"Martwe listy" - Caite Dolan-Leach | RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

26 sierpnia

Siedzisz sobie w swoim przytulnym mieszkanku w Paryżu. Żadnych trosk, żadnych zmartwień, aż tu nagle dostajesz e-mail, z którego dowiadujesz się, że Twoja siostra nie żyje. Spłonęła. Żywcem.


Martwe listy
to bardzo subtelny i kobiecy thriller, w którym tempo akcji nie jest zatrważające i trup nie ściele się gęsto na każdym kroku, lecz w którym najważniejszą rolę grają delikatne niuanse fabuły, często niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Autorka pokusiła się o wykreowanie złożonych postaci z wieloma problemami, zarówno natury fizjologicznej, jak i psychicznej. Rodzina Antipovów od zawsze parała się wytwarzaniem wina (nie najlepszej jakości nawiasem mówiąc), lecz liczne kłopoty każdego z jej członków doprowadziły do rozpadu familii. Mimo wszystko bliźniaczki wciąż były dla siebie całym światem. Do czasu, gdy Zelda okrutnie zdradziła Avę, a ta zrozpaczona i wściekła wyjechała do Paryża. Po dwudziestu miesiącach dziewczyna dostaje e-mail od matki, z którego dowiaduje się, że jej siostra nie żyje. Spłonęła żywcem w stodole. Jednak czy na pewno? Czy to nie aby kolejna chora gierka Zeldy? Tego musi się dowiedzieć.

Większa część książki składa się z licznych retrospekcji. Ava wciąż przybliża nam szczegóły swojego życia i przedstawia różne wydarzenia, które miały związek z jej butną, energiczną siostrą, uzależnioną matką i nieodpowiedzialnym, skłonnym do ucieczek przed problemami ojcem. Niewiele tu dialogów, przez co przeczytanie książki zajmie nam więcej niż dwa, trzy wieczory. 

Życie Avy dzieli się na dwa etapy: przed wyjazdem do Paryża i po. Kiedy dziewczyna wraca do rodzinnej Ithaki, by dowiedzieć się, co naprawdę stało się z jej bliźniaczką, odżywają wspomnienia i w jej zachowaniu coraz częściej uwidacznia się dawna osobowość. Raz po raz gubi się w skomplikowanych relacjach rodzinnych i sama już nie wie, kim jest naprawdę.  


Oczywiście nie pomaga jej w tym alkohol. Litry alkoholu, które wlewa w siebie każdego dnia. Życie dziecka właścicieli winnicy najwidoczniej nie jest tak usłane różami, jak mogłoby się wydawać. Każdy członek jej rodziny (z wyjątkiem babci) ma problem z alkoholem. Butelka w jednej dłoni i kieliszki do wina w drugiej stały się nieodłącznym elementem ich image'u. Przez całą powieść towarzyszymy Avie w najtrudniejszych dla niej chwilach. Matka z demencją praktycznie nie działa już bez alkoholu, ojciec ucieka od obowiązków, jak zwykł to robić nawet przed rozwodem z Nadine, widok dawnego chłopaka sprawia ból na każdym kroku, a zagadka tajemniczej "śmierci" Zeldy wciąż jest nierozwiązana. 

Dolan-Leach zestawiła Avę i Zeldę na zasadzie kontrastów. Jedna - spokojna, opanowana, całkowicie zrównoważona. Druga - szalona, ekspresyjna i niezwykle butna. Obie jak ogień i woda, dwa zupełnie przeciwstawne żywioły, które w jakiś dziwny sposób się dopełniają. Pragnę pochwalić autorkę za świetną kreację nie tylko głównych bohaterek, lecz także postaci drugoplanowych, bowiem niezaprzeczalnie, najciekawszą postacią tej historii jest matka bliźniaczek. Kobieta cierpiąca na otępienie z ciałami Lewy'ego jest bohaterką niezwykle skomplikowaną i nieprzewidywalną. Wciąż o czymś zapomina, często konfabuluje i skrywa wiele tajemnic.

