"Świnia ryje w necie, czyli z pamiętnika hejtera" - PigOut | Uwielbiam niektórych blogerów...

28 sierpnia

... i z tego względu zastanawiam się, jak mam traktować ich prozę, wydawaną w postaci książki. Prozę tę typowo felietonową, gdzie krótkie formy wykładów na temat naszego polskiego (lub zagranicznego) życia składają się ze śmiechu przez łzy. W końcu wydawanie pseudoporadników "jak rzyć" jest pewnego rodzaju nieszczęśliwym przypadkiem, ale autor akurat tej pozycji nie miał nic przeciwko. 
No bo przecież chcieli zapłacić.


Zaczynając mniej enigmatycznie, rzucę trzy krótkie zdania opisu na początek. "Świnia ryje w sieci, czyli z pamiętnika hejtera" jest na pierwszy rzut oka szaroburą pozycją wydawnictwa Edipresse, jednak po otworzeniu książki, człowiek ma do dyspozycji wszystkie kolory januszowej i grażynowej Polski. Do tego dorzucono nam w gratisie stękanie o korpoterrarium i jeszcze kilka rozdziałów, które mówią nam o tym, jak nie wyjść na cebulowych przedstawicieli i debili ogólnie. W różnych sytuacjach. 
Innymi słowy to rzeczywiście zgrabnie, jak na blogera, wyłożone prawdy o dzisiejszym świecie, z którymi praktycznie się utożsamiam, bo sama w głębi duszy jestem i pozostanę typowym hejterem społeczności polskiej. 

Książka jest podzielona jest na kilka części, na które składają się teksty o samym autorze i jego życiu, o internetowych wpadkach naszego społeczeństwa, o podróżowaniu i o tym, jak zrobić z siebie gwiazdę. Albo jak szybko przestać nią być. 
Język jest typowo blogowy, ale jest też płynny, okraszony humorem, który wcale nie jest taki mocny, jak zapowiadał blurb. PigOut jest autorem, który nie pokazuje swoim językiem nie wiadomo jak wielkiego hejtu. Zazwyczaj jest to mocna ironia, ciche wyśmiewanie się, ale wszystko w granicach dojrzałej formy. I to jest właśnie fajnie, bo... nie jest to hejtem? W pewnym momencie, gdzieś w połowie książki, czytając o tym, jak przetrwać Sylwestra, zastanowiłam się, czy czasem ludzie nie zdewaluowali pojęcia hejt. Rany boskie, gdzie tu potężny hejt? Gdzie tu skomentowanie akcji Lidla i Biedronki: Boże, ale wy jesteście do dupy, bez wieńczącego wywód komentarza? Tu każde słowo ma znaczenie i ma przede wszystkim wartość, której brakuje innym autorom blogów, aspirujących do miana poczytnych blogerów. 

Żeby nie było za kolorowo, to jednak w pewnym momencie swoisty humor, powtarzalny na przeszło 250ciu kartkach zamulił mnie gdzieś po 3/4 objętości. W pewnym momencie robił się mniej przyjemny, po kilku rozdziałach znów wracał do lidlowskiego humoru. Czytałam więc książkę na raty, dozując ją jak tabletki na ból głowy - powoli, żeby mnie nie zamuliło do samego końca. Nieskora jestem do pożerania takich pozycji pięć minut od odebrania jej z poczty, więc w moim przypadku to najzupełniej normalne. 
Drugim negatywem, który może utrudniać czytanie, jest tematyka. Jeżeli jesteś fanem (tfu, tfu) Piotra C. i jego korpo-powieści, lub jeżeli czytasz kilka hejterskich blogów, albo przynajmniej słuchasz Opydo, to wiesz, że tematyka może cię znudzić. Tu jest świat od góry do dechy złożony z całkiem nowych wydarzeń, które, jako miłośnik wchodzący w świat hejterstwa, masz obowiązek znać na pamięć. Jeżeli więc ogarniasz takie tematy, jak wymieniłam, to duże prawdopodobieństwo, że możesz się szybko znudzić. 
Moja partnerka na przykład najlepiej bawiła się przy fragmentach o korpo, wszak pracuje w takim korpoświatku i co drugie zdanie śmiała się, zgadzając z autorem. Ja pracuję na budowie - i szczerze żałuję, że nie mogę pohejterować tego środowiska, bo to byłaby świetna zabawa. 

Ale czasami zostawiam książkę w polowym biurze, z zaznaczoną stroną papierosem Lucky Strike. Mam nadzieję, że ktoś szybciej pochłonie treść, aniżeli mojego papierosa. 


Kategoria: poradnik hejt... tfu, blogera
Liczba stron: 253
Cena okładkowa: 39,90 zł
Oprawa: miękka
Premiera: 19 lipca 2017

Książka wydawnictwa:



Zajrzyj również tu

5 komentarzy

  1. Otóż miałem pytać, skąd te papierosy na zdjęciu :) Sarkazm i ironia to środki, których się trzymam, bo i po cóż kogoś ranić z premedytacją, skoro i tak wiadomo, że osoba ta się nie zmieni, a świat w jakim żyje, po prostu jej pasuje. I nie mówię, że moje środowisko jest lepsze od innych, bo to nieprawda. Po prostu wszyscy lubimy się ponaigrywać z siebie nawzajem. Tak od czasu do czasu.
    Wszystkie kolory januszowej i grażynowej Polski – ujęłaś mnie tym zwrotem, Angelo – mogę obserwować na co dzień, ale mimo to sięgnięcie po pamiętnik hejtera jest dla mnie strasznie kuszące. A nuż spotkał ciekawsze indywidua. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku zaintrygował mnie tytuł, jednak teraz... chyba ją sobie odpuszczę. Nie czuje, że mogłybyśmy się polubić. A to "zmulenie" bardzo mnie przeraża - ostatnio odkładam takie książki na bok z nadzieją, że może kiedyś do nich wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam nigdy o tej ksiażce, ale ja takiej tematyki nie lubię, dlatego po nią nie sięgam.
    Miłego dnia, pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsze słyszę o książce, ale to nie moja tematyka. Jak się nie ma nic do powiedzenia na dane tematy to się nie wypowiada, więc głównie zostawiam swoje przemyślenia dla siebie. ;) Nie sięgnę po tę pozycję, bo po co się męczyć z tematyką, która nie przypada do gustu? :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale tematyka wydaje się interesująca, więc pewnie kiedyś po nią sięgnę:)

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail