Majowy stosik :)

30 czerwca

Witam gorąco po raz kolejny :). Mam ogromne wyrzuty sumienia. Ostatnio popełniłam „recenzję” wspaniałej książki Stiega Larssona, którą napisałam szczerze mówiąc „na kolanie”. Szybko, nie zważając na styl i słownictwo. Patrząc na nią chłodnym okiem śmiało mogę stwierdzić, że jest niezwykle chaotyczna i nieskładna. Bardzo za to was wszystkich przepraszam, nie będę się już jednak bić w pierś i zamiast tego po prostu wezmę się w garść.

Dziś chcę wam przedstawić zawartość paczuchy, którą wreszcie dziś odebrałam z kiosku. Może powiem kilka słów o dostawie do kiosku ruchu, bo wiem, że wielu z was ma jeszcze wątpliwości co do tej formy przesyłki. Największym plusem takiej dostawy jest przede wszystkim cena, która najczęściej wynosi około 4 złotych. Przeważnie księgarnie nie ustalają limitu sztuk, które mogą znaleźć się w jednej paczce, co jest dodatkowym pozytywem oczywiście, bo niezależnie od ilości kupionych książek koszt dostawy nie wzrasta. Osobiście czuję ogromny ból, kiedy za przesyłkę muszę zapłacić 8-10 złotych, a już wolę nie myśleć nawet o sumach większych. Pod tym względem żydzę niemiłosiernie :). Wiem, że to trochę kolokwialnie ujmując nienormalne, ponieważ gdy robi się zamówienie za powiedzmy 200-250 zł, a zastanawia czy aby 8 zł dodatkowo to nie za wielki wydatek, no to cóż ;). W każdym razie ja tak mam i trudno.

Wróćmy jednak do kiosków. Sam czas dostawy jest niestety nieco dłuższy, ponieważ wynosi około 2-4 dni (ten zestaw, który za chwilę wam zaprezentuję, zakupiłam w księgarni internetowej nieprzeczytane.pl, która na swojej stronie zawarła informację, że czas dostawy przy tej formie wynosi dokładnie 2 dni i właśnie po dwóch dniach moja paczuszka czekała już na odbiór). Kolejnym plusem jest samo odebranie. Może to zrobić ktokolwiek z naszych znajomych czy rodziny, wystarczy, że przekażemy mu specjalny kod i już. Żadnych problemów na poczcie, gdy po paczkę przyjdzie szwagier i przede wszystkim brak kolejek. Bardzo lubię tę formę dostawy, bo bardzo upraszcza mi życie i nie tracę nerwów na wysłuchiwanie niemiłych pań.

Przechodząc do meritum, oto zawartość mojej dzisiejszej (w zasadzie urodzinowej) paczuchy, którą sama sobie sprezentowałam:


 
Dosłownie kilka słówek na temat tego, co zachęciło mnie do kupna każdej z tych pozycji. Tak więc „Lęk pierwotny” jest drugą częścią cyklu o agencie specjalnym Pender?/Penderze?, nie mam pojęcia jak i czy w ogóle to nazwisko się odmienia. W każdym razie pierwszy tom to „Dziewczyny, których pożądał”, czyli thriller psychologiczny, który wywarł na mnie kolosalne wrażenie, recenzję znajdziecie na moim blogu. Kiedy tylko dowiedziałam się, że powstała druga część i to uwaga: wydana rok temu w moje urodziny nie potrzebowałam już kolejnego argumentu, by kupić tę książkę ;).

„Uwikłani”- tym razem „Obsesja”, pierwszą część przeczytałam (recenzja również się tu pojawiła), jak na książkę z gatunku literatury kobiecej/erotycznej nawet mi się podobała, więc dlaczego nie?

O „Playlist for the dead” słyszałam wiele bardzo pochlebnych opinii. Po przeczytaniu opisu fabuły stwierdziłam, że może być naprawdę wciągająca i oryginalna, a to coś, co uwielbiam w książkach.

„Kokainy” Barbary Rosiek nie muszę nikomu przedstawiać. Kobieta po przejściach wszystkie swoje przeżycia i wspomnienia zawarła w później wydanych pamiętnikach. Do tej pory przeczytałam „Pamiętnik narkomanki” i było to jeszcze w gimnazjum, więc bardzo chętnie po raz kolejny wniknę do świata narkomanów, prostytucji i przemocy. Zaszokowała mnie grubość tej „książeczki”, liczy niecałe 100 stron i przy reszcie wygląda dosyć mizernie, ale przecież liczy się jakość :).

„Ani żadnej rzeczy” to thriller, który łączy w sobie wątki detektywistyczne, kryminalne i uwaga: religijne, czyli coś, co uwielbiam. Myślę, że będzie to coś na kształt powieści Dana Browna, którego szczerze mówiąc kocham i mam jego wszystko książki w domu. Dodatkowo dzieło S.M. Borowiecky ma świetną okładkę.
„Podzieleni”, to kolejna antyutopia na kształt „Igrzysk…”, jednak ostatnio bardzo wkręciłam się w takie klimaty i to zamówienie zrobiłam głównie dla tej pozycji.

„Farma” to kolejny thriller psychologiczny, a „Wioska morderców” jest powieścią, w której tajemnica goni kolejną. „Signum Sanguinem. Mrok” (oszalałam na punkcie tego tytułu, niesamowicie dźwięczne zestawienie wyrazów” działa na bardzo podobnej zasadzie, a niedopowiedzenia w książkach pociągają mnie najbardziej.

Jestem przeszczęśliwa po prostu, że w końcu mam je wszystkie w domu i teraz pozostaje jak najszybciej przeczytać „Panią noc” i brać się za kolejne. Po raz pierwszy dotarło do mnie kilka tak cieniutkich książek (100-200 stron), ale muszę przyznać, że jest to niezwykle miła odmiana. Jak już wspomniałam wszystkie pozycje kupiłam w księgarni internetowej nieprzeczytane.pl i jeżeli ktoś jest ciekawy wydałam na nie, moim zdaniem wcale nie tak dużo jak mogłabym np. w empiku, łącznie z wysyłką uczyniło mnie to 206 zł :).

Mam nadzieję, że którąś z tych pozycji wrzucicie do swojej listy książek do kupienia:), a może któreś już czytaliście?

Zajrzyj również tu

0 komentarzy

Obserwuj przez e-mail