"Szamanka od umarlaków" - Martyna Raduchowska | No to w końcu nudne to czy nie?

10 października

Szamanka od umarlaków do niedawna była swego rodzaju białym krukiem, którego nigdzie nie można było upolować. Byłam dziwnie podekscytowana, gdy zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach u wydawnictwa Uroboros z nową, naprawdę świetną okładką. Niestety liczne, nie do końca pochlebne opinie trochę ostudziły mój zapał... Jak więc wypadła książka Martyny Raduchowskiej w moich oczach?


Ida Brzezińska jest potomkinią wielkiego i szanowanego rodu czarodziejów. Jej los jest z góry przesądzony, a rodzice zaplanowali jej życie w najdrobniejszych szczegółach. Jednak Ida ma głęboko w poważaniu swoje przeznaczenie. Buntuje się przeciwko tradycjom i rusza... na studia. Niestety w nauce nie przeszkadzają jej wcale liczne imprezy i hektolitry alkoholu, ale trupy, harpie i demony. No ale kto mówił, że życie medium jest usłane różami?

Przed rozpoczęciem tej lektury byłam naprawdę przerażona. Dookoła jak grzyby po deszczu wyrastały opinie, że książka jest nudna i nie ma w niej absolutnie niczego ciekawego. Całe szczęście, że Kasia o takich rzeczach lubi przekonywać się osobiście, bo straciłabym kilka wieczorów przepełnionych napadami chichrawki.

Największą zaletą tej powieści jest bowiem naprawdę świetny humor, dokładnie taki, jak lubię. Może nie jest zbyt subtelny i wysublimowany, ale właśnie dzięki niemu przy książce tej można się cudownie zrelaksować. Pod tym względem porównałabym Szamankę od umarlaków do książek Olgi Gromyko, zwłaszcza te z Wolhą Redną w roli głównej. Historię Idy autorka przekazuje nam w niezwykle lekki sposób, przez co powieść można przeczytać w naprawdę krótkim czasie. 



Główna bohaterka okrutnie przypadła mi do gustu, choć jej preferencje i upodobania (w różnych dziedzinach życia) poznajemy dość pobieżnie. Jest typową buntowniczką, która czasem nie podejmuje zbyt racjonalnych decyzji. Po prostu dąży do celu i często zachowuje się inaczej, niżby się ktoś po niej spodziewał tylko dlatego, żeby nie postąpić zgodnie z jego oczekiwaniami. Tyczy się to głównie członków jej rodziny. Popełnia parę głupot, lecz nie zniechęciło mnie to do niej, właśnie dzięki temu stała się jeszcze bliższa mojemu serduchu, bo nie przepadam za heroicznymi bohaterkami, które pomiędzy piłowaniem paznokci, a prostowaniem włosów ratują cały świat. 

Jeżeli chodzi o samą akcję, to w zasadzie nie ma za bardzo o czym mówić, bo tu po prostu niewiele się dzieje, a gdy już nawet mamy do czynienia z katastrofą na miarę huraganu Katrina, to Martyna Raduchowska opisuje ją w taki sposób, że czytelnik ma wrażenie, iż czyta przemyślenia na temat tego, czy Ida ma wziąć ze sobą kanapki na wykład, czy może jednak nie. Ale nie to najważniejsze jest w tej książce i jej odbiór w ogromnej części zależy od nastawienia. Nie nastawiajcie się na powieść przepełnioną porywającymi zwrotami akcji, bo ich tu po prostu nie ma, ale osobiście kompletnie mi to nie przeszkadzało.

Z lektury czerpałam niewysłowioną wręcz radość. Z samego procesu czytania. Nie główkowałam, co się zaraz wydarzy, jakie konsekwencje będzie miało zdarzenie X czy Y, nie i naprawdę okrutnie mnie to cieszy. Tu najważniejszy jest humor, magia i bohaterowie, bo dzięki tym trzem elementom czułam się jak podczas jakiegoś paranormalnego występu kabaretowego. 

Uroku powieści dodawały rozbrajające dwuznaczności (bez podtekstu erotycznego), które bardzo uwiarygodniały tę historię. Żarty i powiedzonka, które zawierały w sobie drugie, magiczne dno, były naprawdę świetne. Nawet jak teraz o tym piszę, to banan z twarzy mi nie schodzi.


Moje serce podbił jednak łapacz snów. Łapacz, którego personifikacją był... Nie powiem kogo, przeczytajcie, to się dowiecie xD. W każdym razie to moja ulubiona postać i podziwiam autorkę za wyobraźnię i świetną realizację tak... oryginalnego pomysłu 😁. Jeżeli chodzi o samych bohaterów, to przyznam, że jednak ciotka Idy zrobiła na mnie największe wrażenie. Ona i jej cudowna maniera. Kojarzycie Pshemko z serialu Brzydula? Kto oglądał, ten wie, a kto nie, to już wyjaśniam zagadnienie. Ten dość nietypowy projektant i ciotka Idy mają jedną wspólną cechę - mówią do ludzi w trzeciej osobie. "Niech nie żartuje" albo "Gdzie lezie" mają w sobie tyle uroku... 😆

W Szamance od umarlaków nie uświadczycie wątku miłosnego, choć w drugim tomie sytuacja być może odrobinkę się zmieni i powiem wam w tajemnicy: bardzo bym tego chciała 💕.

Słowem podsumowania powieść Martyny Raduchowskiej nie zmieniła mojego życia, ale dzięki niej niesamowicie się zrelaksowałam i chyba W KOŃCU odzyskałam chęć do czytania książek! Z niecierpliwością czekam na kolejny tom w wydaniu Uroborosa, a pierwszą część oczywiście polecam wam z czystym sumieniem. Jeżeli chcecie się pośmiać i oderwać od rzeczywistości, to będzie świetny wybór 😋. 

Tytuł oryginalny: Szamanka od umarlaków
Cykl: Szamanka od umarlaków (tom 1)
Kategoria: fantastyka/fantasy
Liczba stron: 416
Cena okładkowa: 39,99 zł
Oprawa: miękka 
Data premiery (tego wydania): 30 sierpnia 2017
Wydawnictwo: Uroboros


Zajrzyj również tu

16 komentarzy

  1. Mam i zaierzam przeczytać, aby wyrobić sobie własną opinię na temat tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś takim wyjątkowym grzybkiem, którego książka zachwyciła :D
    A Łapacza snów też uwielbiałam. ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, trzeba będzie w wolnej chwili, w dalekiej przyszłości za książkę się zabrać. xD Najbardziej przyciąga mnie do tej książki brak wątku miłosnego i jeżeli tytuł przypadnie mi do gustu, to chciałabym, aby każdy tom nie zawierał w sobie tego irytującego i zarazem odstraszającego mnie wątku. :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  4. Sporo słyszałam o tej książce, ale się na nią nie zdecydowałam, bo to jednak nie moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę ją mieć, a jak nie mieć to dopaść i przeczytać.
    ps. podziwiam Ciebie za umiejętnośc rozplanowania czasu tak aby ksiażki przeczytać. Mi ciągle brak motywancji, a kupki nowych pozycji które kupuję rosną i rosną.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie do końca jestem przekonana, czy fantastyka w tym wydaniu do mnie trafia, bo domyślam się, czego mogę spodziewać się po lekturze i wiem, że najczęściej nie o to mi chodzi, żeby uznac dany tytuł za zadowalający. Ale nie zmienia to faktu, że tak jak pisze, odpowiednie podejście może być kluczem do relaksującej lektury. Jeżeli będę poszukiwała czegoś niezobowiązującego, to myślę, że po Raduchowską sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam zawsze problem z polską fantastyką dla młodzieży bo zazwyczaj wypada to dość słabo. Nadmienić trzeba, że mam prawię trzydziechę na karku więc od młodzieżówki nie oczekuję jakiejś umysłowej stymulacji ale są lepsze i gorsze pozycje. Tym razem muszę przyznać, że są szanse na to że się skuszę. Każdy czasem potrzebuje lekkiego 'odmóżdżenia" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam wiele recenzji i wyglądało, że to kolejna książka z przepiękną okładką, która została zbyt mocno zareklamowana.
    Jednak po Twoim wpisie myślę, że mogłaby mi się spodobać.
    Czasem człowiek po ciężkim dniu, naprawdę ma ochotę tylko poczytać coś, co mu zafunduje relaks i dobry nastrój, bez zbędnego analizowania i pod tym względem ta pozycja zdaje się być idealna. :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja bardzo długo szukałem pierwszego wydania tej książki. Najpierw przeczytałem egzemplarz z biblioteki, ale historia spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłem mieć swój. Książka jest bardzo zabawna i tylko czytelnicze snoby mogą ją uznać za nudną.

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkę mam już dawno upatrzoną:) kusi przede wszystkim ten dobry humor!

    OdpowiedzUsuń
  11. To zupełnie nie moje klimaty, już sam tytuł mnie odstrasza, nie wspominając o okładce :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Moją opinie znasz ;) bardzo mi się książka podobała. Może nie tak jak "Żniwiarz" ale ma w sobie TO COŚ. Czekam na drugi tom :) Wiadomo kiedy będzie?

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam mieszane uczucia co do tej książki. Już od początku przyciągnęła moją uwagę, jednak po przeczytaniu kilku recenzji sama nie wiem czy warto w nią zainwestować. Nie przepadam za polskimi autorami i boję się, że jeszcze bardziej się do nich zrażę po przeczytaniu "Szamanki od umarlaków" :(

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie!
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2017/10/motylek.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Była mi potrzebna taka recenzja. Miałam z początku ten sam problem. Ludzie nie umieli się zdecydować, a fundusze ograniczają wybór:) Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  15. [SPOILER, ale drobny xD] W drugim tomie też wątku miłosnego raczej nie ma, aczkolwiek postacie bardzo fajnie ze sobą "grały" - z tego, co pamiętam, w ogóle jest trochę lepiej napisany. [KONIEC :D]
    Mi seria sprawiła sporo radości, choć jednak technicznie nie jest najlepsza :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Już nie mogę się doczekać, kiedy przeczytam tę książkę, bo aktualnie leży i czeka na półce :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail