„Inferno” – Dan Brown

30 czerwca

„Inferno” jest trzecią przeczytaną przeze mnie pozycją tego autora. Muszę przyznać, że kolejną niesamowitą. Wartka akcja, zero nudy, nawet pół zbędnego zdania, mistrzostwo. Jakieś 3/5 książki to fascynująca historia, która wciąga czytelnika w zupełnie inny, szpiegowski świat, pełen różnych intryg, reszta natomiast to przewrót o już nawet nie 180, lecz 540 stopni. Czytam dość sporo tego typu lektur, jednak Brown jest jednym z wybitniejszych w swoim gatunku.

Opowieść kręci się wokół problemu przeludnienia świata, co nie powiem, bardzo mną wstrząsnęło, zwłaszcza statystyki, tabele i „autentyczne fakty” zaprezentowane w książce. Wiele stwierdzeń jest oczywiście zmyślonych, jednak przekazane są w taki sposób, że szczerze powiedziawszy, temu autorowi uwierzyłabym nawet, gdyby napisał, że jestem ostatnim prawdziwym człowiekiem na całym globie, a reszta istot tu żyjących to genetycznie zmodyfikowane ufoludki, które zostały stworzone po to, by opiekowały się ostatnim na tej planecie jednorożcem, który żywi się homoseksualistami. Nie da się ukryć, że wiele stwierdzeń Browna jest poddawanych wątpliwościom, myślę, że to daje jego książkom jeszcze lepszy przekaz, bo przecież skoro coś wymaga negacji, sprostowania lub spekulacji na forum publicznym, to znaczy, że fałszywość tych zagadnień nie jest taka oczywista, prawda?

Jak zwykle w jego książkach głównym bohaterem jest Robert Langdon, znawca sztuki i ikonografii. Jak zwykle również spotyka młodą kobietę, z którą musi rozwiązać zagadkę, by świat mógł przetrwać. Tym razem profesor, wykładający na Harvardzie staje przed  nie lada zadaniem. Musi rozgryźć miejsce spoczynku skonstruowanej przez genialnego, acz z lekka szurniętego naukowca „kolejnej dżumy”, która ma zarazić całą ludzkość, po to, by nasza liczba zdecydowanie się ograniczyła, tylko w takim wypadku rodzaj ludzki ma szansę nie wyginąć. Wszystko powiązane jest z dziełem Dantego „Boska komedia”, a szczególnie skupia się z jedną z jej części, a mianowicie z „Piekłem” (stąd tytuł). Fanatyczny naukowiec pozostawił do rozwiązania serię zagadek, a każda powiązana jest z wymienionym wyżej poematem. Zwykły człowiek dzięki temu zaznajomić się może z naprawdę wielkimi dziełami, między innymi z obrazem Botticelliego „Mapa piekieł”, maską pośmiertną Dantego, wieloma rzeźbami. Żałuję, że nie miałam ilustrowanego wydania tej książki (chyba jeszcze nie wydano, lub nie jest to planowane), ponieważ przy każdej wzmiance o jakimkolwiek obrazie czy rzeźbie biegałam do komputera i wspólnie z bohaterami analizowałam dane dzieło. Myślę, że Brown w taki sposób konstruuje swoje powieści, by właśnie do tego zachęcić ludzi. Nie jestem ogromną fanką sztuki (może z wyjątkiem motywów mitologicznych- to od zawsze była moja słabość), jednak po prostu wniknęłam w tę historię, zapragnęłam poznać wszystkie symbole i ich prawdziwe znaczenie. Gdy czyta się coś takiego człowiek ma nawet chęć studiowania historii sztuki, pod warunkiem oczywiście, że Langdon byłby wykładowcą. Przywoływanie fragmentów jego wypowiedzi na seminariach, gościnnych wykładach czy podczas zajęć powodują we mnie lekką nostalgię i zaczynam zadawać sobie pytanie: Boże, czemu ja nie mam takiego nauczyciela?

Polecam tę książkę KAŻDEMU. Tak, każdemu, bez względu na cokolwiek, czy lubicie horrory, kryminały, czy romansy, zawsze w jego powieściach znajdziecie coś dla siebie. „Inferno” to z lekka cegiełka, liczy około 600 stron, jednak przeczytałam ją naprawdę szybko, a do myślenia dała mi za przeproszeniem w cholerę. Niedługo zabiorę się za „Zaginiony symbol” (mam wydanie ilustrowane, więc będzie jeszcze więcej fun’u:)).

Brown, to autor, którego książki są niemożliwie wręcz przemyślane, co nieczęsto się zdarza. Wszystkie zagadki, wykorzystanie dzieł, utworów, czy bohaterów jest tak idealne, że ja, nie mogę się absolutnie do niczego przyczepić. Wcześniej nie rozumiałam w jaki sposób powieści o symbolach i jakimś tam profesorze mogą być tak popularne i tak uwielbiane, lecz teraz już rozumiem. Czytałam „Anioły i demony” i „Kod…” i pomyślałam, że był to w zasadzie sukces jednej historii, lecz teraz, po przeczytaniu „Inferno” jestem pewna- mam do czynienia z mistrzem i na pewno w niedalekiej przyszłości zaopatrzę się w resztę jego książek.
Mimo wszystko „Kod Leonarda da Vinci” skradł moje serce na zawsze, i tak jak tę pozycję oceniłabybym na 20/10, tak „Inferno” ocenię na „19,5 na 10 możliwych :D. Naprawdę polecam, ponieważ mimo jednak wymyślonych historii z wprowadzeniem rzeczywistych postaci, dzieł i faktów można się naprawdę wielu rzeczy nauczyć, lecz w taki sposób, że nie marzy się o niczym innym.

Wystarczy gadania, zabieram się za kolejną książkę, jeszcze nie wiem co to będzie, bo właśnie wczoraj dostarczono mi nowy stosik i nie wiem od czego zacząć :( Później pochwalę się moim dorobkiem :D

A wy co kupiliście ostatnio?

Zajrzyj również tu

2 komentarzy

  1. Świetna książka, jak i twórczość Browna. Nie mogłam się oderwać, obowiązki musiały poczekać, bo książka ważniejsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam wszystkie książki Browna. Wszystkie były świetne. Jednak w Inferno opisy tych wszystkich budowli były tak częste i długie że wytrącały mnie z akcji. Roberta zrobili w konia świetnie. A czytałaś o o tym meteorycie? Albo o dziewczynie rozwiązującej szyfry? Świetne książki, polecam

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail