Book Haul- styczeń 2016

30 czerwca

Niestety wcześniej nie miałam czasu, by dodać podsumowanie stycznia, za co biję się sumiennie w pierś. Nadszedł jednak upragniony czas! Zakupy książkowe zeszłego miesiąca mają charakter mocno skandynawski a także jest powrotem do przeszłości, zaraz pokażę dlaczego :D.


Jak mówiłam wcześniej zakupiłam dużo literatury skandynawskiej, najbardziej cieszę się z „Czerwonych Kapturków…”, na które polowałam już ooo…sporo czasu. Nie mogło zabraknąć również drugiego tomu cyklu należącego do Jamesa Thompsona, genialnego pisarza moim zdaniem, jeżeli lubicie krwawe kryminały z porywającą fabułą- polecam szczerze. Co może nie do końca mądre, zaopatrzyłam się od razu w trzy książki Kjella Erikssona, chociaż nigdy nie czytałam żadnej jego autorstwa. „Diabeł z więzienia dłużników” nie był w moich planach, aczkolwiek po przeczytaniu zarysu fabuły i porównywaniu tej powieści do „Innego świata” Herlinga- Grudzińskiego, nie potrzebowałam więcej powodów by ją kupić.

Wśród moich nabytków znajdziecie także o dziwo, poradnik dotyczący pewności siebie. Niestety czasem mi jej braknie, chociaż gdybym miała porównać się do innych, myślę, że nie stoi ona na złym poziomie :D. Jednak przed kontuzją kostki byłam dużo bardziej pewna siebie i chcę do tego wrócić. Co tam „chcę”- wrócę :).

Znalazłam po tzw. taniości moją ukochaną Tess, więc nie było na co czekać.
Moje cudeńko „Zabójczy żart”, którego za cholerę nie mogłam znaleźć nigdzie, kompletnie i w ogóle. Nareszcie znalazłam na allegro, używaną, aczkolwiek absolutnie mnie to w tym momencie nie obchodziło. Książka została wydana również pod tytułem „Pogrzebany”, jednak natrafiałam jedynie na wersje kieszonkowe, które ani trochę mnie nie kręcą- za małe litery, niewygodnie się czyta, bolą oczy (przy wadzie wzroku, jestem na to bardziej przeczulona).

Moim najnowszym odkryciem jest Edward Lee. Jestem gdzieś w połowie „Ludzi z bagien” i uważam, że ten autor wgniata w fotel bardziej niż Bugatti Veyron na pełnym gazie.

„Blackout” to książka, którą niedawno zobaczyłam w biedronce i gdyby nie to, że była porysowana, na pewno kupiłabym ją z miejsca, za to zamówiłam ją w ksiegarni internetowej :).

Wreszcie mam „Metro”, które dostałam od mojego chłopaka. Jeszcze się za nią nie zabrałam, ale jest cudownaaaa nawet przy samym dotykaniu (tak tak, dewiacja, wiem).

Wspomniałam, że wracam do wspomnień. Miałam na myśli dalsze części uwielbianych przeze mnie „Pamiętników wampirów”. Nabyłam dalsze części, mimo że pierwsza niestworzona przez samą autorkę średnio mi się podobała. Najbardziej irytowała mnie zmiana imienia jednego z głównych bohaterów. Stefano, będący włochem, został tu nazwany STEFANEM. Może i pierdoła, ale niezwykle działająca na nerwy. Mimo to, ciężko jest mi się rozstać z tą historią, dlatego wolę się trochę  podenerwować niż na dobre skreślić ją ze swojej listy (na dobrą sprawę, mogę siedzieć przy czytaniu z długopisem i dopisywać do jego imienia „O”). Dokupiłam również kilka części cyklu Pani Kerrelyn Sparks, do tej pory przeczytałam jedną, zobaczymy co z tego wyjdzie.



Tak patrzę ile pieniędzy wydałam na te wszystkie książki w ciągu tych ostatnich dwóch miesięcy i wniosek jest jeden: Przegięłam.

Niestety uwielbiam nabywać książki, to mój ulubiony przedmiot zakupów (no może na równi z butami i kosmetykami). Jakoś na nie nigdy nie jest mi szkoda pieniędzy, lecz nie wiem czy to akurat zaleta…. Muszę wreszcie narzucić sobie ograniczenie ilościowe, bo już nie mam miejsca w pokoju, ani na książki, ani na regał :D. Póki co na szczęście mam raczej wszystkie, które na tą chwilę chciałam bardzo mieć.
Jeżeli chodzi o moje czytanie w styczniu to przeczytałam:
  1. „Obłęd”- Erik Axl Sund (recenzję znajdziecie Tutaj) 388 stron
  2. „Drugie kuszenie płomienia”- Jeaniene Frost (recenzję znajdziecie Tutaj) 400 stron
  3. „Nieumarła i niedoceniona”- Mary Janice Davidson (recenzję znajdziecie Tutaj) 320 stron
  4. „Nieumarła nieodwracalnie”- Mary Janice Davidson (recenzję znajdziecie Tutaj) 240 stron
Tak więc przeczytałam 1348 stron, co daje 43,5 strony dziennie. Biorąc pod uwagę 8 godzin pracy, sesję (i okropny egzamin z Europejskiego Prawa Karnego, na który uczyłam się 2 tygodnie) a także inne obowiązki, to nawet dobry wynik :D. Wszystkie książki, które przeczytałam w tym roku, są zdecydowanie godne polecenia. Trzy z nich to raczej coś w typie new adult, więc literatura niezbyt ambitna, aczkolwiek studia oraz pisanie pracy licencjackiej (w zasadzie poprawki) nie skłaniają ku wybieraniu pozycji wzniosłych i poważnych. W takim czasie człowiek przy książce chce się po prostu odprężyć.

W styczniu wezmę sie bardziej za czytanie niż za kupowanie (i wcale nie ma na to wpływu brak funduszy, nieeee). Jak wasze czytelnicze dokonania? :D

Zajrzyj również tu

0 komentarzy

Obserwuj przez e-mail