"Urok Grace'ów" - Laure Eve | Książka napisana gorzej od "Pięćdziesięciu twarzy Greya"?

24 sierpnia

Myśleliście, że nic nie może być napisane gorzej od Pięćdziesięciu twarzy Greya? Może.


Urok Grace'ów
zaintrygował mnie urokliwą okładką i pozornym podobieństwem do popularnego Zmierzchu. Jako że swego czasu opowieść o skrajnie fajtłapowatej Belli i błyszczącym Edwardzie bardzo mi się podobała, nie mogłam przejść obojętnie obok książki Laure Eve. Oczywiście byłam absolutnie świadoma tego, że Urok Grace'ów nie będzie zbyt oryginalną historią i rzeczywiście tak było, aczkolwiek w życiu nie pomyślałabym, że ktoś zechce wydać tak słabo napisaną książkę.

Żeby było jasne - sama piszę kulawo i jestem tego świadoma, ale to, co działo się w tej książce, przechodzi moje najśmielsze wyobrażenia. Przez całą lekturę nie mogłam pozbyć się wrażenia, że autorka dopadła Słownik wyrazów trudnych i kłopotliwych i na chybił trafił wplatała kolejne pozycje do swojej powieści. Kto by się przejmował tym, że usilnie poetyckie wyrażenia przeplatane są z wprost prostackimi sformułowaniami, prawda? To kolejny punkt na mojej długiej liście zarzutów. Czynienie z absurdalnie idiotycznych przemyśleń pozornie głębokich refleksji. Na pewno to znacie:

"- Napiszmy coś poetyckiego!
- Ale Bożena, to jest książka o przygotowaniu jajecznicy z cebulą.
- To co?!"
Jak pomyślała, tak zrobiła.

Właśnie tak to wygląda w przypadku Uroku Grace'ów.

Pierwsze, co rzuca się po otwarciu tej książki to zatrzęsienie przecinków. Autorka uraczyła nas kosmicznie złożonymi zdaniami, w których wtrącenie we wtrąceniu spotyka się z kolejnym wtrąceniem, a koniec końców nic z tego nie wynika. Jakby Laure Eve nie mogła się zdecydować, o czym powiedzieć nam na początku, więc dowaliła nam wszystkim naraz. Najśmieszniejsze jest to, że z takich zdań można byłoby śmiało wyrzucić połowę wyrażeń i ich sens nie zmieniłby się nawet o jotę. 

Do tego błędy logiczne. Przykład? Główna bohaterka wchodzi do kuchni, w której zażartą dyskusję toczy rodzinka Grace'ów. Wyraźnie zostaje powiedziane, że tyłem do niej siedzą rodzice nastolatków (nie zauważyli jej), po czym za chwilę River zauważa, że Esther piorunuje wzrokiem Fena. Jak? Ma zdolność patrzenia ludziom przez głowę?

Całe szczęście, że każda kolejna strona zapełniona jest ociupinkę mniej parszywie. W połowie nie chciałam już wydłubać sobie oczu wykałaczką, więc to spory postęp. 

Jeżeli chodzi o bohaterów, to według mnie każdy z nich powinien iść na przymusowe leczenie. I to długie. Oni wszyscy mają kompletnie nie po kolei w głowach.

Główna bohaterka ma na imię River - jak rzeka - bezdenna rzeka głupoty. Ma chorobliwą obsesję na punkcie Grace'ów i swojej niezamożności. Wciąż czytamy o tym, jak to ona nie ma w życiu źle, jak na obiad w szkole musi jeść tosty z serem i fasolką, nie może kupić sobie nic w szkolnej stołówce i inne tego typu dyrdymały. Nie, River wcale nie jest skrajną nędzarką, może nie ma miliona dolarów na każdą pierdołkę jak Grace'owie, ale nie chodzi głodna ani naga. Matka pracuje i robi, co może. Szczęście w nieszczęściu, że dziewczę dorabia sobie weekendowymi fuchami, przez co ma kasę na własne wydatki.


Mówiłam już, że River to nie jest jej prawdziwe imię? O tak, bo nasza księżniczka zmieniła je sobie, bo "stare do niej nie pasowało". Co na to rówieśnicy? Oczywiście nie śmiali się, tylko podziwiali i bez problemu zwracali się do niej tak, jak sobie tego życzyła. Widzicie, a podobno 15,16- latki są nietolerancyjne.

Sami Grace'owie ukazani są jako ucieleśnienie boskości. Wszystko im wolno, wszyscy ich podziwiają, wszyscy się ich boją, a jednocześnie ciągną do nich jak muchy do śmierdzącego placka. Cała trójka (plus nijacy rodzice) nie różni się od siebie praktycznie niczym. Wciąż mówi się o tym, jaka to Summer nie jest butna, jaki to Fen pies na baby i outsider, jaka to Thalia nie jest stateczna, mądra i w ogóle, a koniec końców wszyscy robią to samo i zachowują się prawie identycznie. Do tego autorka na siłę (jak wszystko) starała się, by wykreowani bohaterowie byli jacyś, co skutkowało tym, że stali się nienaturalni niczym drewniane kukiełki.

Jaśniał wśród całej reszty jak światło latarni, niby obecny, ale z własnej woli sam. - Wtf? Ja wiem, że miało być epicko, ale chyba coś tu poszło nie tak...

Jeżeli chodzi o te podobieństwa do Zmierzchu, to o dziwo jest ich niewiele, nie licząc pierwszych 100 (?) stron. Laure Eve bazowała na motywie przewodnim z powieści Stephenie Meyer, gdzie to do miasta rządzonego przez cudowną rodzinkę, wprowadza się cicha dziewczyna. Oczywiście jest "szaleńczo zakochana" w przystojniaku, którego nigdy mieć nie będzie i w zasadzie na tym kończą się podobieństwa, a i Grace'owie to nie ród starych wampirów, tylko potężnych (albo i nie) czarowników. Od tego momentu jest dosyć oryginalnie, choć większość tej historii sprowadza się do schematu:

wino - impreza - wino - wóda - wino - trochę magii - wino - wino - impreza - magia - moment, w którym wszystko się chrzani - brak wina 

Przypomnę tylko, że główna bohaterka ma 15 lat i przytoczę tu słowa jej rówieśniczki Summer:

- Właściwie to z nim chodziłam - powiedziała Summer, jakbyśmy akurat na ten temat rozmawiały. - Z Jase'em. Może i z niego ciacho, ale rany boskie, jaki on drętwy. Całe życie sprowadza do palenia trawy i surfowania. Serio, nic innego go nie interesuje. W dodatku w łóżku jest do niczego. Nic tylko głośno jęczy, jak jakiś żałosny zombiak.

Dobra, ja wiem, że i takie egzemplarze wśród nastolatków się zdarzają, ale mimo wszystko to naprawdę niesmaczne. 

Żeby nie było, że książka ma tylko wady - nie, bo w takim przypadku pewnie zeszłabym na zawał, a jakimś cudem ją ukończyłam. Powieść tę czyta się naprawdę szybko, w pewnym momencie historia staje się całkiem interesująca. Eve znowu poszła w przesadę i cała ta historia jest cholernie przejaskrawiona, ale mimo wszystko jest w niej coś, co pociąga czytelnika. Myślę, że można zaliczyć to do masochistycznego "guilty pleasure" o ile na początku nie zabije was styl autorki. Gdyby nie była to książka do zaopiniowania - rzuciłabym ją do kosza po 30 stronach, bo właśnie w tym momencie miałam jej serdecznie dosyć. Zestresowana poszłam zagrać w jakąś durną gierkę na facebooku, która polega na łączeniu puddingów - gdyby nie ta chwila odmóżdżenia, chyba nie dałabym rady kontynuować tej lektury.

Książka jest też dość klimatyczna. Podczas lektury towarzyszy nam aura tajemniczości i magii, co w jakimś stopniu ratowało tę powieść.

Czy polecam? No cóż, chyba już się zorientowaliście, że nie. Absolutnie, choć myślę, że jeżeli wyłączyć podczas czytania mózg, to może się to nawet podobać. Szkoda, że przez pierwsze 100-150 stron autorka poddała mnie takim torturom i tak okrutnej próbie wytrzymałościowej. Oczywiście na pewno znajdzie się grupa osób, którym spodoba się ta książka :).

Tytuł oryginalny: The Graces
Kategoria: literatura młodzieżowa
Liczba stron: 408
Cena okładkowa: 37,90 zł
Oprawa: miękka
Premiera: 19 lipca 2017


Książka od księgarni:

http://pantomasz.pl/

Zajrzyj również tu

39 komentarzy

  1. Czekaj, czekaj. To jest naprawdę cytat?

    "Z Jase'em."

    Jest dokładnie tak napisane w książce? Z tym apostrofem?

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurcze, brzmi strasznie... :D Równie kiepsko wydane książki spotykam już tylko w sklepach z odrzutami z księgarni, po mocno zaniżonych cenach. Ale okładka ładna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam polować i na takich promocjach często można trafić na świetne perełki :D
      Okładka śliczna!

      Usuń
  3. Zastosuję się do Twojej "rady" i raczej nie sięgnę po tę pozycję, w końcu tyle książek czeka na przeczytanie... ;P
    Kto by się spodziewał, że facebookowe gry mogą mieć takie zastosowanie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie czytaj tego cholerstwa.
      Tak, cudownie odprężają xD

      Usuń
  4. Wcześniej nie ciągnęło mnie za bardzo do tej książki. Teraz nie ciągnie mnie już w ogóle XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Planowałam ją przeczytać, ale chyba sobie odpuszczę XD

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka całkiem ładna, ale ani opis ani twoja recenzja mnie do niej nie przekonują - daruję sobie zdecydowanie. :D
    Pozdrowionka! :D
    recenzjeklaudii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże, nie czytaj tego, znam Twój gust i chyba byś umarła xD
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  7. Haha nie mogę, ta recenzja jest świetna! Mi się bardzo podobała okładka, ale już w podświadomości czułam, że jest to coś kiepskiego, to nie brałam od wydawnictwa. Całe szczęście. :D Ogólnie nie lubię tego typu książek młodzieżowych, właśnie wkurza mnie zachowanie takich młodych osób (tudzież 15-latków). Mnie właśnie mega wkurza ten seks który coraz częściej pojawia się w powieściach młodzieżowych i że są takie teksty (twój przytoczony cytat). W powieści dorosłej - ok, ale w młodzieżowej, nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam na insta, że podobał Ci się kawałek o Bożenie xD Dziękuję <3
      Zgadzam się zdecydowanie, to jest takie... niesmaczne. Nie wspomniałam w swojej recenzji o cudownym slangu, w którym pojawiały się słowa typu "biżu" - w sensie skrót od "biżuteria". DRAMAT.

      Usuń
  8. Hejo!
    Jakoś mnie nie ciągnęło do tej książki i teraz wiem, że jednak było to najlepsze, co postanowiłam, bo gdybym miała się męczyć tak bardzo przy czytaniu, to chyba spaliłabym tę książkę... xD Już nie raz nachodziła mnie taka ochota przy czytaniu książki "Sama się prosiła". Akurat tę opinię widziałaś. xDDDD
    No cóż, nastolatkowie są różni i takie egzemplarze też się zdarzają, ale to jednak jest lekka przesada. xD Jak widać autorce grupa wiekowa się pomyliła.
    No cóż, ten cytat mnie po prostu powalił. Naprawdę autorka chce, żeby przez takie określenia czytelnika zażenować, a dodatkowo to, co powiedziała Summer dodatkowo zniesmacza. Cudnie. xD
    Cóż powiedzieć, to książka nie dla mnie i na sto procent nie zmienię zdania.
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż jestem ciekawa, jak Ty napisałabyś opinię tego "cuda" xDD
      No chyba ciutkę... Widziałabyś moją minę, gdy czytałam o "biżu" (skrót od "biżuteria"). Być może nastolatki używały kiedyś tego określenia, ale to chyba jeszcze przed moimi narodzinami.
      Nie, nie zmieniaj xD
      Buziaki!

      Usuń
    2. Zapewne pocisnęłabym po niej jeszcze bardziej niż po "Sama się prosiła", jeśli nic bym tutaj wartościowego nie znalazła, a o to jak widać ciężko. xD
      Hahahaha znam ten skrót. xD Akurat nie raz go słyszałam, ale jakoś nigdy tak nie mówiłam, bo to było żenujące. xD Zawsze mogłaś sobie wyobrazić, że to jest słowo "Bijū". Prawie się zgadza i wymowa niemalże ta sama chociaż znaczenie zupełnie inne. xD Jestem młodsza, więc raczej używały, kiedy się urodziłaś, ale może nie w twojej miejscowości, kochana! :D Miałaś szczęście z tym. xD

      Usuń
  9. Rety, po tym jakże głębokim cytacie, inaczej patrzę na latarnie pod moim oknem. Chociaż nie wiem, czy to światło jest z własnej woli samo, czy ta latarnia, ale strasznie mi ich żal. Tak stoją same z wyboru i tylko czasami jakiś pijaczek im potowarzyszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu jest więcej takich cudeniek, m.in. mój ulubiony o "odmianie osobowości, która zwija się do wewnątrz", no cuda na kiju po prostu.
      Hahahaha xD Radku, powinienieś wydać swój tomik wierszy <3

      Usuń
  10. Mi się podobała, ale faktycznie jako powieść przy której trzeba się wyłączyć, u mnie mocne 6|10 :)

    Pozdrawiam ciepło, Sara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba, koniecznie! U mnie tak... No może ze 3/10 xD
      Ale cieszę się, że Ci się podobała :)
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  11. Uśmiech nie schodził mi z ust podczas czytania tej recenzji:) Kurcze, rok temu czytałem książkę ''Przygody Profesora Vojnara'' Bohdana Borowika, to było dno dna (chyba selfpub) - absolutna grafomania, ale czasem dobrze się pośmiać, w końcu dobrych książek komediowych jest jak na lekarstwo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, chociaż coś dobrego wyszło z tej lektury :D
      No cóż, często to nie styl autora jest czymś, co nas przyciąga, może być pomysł lub humor, ale musi być cokolwiek, a tu... dno i wodorosty :/
      Życzę samych dobrych lektur w przyszłości! :D

      Usuń
  12. Po książkę nie sięgnę na pewno, ale recenzję przeczytałam z przyjemnością :) Taki potworek na pewno znajdzie też zwolenników, ale zdecydowanie nie zasilę ich grona. W przypadku tego typu literatury można się cieszyć tylko z tego, że szybko wchodzi - przynajmniej męczarnia nie rozciąga się w czasie :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Zbyt dużo wad, by się na nią skusić :P Zniechęciłaś mnie skutecznie :D
    Pozdrawiam :)
    Jednocześnie chciałam poinformować o zmianie adresu mojego bloga. Od dziś mój blog dostępny jest pod adresem:
    czytanie-i-inne-przygody.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Co prawda o gustach się nie dyskutuje, ale być może nie była to po prostu książka dla Ciebie. Gdy zaczynałam czytać nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać, bo, jak ktoś słusznie napisał, zapowiadało się trochę Zmierzchowato (choć do Zmierzchu nic nie mam). Ale potem było tylko lepiej. Podobał mi się zwłaszcza klimat książki i to nieznośne napięcie: jest ta magia, czy jej nie ma, są czarownikami, czy nie i co z tą River jest nie tak. To dlatego mnie, to subiektywne, się podobała bardzo. Nie wiem, jak z warstwą redakcyjną, bo czytałam prebook, ale przyznam, że często tak się skupiam na treści, że nie zwracam uwagi na interpunkcję, nie mam na tym punkcie jakiegoś wybitnego hopla, choć może powinnam z racji zawodu.
    Co do rozterek bohaterów, no cóż, na co dzień mam do czynienia z 15-latkami i uwierz mi, serio, one właśnie kupę takich rozterek mają. Nieodmiennie mnie to bawi, ale rozumiem, że to pępek ich świata i wszystko jest takie na serio. To dlatego rozterki River były, choć drażniące, to wiarygodne i zrozumiałe.
    Zdaję sobie sprawę, że jednym książka się spodoba, innym nie. Mnie jej klimat przypomniał trochę dwie książki Tessy Gratton Magia krwi i Strażniczkę krwi i być może dlatego Urok Grace'ów tak mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale żeby nie było - ja bardzo lubię "Zmierzch" i nie miałam nic przeciwko niezobowiązującej lekturze :)
      O! Magię krwi chciałam przeczytać, ale w takim razie zrezygnuję jednak xD

      Usuń
  15. Takie szczere recenzje to ja uwielbiam czytać. ♥♥ Zapamiętać, by jej nie czytać. xd Chociaż okładka całkiem fajna. :)
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhaa cieszę się xD Zgadzam się, śliczna jest :D

      Usuń
  16. "Na pewno znajdzie się grupka osób, którym się ta książka spodoba"...

    No pewnie, że się znajdzie, w końcu masochiści istnieją i istnieć będą ;)

    Ja mogę tylko pogratulować wytrzymałości! I kto by pomyślał, że niekiedy trzeba podziękować facebookowi za gierki w łączenie puddingów😂

    Pozdrawiam,

    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie xD
      TAK! Puddingi były niezwykle pomocne :D

      Usuń
  17. Okładka bardzo mi się podobała, dla mnie może nie była tak zła jak dla Ciebie, ale też jej nie czuję. Z jednej strony chciałabym przeczytać kolejny tom, a z drugiej aż mnie ciarki przechodzą jak o tym pomyślę.

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    Szelest Stron

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mnie też przechodzą ciarki na myśl o kolejnym tomie i że to wgl ma byc seria xD
      Creepy, creepy, creeeepyyyy...

      Usuń
  18. Mimo że okładka od razu zwróciła moją uwagę, to od samego motywu cudownej, boskiej i idealnej rodziny oraz biednej dziewczyny z obsesją na ich punkcie zalatywało mi popeliną. Takie rzeczy to nie dla mnie, chociaż "Zmierzch" wspominam całkiem dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "zalatywało mi popeliną" - umarłam xD
      Ja też, lubię tę serię i czuję sentyment :D

      Usuń
  19. Kiedy przeczytałam info o premierze tej książki, zapragnęłam ją przeczytać. Niestety po zapoznaniu się z dużą ilością recenzji, kijem jej nie tknę ;P
    Za to okładka boska *.*

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail