"Fałszywy pocałunek" - Mary E. Pearson | Tak to się robi!

16 sierpnia

Książka, od której nie oczekiwałam praktycznie niczego.
Książka, która śmierdziała schematami na kilometr.
Książka, w której absolutnie się zakochałam.


Dziś będzie tęczowo i serduszkowo, bo już dawno nie przeżyłam czegoś tak niesamowitego, magicznego i urokliwego. Wątek miłosny po prostu miażdży system, a zwroty akcji powodują u czytelnika ciśnienie 200/130.

Fałszywy pocałunek opowiada historię 16-letniej księżniczki Lii (bądź jak kto woli Arabelli Celestiny Idris Jezelii, Pierwszej Córki Domu Morrighan), która żyje w świecie pełnym zasad i obowiązków, w którym najważniejsza jest tradycja. Oczywiście nie bardzo jej się to podoba, dlatego w dniu swojego ślubu z księciem, którego nigdy nie widziała, daje drapaka. W drodze ku swojemu szczęściu i zwykłemu życiu bez koronek, tiuli i wystawnych kolacji towarzyszy jej wierna Pauline, z którą wkrótce dociera do odległej wioski. Nieoczekiwanie jakiś czas później przybywają do niej dwaj atrakcyjni mężczyźni, którzy w życiu Lii odegrają ogromną rolę...

Pominęłam kilka ważnych elementów z zarysu fabuły, które przygotowało nam wydawnictwo, ponieważ dzięki temu będziecie mogli czerpać jeszcze większą radość z lektury. Jak widzicie - nic specjalnego, prawda? Nic bardziej mylnego!


Mary E. Pearson niezbyt oryginalny pomysł przekształciła w niesamowitą wręcz opowieść, która nieustannie zaskakuje ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi. Za każdym razem, gdy chciałam przewidzieć zachowanie konkretnego bohatera w jakimś kluczowym momencie, szedł on drogą, której w życiu nie wzięłabym pod uwagę, choć znajdziemy tu także kilka schematów. Jednak w żaden sposób nie przeszkadzały mi one. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem tła politycznego, które tak zgrabnie nakreśliła autorka. Często autorzy za bardzo skupiają się na bohaterach i wszelkie wojny czy niesnaski między sąsiednimi krajami/królestwami są okrutnie sztuczne i po prostu widać, że wątki te zostały wplecione do fabuły jakby na siłę. Kolejną skrajnością jest zbytnie skupianie się autora na polityce, położeniu różnych krain i tak dalej, co skutkuje brakiem spójności niektórych elementów i książkę czyta się bardzo opornie.
Mary E. Pearson zabiera nas do niezwykłego świata, w którym umiejscowienie i charakterystyka każdego królestwa, każdego zamku, każdej osoby, każdego konia i każdego kwiatka są do bólu przemyślanie, dzięki czemu całość wypada zadziwiająco naturalnie. Jestem urzeczona także warsztatem autorki, która ma naprawdę świetny styl, bogate słownictwo, przez co jako czytelnik nie czuje się jak prosty chłop na polu, któremu tłumaczy się budowę cepa.
Oczywiście historia ta nie obyła się bez kilku baboli fabularnych, które szczerze powiedziawszy miałam totalnie w czterech literach. To czyta się tak dobrze, że na niedociągnięcia nie zwraca się nawet uwagi.

Klimatu powieści dodają wszelkie pieśni i legendy, którymi dzielą się zarówno osoby o królewskim pochodzeniu w wielkich, bogato zdobionych komnatach, jak i prości parobkowie w zaciszu swoich chatynek. Do tego autorka umieściła kilka zawoalowanych przytyków do pieśni opiewających  niepojęte czyny wielkich bohaterów. Pokazuje, jak często tego typu legendy mijają się z prawdą, która w rzeczywistości wcale taka piękna i kolorowa nie jest.


Fałszywy pocałunek
muśnięty jest jedynie odrobiną magii, bowiem Pierwsze Córki mają niezwykły dar, a jaki? Dowiedzcie się tego sami 😉.

Słowa uznania należą się autorce także za kreację głównych bohaterów. Mamy tu do czynienia z narracją pierwszoosobową, lecz historię tę poznajemy nie tylko z perspektywy Lii, bowiem Pearson uraczyła nas m.in. cudownym smaczkiem w postaci rozdziałów z punktu widzenia zabójcy, który wysłany został w pogoni za naszą księżniczką. Ubóstwiam i okrutnie cenię sobie poznawanie myśli czarnych charakterów, niestety nieczęsto mam ku temu okazję. 

Jeżeli też macie dość głupkowatych, irytujących bohaterek, koniecznie sięgnijcie po Fałszywy pocałunek. Lia jest sympatyczną dziewczyną, która mimo swojej błękitnej krwi nie rozczula się nad zdartą przy praniu skórką i nie jojczy, bo ma za twardą poduszkę. Oczywiście - czasami jest jej ciężko, ale bierze wszystko na klatę. Dzięki licznym wyprawom z braćmi potrafi się bronić, lecz każdy jej czym nie jest aktem heroizmu, przez co jeszcze bardziej ją polubiłam. Nie popełnia idiotycznych błędów (choć oczywiście czasem zdarza jej się pomylić), jest szokująco rozsądna i ... zabawna! Nie myślałam, że te funkcje się łączą, więc tu mamy do czynienia z bohaterką wręcz idealną. 

Panowie - cudo! Do tej pory nie miałam w swojej kolekcji mężów książkowych faceta, który nie byłby wampirem, Nocnym Łowcą, wilkołakiem lub nie miał jakichkolwiek supermocy, a tu proszę! Znalazł się i taki. Miód malina, a do tego obaj mają mózgi. Szok. 

Teraz przejdę do elementu, który podobał mi się najbardziej. Wątek miłosny. Drodzy autorzy - TAK TO SIĘ ROBI!  Jestem przeciwniczką wszelakich romansideł i dla mnie liczy się przede wszystkim akcja, ale o takiej miłości to ja mogę czytać godzinami! Żadne uczucia nie biorą się z sufitu, a od pierwszego spojrzenia do pierwszego pocałunku nie mijają dwie minuty. Czytając o uczuciach bohaterów i będąc świadkiem ich zachowania nieustannie chichotałam. JEZU CHRYSTE! Ja chichotałam!


To lekka i przyjemna książka, od której nie można się oderwać, choć oczywiście pod koniec ryczałam jak bóbr, bo cóż... Jeżeli ktoś zabija ludzi, to mogę to znieść, ale zwierzęta? To straszne 😓.

Fałszywy pocałunek klimatem przypomina mi moje ukochane powieści Dwór cierni i róż, a także Ember in the Ahses. Pokusiłabym się także o stwierdzenie, że to taka trochę Gra o tron dla dziewczyn, czyli w zasadzie wszystko, co kocham. Jestem wprost zauroczona tą powieścią i z niecierpliwością wyczekuję drugiego (i trzeciego) tomu. Pozostaje mi modlić się o to, by wydawnictwo Initium pokusiło się o wydanie kontynuacji tej powieści, a jeżeli nie... To cóż, najpierw się popłaczę, potem sprzedam nerkę i kupię sobie to w oryginale, bo choćby się paliło, waliło, to ja po prostu muszę to przeczytać!

Słowem podsumowania. Nieczęsto to mówię, ale książka ta warta jest nawet swojej ceny okładkowej, choć polecam ją głównie przedstawicielkom płci powszechnie uważanej za piękniejszą.

51/2017
Tytuł oryginalny: The Kiss of Deception
Cykl: Kroniki Ocalałych (tom 1)
Kategoria: literatura młodzieżowa/fantastyka/fantasy
Liczba stron: 544
Cena okładkowa: 39,90 zł
Oprawa: miękka
Premiera: 2 sierpnia 2017

Książka wydawnictwa:

http://www.initium.pl/

Zajrzyj również tu

17 komentarzy

  1. Bardzo pochwaliłaś tę książkę i jakoś nie mam powodu, żeby Ci nie uwierzyć, więc z chęcią po nią sięgnę. :D Choć przyznam, że Lia wydaje się aż zbyt idealna.
    ~Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgaj koniecznie, strasznie mi się podobała :D

      Usuń
  2. Coś tam słyszałam o tej książce, ale jakoś nie na tyle, żebym zapragnęła ją przeczytać. Po Twojej recenzji jednak momentalnie trafia ona na moją listę chciejek!! Wreszcie jakiś NORMALNY wątek miłosny i bohaterka którą da się lubić, a do tego jeszcze te królestwa itd. No po prostu książka idealna dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, bardzo się cieszę, bo jestem pewna, że Ci się spodoba :D

      Usuń
  3. Dużo o niej słyszałam, okładka jest zniewalająca. Teraz mam jeszcze większą chrapkę na nią :D
    Swoją drogą odkąd tu byłam wiele się zmieniło, muszę nadrobić zaległości :P
    Pozdrawiam ciepło,
    Sara z Niesamowity Świat Ksiażek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na żywo jest o wiele śliczniejsza <3 Nie cierpię ludzi na okładkach, ale tu wszystko pięknie się komponuje :D
      Ha! Musisz częściej tu bywać :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Omijałam tę książkę szerokim łukiem. No nie moja bajka i tyle. Ale teraz zaczynam się łamać i zastanawiam się, czy jednak kiedyś przy okazji nie przeczytać tej książki. Wszystko, co piszesz sprawia, że historia wydaje się mieć "ręce i nogi", a dodanie narracji z perspektywy zabójcy to jedna z tych rzeczy, które od początku zwracały moją uwagę przy okazji innych recenzji. No nie wiem, jeszcze pomyślę, ale czuję się trochę bardziej przekonana niż przed przeczytaniem Twojej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj, czytaj!
      Ja też to lubię, szkoda, że w tak niewielu autorów stosuje ten zabieg :/

      Usuń
  5. I jak teraz po takiej recenzji mam jej nie przeczytać? XD ♥♥♥
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że na żywo ta okładka wygląda nieco lepiej, niż na grafice... i w sumie szkoda trochę, że nie zostawili jej w wersji oryginalnej (w sumie to przez to w ogóle się nie skapłam, że książka, którą chciałabym przeczytać została już u nas wydana :o), no ale przecież liczy się treść ;) A skoro Tobie się spodobała (a zauważyłam już jakiś czas temu, że mamy podobny gust) to i może mnie przypadnie do gustu. Mam tylko nadzieję, że o niej nie zapomnę, bo ostatnio właśnie to spotyka mniej więcej połowę książek z mojej długiej na kilometr listy "do przeczytania"...

    Pozdrawiam!
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O wieeeele! Na zdjęciach i tak ciężko było uchwycić jej piękno, ale jest naprawdę śliczna :)
      Nie wolno Ci o niej zapomnieć! Jest naprawdę warta przeczytania :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Teraz spojrzałam na oryginalną okładkę i bardzo przypomina mi "Urok Grace'ów". Ładna, ale ta nasza jest zdecydowanie oryginalniejsza :)

      Usuń
  7. Uwielbiam książki, w których akcja nabiera zwrotów w nieoczekiwanym kierunku i czasie. Tytuł ląduje w mojej liście "MUST READ" :)


    pozdrawiam,
    ifeelonlyapathy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahaha u mnie to romansidła stoją najniżej i nic tego nie zmieni. A tutaj występuje wątek miłosny, który da się znieść? Ciężko mi w to uwierzyć, musiałabym przeczytać, a do takich wątków mi nie spieszno. ;) Do tego jeszcze jakieś nadprzyrodzone moce? W końcu fantastyka. Kolejny cios odpychający od lektury. xD Jednak najbardziej, co mnie odpycha to porównanie do "Gry o tron", która tak mnie nieciekawi, że nigdy tego nie obejrzę, a o czytaniu nie wspomnę. xD Nie wiem, co brat widzi w tym serialu, ale dobra... Każdy ma inny gust. :D
    W każdym razie cieszę się, że tutaj nie zawiodłaś się i znalazłaś jedyny wątek miłosny, który przypadł ci do gustu, bo został poprowadzony tak jak trzeba. A przynajmniej tak wynika z recenzji, bo ja wciąż w to nie wierzę. xD
    Chyba jedynie mogłabym się pokusić o przeczytanie przez wzgląd na perspektywę zabójcy, ale jak tego i tak jest niewiele to raczej się nie opłaca. Główna bohaterka nie jest irytująca i do tego nie podejmuje idiotycznych decyzji? Może i o nią też mogłabym się pokusić, ale już mam niesmak tamtym porównaniem. xD
    No cóż, tę książkę sobie odpuszczę. ;p
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aleś Ty marudna, ło matko xD
      Ej, ale tak poważnie - to myślę, że spodobałaby Ci się ta książka :D
      "GoT" jest super, naprawdę, choć najbardziej podobał mi się pierwszy tom. Co do serialu, to powiem Ci, że mój chłopak spróbował obejrzeć pierwszy odcinek i kompletnie nie ogarniał kto jest kto, ale jak ja mu zaczęłam tłumaczyć wszystko, to strasznie się zarajał, więc polecam najpierw przeczytać powieśc :D
      No w porównaniu do całej objętości książki, to rzeczywiście niewiele tu tego, ale podobno "Malfetto" pisane jest z perspektywy czarnego charakteru, więc może by Ci sie spodobało :D
      Buziaki!

      Usuń

Obserwuj przez e-mail