te komentarze pisarza mogą być ciekawe. :3
    Nie ukrywam też, że jak cię książka wzruszała, to musi mieć to coś, więc ja ją chce! Może uda mi się ją kupić na targach w Krakowie. Wybierasz się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że już dawno nie pisałam tak długiej xD Ostatnio trafiam po prostu na takie książki, o których nie mam co pisać, ale dzielenie się opinią o takim cudzie, jest czystą przyjemnością <3
      Kurde, nie mam pojęcia, czy to dobre skojarzenie, bo Szklany jeszcze przede mną...
      Niestety nie będzie mnie :< Mam nadzieję, że w przyszłym roku się uda :)

      Usuń
  6. Spodobał mi się już sam temat śmierci i to, jak przedstawiłaś prawdziwość tego zjawiska w kilku prostych słowach.
    Te przypisy muszą być naprawdę genialne i już chwała autorowi za taki pomysł :D! Mnie ten króciutki fragment rozwalił. Podziw dla niego również za to, że chwycił się kreacji nastolatki, która - jak wynika z twojej opinii - jest genialna.
    Jestem jak najbardziej za >D!
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :)
      Dla mnie tak :D Też go podziwiam, wziął najgorszą możliwą opcję jednak xD
      Mam nadzieję, że przeczytasz! :D

      Usuń
  7. Brzmi bardzo ciekawie. muszę się w nią zaopatzyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie ukrywam, że okładka i samo wydanie książzki już zachęca! Dodam ją do listy i będę miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj uwierz, że ja tez uwielbiam to wydanie <3

      Usuń
  9. No to mnie zachęciłaś teraz! Jaya Kristoffa poznałam przy okazji Illuminae i dzięki tamtej książce z chęcią sięgnę po coś innego tego autora :) Wydaje mi się, że ciężko jest napisać młodzieżówkę w której nie można doszukać się wad, mam wrażenie że ostatnio wszystko jest na jedno kopyto dlatego czym prędzej lecę dodać Nibynoc do mojej chciej-listy :)

    booklicity.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Illuminae nie jestem ciekawa, ale autor ten napisał jeszcze jedną serię, którą wydał Uroboros i już wiem, że musze to przeczytać!
      Ooo cudownie <3

      Usuń
  10. Mam dostęp do tej książki no i teraz ciekawa jestem, jak mi by to podeszło. Młodzieżówki zaczęły mnie drażnić, dobrze więc czytać, że to jest ciut poważniejsze :) Niesamowicie podobają mi się przypisy w takiej formie, jaką pokazałaś, ale ja miałam już z nimi styczność w fantastyce. Znany jest z tego Terry Pratchett, który potrafi przypis walnąć na 1/3 strony, serwując nam w ten sposób różne zabawne dygresje, i robi to w swoich książkach bardzo często :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to w takim razie polecam Ci "Z mgły zrodzonego", na pewno Ci się spodoba :)
      O! I w tym momencie zachęciłaś mnie do twórczości tego Pana i "Świat dysku" dostaje wyższy priorytet :)

      Usuń
  11. Ja miałam dość tych przypisów, ale to dlatego, że czytałam ebooka i myślałam, że szlag mnie trafi za przeproszeniem. Gdybym wcześniej wiedziała, to kupiłabym wersje tradycyjną. No cóż, teraz już po ptakach. Zresztą książka niestety średnio mi się podobała. Głównym problemem było to, że nie mogłam wczuć się w fabułę. Poza tym trochę się nudziłam. Wątek romantyczny był niepotrzebny, ale przynajmniej ciekawie się skończył. Nie wiem czy sięgnę po drugi tom.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajajajaj :/ Wiem jak to jest czytać w ebooku cokolwiek z przypisami... Musisz co chwila przerzucać strony, a tu czasem jest tak, że jeden przypis kończy się na kolejnej...
      A mnie się podobał, takie delikatne to ja lubię :D
      Jeżeli sięgniesz, to koniecznie papier! xD

      Usuń
  12. Jaram się już samą okładką :P Książka na pewno też by mi się spodobała!

    Pozdrawiam,
    Turkusowa Sowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też xD No popatrz, Sowa co jest sroką okładkową! XD

      Usuń
  13. Nie miałam z tym do czynienia niestety ;)
    Zapraszam do mnie, mogłabym prosić o kliknięcie w link w tym poście? Byłabym bardzo wdzięczna :)
    Przy okazji zachęcam do wspólnej obserwacji :)

    http://veronicalucy.blogspot.com/2017/10/lace-up-skirt.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak subtelną reklamę. Chamskie wcinanie się potrafi być bardzo drażniące, dlatego jeszcze raz dziękuję za wyczucie i delikatność :)

      Usuń
  14. Noooo... jestem niesamowicie zaintrygowana :D Nie wiem, czy to do końca mój klimat, ale ciekawi mnie i główna bohaterka, i narrator, i przypisy XD
    A tak swoją drogą: ale że jak kraken na pustyni? Toż to wodna gadzina jest :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ci mówię, może Ci się spodobać, ale Ty marudna jesteś, to cholera wie xD
      No i teraz zaczęłam mieć wątpliwości, co to było :O Dlaczego mi to zrobiłaś? :/

      Usuń
  15. Słyszałem już kilka razy o książce i widzę, że jest naprawdę dobra! Muszę po nią sięgnąć.

    Pozdrawiam jeżowo :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Moje oczekiwania były na poziomie X. Po przeczytaniu twojej recenzji teraz są na poziomie 15X. Jak już przeczytam, to się rozmówimy xd

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Na samym początku myślałam, że to kolejna fantastyka, po którą sięgnąć nie będę chciała. Jakże ogromnie się myliłam. Przyznaję, że tutaj znowu poczułam to coś, co podpowiada mi, że ta książka jest dobra (poza opinią). xD Nie potrafię tego wyjaśnić, to chyba po prostu instynkt, bezwzględny łowca zajebistych książek. xD Dopisane do listy.
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo zachęcająca recenzja:) Intrygująca, ale przez to poniekąd zachęcająca, żeby samemu sprawdzić jakie wrażenia przyniesie książka.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ależ mnie zaciekawiłaś tą książką, z pewnością ją przeczytam po takiej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail