50 tysięcy opinii- czyli niekoniecznie krótko o „Pięćdziesięciu twarzach Grey’a”

30 czerwca

Jak już wspomniałam jakiś czas temu, po wielu miesiącach przekonywania samej siebie, wreszcie przeczytałam trylogię Grey’a, żeby zobaczyć cóż takiego zrobiło tak niewiarygodny szał na całym świecie. Przeczytałam. Przeżyłam.

Jednak muszę zauważyć, że najpierw byłam na filmie, ponieważ zostałam zaciągnięta do kina xD. Przez to oczywiście trochę inaczej patrzyłam na wszystko, a przez dość wierne odwzorowanie książki siłą rzeczy wiedziałam, co się zdarzy potem. Dlatego, żeby być obiektywną przeczytałam także następną część i ostatnią, żeby się nie rozdrabniać później na blogu w tysiąc notek o jednej trylogii. Czytałam wiele opinii, a po zapoznaniu się z nimi nie wiedziałam ni w ząb więcej niż przed. Dlatego też nie kupowałam papierowych wersji, lecz zaopatrzyłam się w pdf.

Może od początku. Jeżeli chodzi o język- niewiele można powiedzieć. Prosty, zwięzły, widać, że poeta tego nie pisał, co oczywiście nie jest żadną wadą. Z reguły ludzie czytają po to, żeby się oderwać od rzeczywistości, od problemów i tak dalej, i wówczas mało kto sięga po lekturę z rozbudowanymi metaforami, licznymi rymami, pisaną archaicznym językiem, ale oczywiście takie też są potrzebne, tego rodzaju zdarza mi się czytać zwłaszcza w wakacje, kiedy odpoczywam od dość trudnych książek psychologicznych i prawniczych. Kiedy już nie muszę się z takimi „użerać”- nadzwyczaj mi ich brakuje ;).
Widzę ogrom opinii na temat Grey’a i wiele z nich jest mocno, mocno negatywnych. Pierwszą jego wadą w oczach niektórych jest to, że jest pisana zbyt prosto, a wręcz w sposób upośledzający. Nieprawda, zgodzę się, literatura górnolotna to to nie jest na 100%, ale nie każda książka taka musi być prawda? Są różne rodzaje, refleksyjne, pomagające nam wzbogadzić wyobraźnię pomysłami, historyczne, i wiele wiele innych, ale również takie, jak to ja nazywam:”odmóżdżające”- czyli takie, które człowiek czyta po prostu dla przyjemności, by na chwilę stać się kimś innym. To właśnie taka książka. Zdecydowanie.
Jednak jedno nawet mnie przeszkadzało, mega liczne powtórzenia. Bohaterka „rozpada się na tysiące kawałków” co drugą stronę, a „jej wewnętrzna bogini” ciągle coś robi. Może na pierwszy rzut oka, nie postrzega się tego jako jakąś wielką wadę, ale na dłuższą metę strasznie przeszkadza, bo kiedy już czyta się coś, co no jednak ktoś pisał, korygował i wydał, to jednak oczekuje się niekoniecznie homeryckiego stylu, ale tego ustalonego minimum.

Mimo to, doceniam wpomnianą wcześniej „wewnętrzną boginię”- dość ciekawy pomysł, mało kiedy autorzy obok głównego bohatera tak często podkreślają jego podświadomość i to w sposób osobowy. Ciekawy zabieg.

Przechodząc do tematu ksiąg tych nieczystych. Chyba każdy wie o czym jest. Kobieta. Mężczyzna. Niewinność. Grzeszność. BDSM. Nie ma się chyba co rozwodzić nad tym dłużej, bo to akurat można znaleźć na pierwszej lepszej pozycji po wpisaniu w google.

No więc moim zdaniem historia bardzo ciekawa. Naprawdę. Z zupełnie innej strony ukazuje seks i relacje między ludźmi. Oczywiście jak to zwykle bywa z przypadkiem opisania w książce miłości, jeden z bohaterów mocno się zmienia pod wpływem drugiego. Jednak póki co nie spotkałam się z tego typu przypadkiem (chodzi mi oczywiście o literaturę), gdzie tzw. „Pan” przypadkiem spotyka kobietę, która wzbudza w nim skrajne emocje, chcąc zaproponować jej interesujący układ, jednak żadnej miłości, żadnego dotyku. Nie chcę tu spoilerować tym, którzy jeszcze nie przeczytali, lub czekają na kolejną część filmu :).
Generalnie intrygujący pomysł, oczywiście książki nieletni czytać nie powinni, radzę z tym trochę poczekać :D Sceny erotyczne dość skrupulatnie opisane, w sposób nieco dosadny, przez co nie traci uroku. Ja się bardzo wciągnęłam, choć książka często opisywana jako: „adresowana do niewyżytych kobiet”, całkowita nieprawda, w taki sposób może komentować tylko ktoś, komu nie do końca się udaje, ale cóż. Oczywiście jak już wspomniałam historia wzbudza różne uczucia, opisywana jako fascynująca i wciągająca a z drugiej strony jako zupełnie nieperwersyjna i nudna jak musztarda. Lektura ta należy do tych, które się kocha lub nienawidzi, mnie się naprawdę podobała, chociaż już trzecia część zdecydowanie mniej, czasem jak już się zatkałam na czymś to ciężko było ruszyć dalej. Mimo to przebrnęłam przez nieco mniej ekscytującą część.
Trzeba przyznać, że wyobraźnia autorki często przekraczała granice zwyczajnych erotyków xD. Nie tak dawno przeczytałam książkę pt. „S*ka. Z pamiętnika masochistki”, która przedstawiała relację Pana i Uległej. Muszę przyznać, że ta opisana w Szarym podobała mi się zdecydowanie bardziej, chociaż nie była ona tak skrajnie przedstawiona, ponieważ u „masochistki” bycie uległą było jej stylem życia. Być może napiszę opinię również o tej książce, jednak musiałabym sobie ja porządnie przypomnieć, a szczerze mówiąc sesja i leń- zwyciężają.

Historię opisaną w Grey’u czyta się płynnie, dość szybko, więc jeżeli się komuś nie spodoba, to zwyczajnie może ją rzucić w kąt, jednak ciężko jest mi powiedzieć, czy ją polecam, czy nie. To chyba nie jest książka, którą można tak po prostu komuś „polecić”- erotyki to rodzaj literatury dość hmmm…w pewnym sensie jest to jak z tymi wszystkimi fantastycznymi (wampiry i ten świat)- gdzie trzeba to po prostu przeczytać, żeby zobaczyć czy warto czy nie. Zresztą chyba jak z większością książek.

Jeżeli chodzi o główną bohaterkę, mimo jej gapowatości i nieśmiałości nawet ją polubiłam. Bystra i sprytna, no i potrafiła coś, czego ja sama nie potrafię w niektórych sytuacjach: zrozumieć i zaczekać, nie naciskać. Ta umiejętność zdecydowanie przydałaby mi się. Muszę chyba poczytać coś o tego typu zachowaniu, bo wiem, że dla innych jestem przez to czasem trochę męcząca. „Trochę” ;). Miała także przyjaciółkę, której każdy pozazdrości :D. No i wiadomo, spotyka extra faceta, jednak ma o sobie dość niskie mniemanie, jak się okazuje później- on także. Stara się o nią, spełnia jej życzenia, nawet te których nie chce xD No i generalnie każdy by chciał żeby coś takiego go spotkało, żeby trochę przerwać tę monotonię życia.

Moim zdaniem warto przeczytać, albo chociaż „poczytać”, żeby zobaczyć jak to jest przez chwilę być kimś innym. Przecież o to chodzi w książkach prawda? Żeby przez chwilę być kimś zupełnie innym, nadal pozostając sobą….

Zajrzyj również tu

0 komentarzy

Obserwuj przez e-mail