"Zaklinacz ognia" - Cinda Williams Chima | RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

12 sierpnia

Po otworzeniu paczki z Zaklinaczem ognia moich zmysłów w pierwszej kolejności nie uderzyła piękna okładka czy cudowne wydanie, tylko... okrutny smród. I bynajmniej nie był to zapach porywającej przygody.


Książka ta atakowała mnie dosłownie zewsząd. Świetna promocja i głoszenie światu, jaki to nie bestseller i historia, która od pierwszej do ostatniej strony będzie mnie trzymać w morderczym uścisku swoich potężnych łap. Uwierzyłam i co? I brzydko mnie oszukano.

Adrian jest synem Wielkiego Maga, lecz w wyniku tajemniczego spisku jego ojciec ginie. Główny bohater poprzysiągł więc zemstę i doskonali swoje umiejętności uzdrowiciela ze specjalizacją w truciznach. W tym samym czasie Jenna, dziewczyna obdarzona dziwnym znamieniem, zmuszana jest do pracy ciężkiej pracy w kopalni, aż w końcu jej los splata się ze ścieżką skrytego znachora, który może okazać się dla niej wybawieniem, bądź przekleństwem.
Jak poradzą sobie główni bohaterowie w świecie ogarniętym wojną? Jak.... Boże, nawet nie chce mi się wam o tym opowiadać. 

Przyznam, że zarys fabuły skonstruowany przez wydawnictwo naprawdę mnie zaintrygował, choć w zasadzie trochę nijak ma się on do książki. Mówi nam o jakimś wielkim przeznaczeniu bohaterów, okrutnej wojnie i wielu innych pompatycznych pierdołach, a w książce się po prostu nic nie dzieje. To jedna wielka niekończąca się nuda. Jednym z największych plusów tej powieści jest to, że czyta się ją naprawdę szybko. Kilka godzin i po sprawie, choć przyznam, że mając za sobą już połowę historii, byłam gotowa wyrzucić to bydlę przez okno, bo czułam, że przez takie "dzieła" tracę tylko swój cenny czas. Czasem lubię czytać skomplikowane fantasy, nie pogardzę czymś historycznym, a często w zamiarze mam miłe spędzenie czasu przy głupkowatych młodzieżówkach. Mam tylko jeden warunek - książka musi być jakaś. Ta natomiast była skrajnie mdła i miałka

Może nie czepiałabym się tak bardzo samej akcji, gdyby nie główni bohaterowie, którzy wcale tacy główni nie byli. Chima pisze lekko i nie mam wobec jej stylu żadnych zarzutów, ale mam wrażenie, że coś poszło nie tak jeżeli chodzi o samą konstrukcję książki. Mamy dwie pierwszoplanowe postaci - Jennę i Asha, których imion nie mogłam zapamiętać do końca lektury. Autorka nie skupiła się wcale na głównych bohaterach i przez to nie można było się z nimi zżyć i utożsamić. Ani z nimi, ani z tymi drugoplanowymi, o których w zasadzie czytałam częściej niż o Ashu (czy tam Adrianie) i Jennie. Niestety przez to nie mogłam się "wbić" w akcję i czułam się tak, jakbym czytała instrukcję obsługi odkurzacza. Tylko z mniejszym zainteresowaniem.

Pomysł na fabułę był naprawdę ciekawy i mimo tej całej przewidywalności Zaklinacza ognia czyta się całkiem w porządku. Najlepszy zdecydowanie był początek i około 100 ostatnich stron, na których w końcu coś tam zaczęło się dziać. Jednak gdy nad tym dłużej myślę, widzę jak strasznie autorka zmarnowała potencjał tej powieści. To tylko kolejna młodzieżówka z fantastycznym wątkiem, a szkoda, bo Ash to naprawdę ciekawa postać, na której warto byłoby się bardziej skupić. Niestety o Jennie nie jestem w stanie powiedzieć praktycznie nic.

Oczywiście napotkamy tu wątek miłosny, który ociupinkę kuleje. Mamy tu do czynienia z miłością od pierwszego wejrzenia, którą autorka wzięła dosłownie z sufitu. Jenna, która przez kilka lat udaje chłopca po pierwszym spotkaniu z niebrzydkim osobnikiem płci przeciwnej wpada w jakąś dziwną chuć, a przypominam, że ma 16 lat i jest prawdopodobnie dziewicą, ale mimo tego nie ma żadnych oporów. Całe szczęście Ash nadrabiał za nią rozsądkiem.

Szczęście w nieszczęściu, że babole dotyczące akcji i bohaterów autorka wynagradza nam doskonałym humorem. Żarty są lekkie, zabawne i niewymuszone. Względnie dobrze zarysowana była także sytuacja polityczna w Siedmiu Królestwach, ale suma summarum - średnie jak wszystko w tej książce.

Szczerze? Nie mam wam nic więcej do powiedzenia, bo to książka o niczym po prostu. Niby coś się zmienia, niby coś się dzieje, a koniec końców akcję zawartą na prawie 500 stronach można streścić w ciągu 3 minut.

Słowem podsumowania. Ta książka jest zwyczajnie nudna. Chorobliwie i bestialsko nudna. Emocje jak podczas grzybobrania, większy dreszcz można poczuć podczas zamawiania kawy w MacDonaldzie, a do tego ciągnie się jak alimenty. 

Na koniec poruszę pewną kwestię, która nie daje mi spokoju, odkąd tylko wyciągnęłam ze swojej biblioteczki pierwszy tom Szklanego tronu. Nie oskarżam nikogo o plagiat, ani o jakąkolwiek "inspirację", po prostu nie lubię takich zbiegów okoliczności. W takich przypadkach pozostaje pewien niesmak...

Na początek ogólny wygląd okładki.


Teraz włosy.


Najbardziej uderzyły mnie jednak buty...


Miecz, pas i rękawice.


Wisior i naramienniki.


Dla mnie są trochę za mocno podobne, a szkoda, bo okładka drugiego tomu Zaklinacza ognia jest o wiele bardziej oryginalna i cóż... no przepiękna po prostu i kupię ją chyba dla ozdoby 😆. Może nie czepiałabym się tych podobieństw, gdyby nie fakt, że Jenna nawet przez minutę nie miała na sobie niczego, co przypominałoby ubiór/zbroję z okładki, a koło miecza to nawet nie leżała.

50/2017
Tytuł oryginalny: Flamecaster
Cykl: Starcie królestw (tom 1)
Kategoria: literatura młodzieżowa/fantastyka/fantasy
Liczba stron: 476
Cena okładkowa: 39,90 zł
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Premiera: 17 sierpnia 2017

Książka wydawnictwa:



Zajrzyj również tu

13 komentarzy

  1. Książka totalnie nie dla mnie, dzięki za ostrzeżenie, bo jeszcze popełniłabym ten błąd i ją kupiła. Współczuję, że musiałaś się tak męczyć.
    Dla mnie te włosy na okładce wyglądają jak wycięte z okładki "Szklanego Tronu" i zrobione trochę jak lustrzane odbicie...

    Pozdrawiam cieplutko :*
    M.
    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Podaruję sobie tą pozycję, po co marnować czas? Tymbardziej, że trochę tych stron ma... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie "siedzę" w fantastyce i przeglądając zdjęcia na instagramie byłam pewna, że jest to kontynuacja "Szklanego tronu" właśnie przez tę okładkę :D

    Pozdrawiam i zapraszam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty ale wiesz ze ja też od razu przyuważyłam ta okładkę do Szklanego tronu?
    Widzę że obie jesteśmy spostrzegawcze :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Długo się zastanawiałam, czy zgłosić się po tą książkę do recenzji, ale w końcu zrezygnowałam i teraz nie żałuję, widząc lekko mówiąc niepochlebne opinie. Nuda w książkach jest najgorsza - już bym wolała, żeby powieść była koszmarna, wtedy przynajmniej wzbudza jakieś uczucia, a kiedy jest taka nijaka, to nawet nie wiadomo, co o niej powiedzieć. Cieszę się, że nie zdecydowałam się na Zaklinacza Ognia ;)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja się muszę przyznać, że po około 150 stronach książka mi się podoba bardziej niż Szklany tron! Tam bohaterka była przesadnie i sztucznie fajna i z charakterem. Tutaj wydaje mi się to bardziej naturalne, niewymuszone. Poza tym nie tylko dziewczyna jest głównym bohaterem. Jak na razie fajna historia. Raczej jest to fantastyka oparta na intrydze a nie na akcji. Ale więcej będzie w recenzji ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdjęcie zrobiłaś mega!!!! WOW jak znajdę książkę w bibliotece to przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy zobaczyłam tę okładkę moja pierwsza myśl to "Szklany tron". Fajnie, że zwróciłaś uwagę na takie szczegóły. :)
    Przeczytałam już chyba z dwie, albo i trzy recenzje na jej temat i stwierdzam, że zdecydowanie mi się do niej nie spieszy. Może ją przeczytam kiedyś jak dorwę ją w bibliotece? :D
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  9. Widziałam ją w internetach, od razu skojarzyły mi się okładki! To jest jakiś dziwny zabieg no ale cóż... Myślałam na nią, jednak skoro dobry jest tylko początek i koniec to po co? Skoro w sumie to co mialo być w teorii historia jest zmarnowanym pomyslem... Szkoda... A co do tego że ma 16 lat i zero oporów no to cóż... W tym wieku podobno tam bywa, tak głosi wszechwiedzacy internet :P dobrze, że chłopak trochę myślał :(
    Pozdrawiam i zapraszam
    Zaczytana

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam serię "Szklany tron" i trochę irytuje mnie, że ktoś wręcz "podrobił" okładkę. .. Miałam okazję poznać "Zaklinacza ognia", ale jakoś nie ciągnęło mnie do tej książki - i dobrze, bo pewnie żałowałabym czasu na lekturę.

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  11. Chociaż książka fantastyczna a ja lubię fantastykę i chociaż okładka jest ładna to i tak się na nią nie skuszę.Fabuła mnie po prostu nie zaciekawiła.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)
    https://okularnicaczyta.blogspot.com/2017/08/wywiad-z-mensbooks.html

    OdpowiedzUsuń
  12. No nie wiem czy jednak sięgnąć czy nie po nią. Fantastyka ale ... no właśnie - ale...

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawarłaś w tym poście wszystko to, czego ja nie potrafiłam ubrać w słowa. Świetny tekst! :D
    ~Patrycja

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail