„W pierścieniu ognia” – Suzanne Collins

30 czerwca


Druga część „Igrzysk śmierci”. Tym razem będzie krótko, na temat pierwszego tomu wypowiedziałam się wystarczająco :D.

Kolejna książka, kolejne mistrzostwo. Nastąpiło jednak lekkie osłabienie, którego nie można przeoczyć. Mniej warta akcja, dużo mniej zwrotów (pomijając końcówkę, znów dostarczającą wielu emocji). Towarzyszymy po raz kolejny przygodom Katniss teraz już jako zwyciężczyni Igrzysk Głodowych. Jednak nie wszystko jest tak, jak być powinno. Wyciągnięcie przez nią podczas finału trujących jagód i próba samobójcza jej i Peety wzburzyła cały Kapitol, organizator zostaje zabity, a w większości dystryktów powstają zamieszki. Wszyscy to czują, zbliża się rebelia. Zbliżają się także Igrzyska Ćwierćwiecza i wielka niespodzianka, niekoniecznie miła. Katniss powraca na arenę….

Muszę powiedzieć, że pierwsza część wgniotła mnie w siedzenie, pomysł był po prostu absolutnie z kosmosu, fabuła miażdżyła czytelnika i pozostawiała go w uścisku aż do ostatniej strony. „W pierścieniu ognia” budzi zupełnie inne emocje. Chociaż historia nadal jest fascynująca, tutaj znajdziemy więcej wątków miłosnych, rodzinnych itp. Myślę, że właśnie dlatego nie porwała mnie w takim stopniu jak tom poprzedni, mimo wszystko, nadal uwielbiam. Jednak najbardziej podobało mi się to, że mimo główna bohaterka ma tylko 16 lat (tu już 17), nie ma rzewnych historyjek, nastoletnich miłości i tak dalej, tutaj już troszkę się ich pojawia, mimo wszystko, porównując z innymi lekturami, jest to ilość minimalna, co bardzo mnie cieszy. Trzeba także dodać, że ta część jest zdecydowanie mniej krwawa ( a szkoda ;)), bo to była bardzo charakterystyczna w pozytywnym sensie cecha tej powieści.

W zasadzie ciężko jest mi powiedzieć jeszcze coś, w zasadzie to trzeba po prostu przeczytać, został mi jeszcze ostatni tom, a opinię dopiszę najprawdopodobniej do tej notki.
 
Ogólna ocena: 8,5/10
Zdecydowanie polecam

Zajrzyj również tu

2 komentarzy

  1. Krótko, ale zwięźle, ładnie i na temat :))
    Kiedyś sięgnęłam z ciekawości po pierwszy tom, ale przeczytałam prawie połowę i nie wytrzymałam. Nie to że, książka bez fabuły - czy coś. Bo "Igrzyska Śmierci" są naprawdę ciekawe! Jednak pierwszoosobowa narracja (spoko, taka jest częsta w książkach) w czasie teraźniejszym! Wiem, że to jedna z trudniejszych narracji i ukłony dla autorki, jednak... ugh, nie mogłam się do tego przekonać.
    Średnio pół roku później, moja przyjaciółka zaraziła się przeze mnie czytaniem i sięgnęła po właśnie "Igrzyska...". Była nimi tak zafascynowana, że przymusiła mnie do ich przeczytania.
    I w sumie nie żałuję, jednak, przeżyłabym bez tej historii :))
    Pozdrawiam serdecznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże, dobrze, że skomentowałaś ten post!
      Nie zauważyłam, że zła okładka była, dwa razy "Kosogłosa" mi się dodała :D Tępa dzida ze mnie.
      Ja mam podobnie z niektórymi popularnymi książkami, kochanymi przez innych. Przypuśćmy seria "Wampiry z Morganville", na lubimyczytać ma mega wysoką ocenę, a ja po prostu ledwo przez to przebrnęłam, moim zdaniem straszny gniot.
      Dlatego też rozumiem, że "Igrzyska..." Cię nie zafascynowały ja straciłam głowę!

      Usuń

Obserwuj przez e-mail