Wspomnienia Avy przeplatane są z aktualnymi wydarzeniami, a także listami od jej niby zmarłej siostry. Zelda pozostawiła bliźniaczce poszlaki, które mają doprowadzić ją do rozwiązania zagadki jej śmierci i tego, gdzie dziewczyna rzeczywiście się znajduje. Przyznam, że akurat ten element Martwych listów nie do końca mnie zachwycił. Nie bardzo ciekawiły mnie kolejne etapy odkrywania tajemnic Zeldy. Autorka nie była w stanie wciągnąć mnie w tę niezbyt skomplikowaną grę, której zakończenie... przewidziałam. Tak, to "nieprzewidywalne zakończenie" nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem. Może jeden z jego elementów naprawdę mnie zadziwił, to mimo wszystko nie sprawiło, że siedziałam nad lekturą z otwartą koparą. 


Trochę też nie rozumiem zdania umieszczonego w opisie sformułowanym przed wydawnictwo, które głosi, że: "Ava odkrywa kolejne wskazówki tłumaczące zniknięcie Zeldy i poznaje przerażającą prawdę na temat swojej rodziny.". Kurde, czytałam tę książkę uważnie, a żadnej przerażającej prawdy nie odkryłam. Poznajemy pewną tajemnicę, którą ukrywała przed Avą rodzina, aczkolwiek czy to coś wstrząsającego? Nie sądzę.
W zasadzie jeżeli liczycie na krwawą historię, która rozniesie wasz umysł w pył - to srogo się zawiedziecie. Martwe listy to naprawdę subtelna powieść, która ukazuje skomplikowane relacje w "lekko" (pojęcie względne) patologicznej rodzinie. Po prostu widać, że pisała to kobieta (bez szydery). Autorka skupia się bardziej na bohaterach i uczuciach, niż na żywiołowej akcji i mrocznych zagadkach. Czy polecam? Jak najbardziej. Spędziłam przy tej książce kilka naprawdę intrygujących wieczorów i mimo że wolę bardziej krwawe thrillery, ten będę miło wspominać, choć jest to historia często niezwykle depresyjna. Skłania do wielu refleksji, które dotyczyć będą zwłaszcza starości i prawdziwej natury ludzkiej.

Tytuł oryginalny: Dead letters
Cykl: -
Kategoria: thriller
Liczba stron: 424
Cena okładkowa: 39,90 zł
Oprawa: miękka
Premiera: 30 sierpnia 2017

Książka wydawnictwa:

http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/218

Premiera już niedługo! 



Zajrzyj również tu

13 komentarzy

  1. Nie zainteresowała mnie jakoś szczególnie ta pozycja. ;/
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ale cóż, zapewne i tak masz tysiąc książek w kolejce do przeczytania :)

      Usuń
  2. Z tej recenzji wyciągnęłam dwie rzeczy.
    1. że ta powieść przypomina bardziej obyczajówkę niż jakiś thriller
    2. mam wrażenie, że opowiedziałaś mi całą fabułę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyczajówką bym tego nie nazwała, to po prostu delikatny thriller :)
      Nie, nie opowiedziałam Ci całej fabuły, wszak gardzę spoilerami.

      Usuń
  3. Fabuła mnie zainteresowała i może kiedyś przeczytam, a nuż mnie bardziej zaskoczy, tym bardziej, że mało książek w tych klimatach czytam (o ile jakieś). :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm to fakt, jeżeli lubisz subtelne klimaty to jak najbardziej polecam :)

      Usuń
  4. Nie dziwi mnie specjalnie, że jak zwykle nie można zaufać autorom opisów na okładce książki. Czy czytelnik nie sięgnąłby po książkę, której opis zawierałby po prostu prawdę o jej treści?

    Po książkę raczej nie sięgnę, bo obyczajówka (a na taką w ostateczności wyglada, sądząc po Twojej recenzji) to typ literatury, która mnie rzadko urzeka, ale ta poza tym brzmi całkiem ciekawie.

    Pozdrawiam,

    Ania z https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, może nie wyłapałam tu czegoś, nigdy nie wiadomo ;)
      To taki naprawdę delikatny thriller, spodoba się zwłaszcza Paniom, które nie lubią krwi i flaków ;)
      Aczkolwiek polecam, bo pomimo braku tej brutalności ksiązka naprawdę mi się podobała :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Zapowiada się interesująco, jednak pozostawię na późniejszy czas, teraz potrzebuję mocniejszych wyzwań czytelniczych. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) Może mogę coś zaproponować? :D

      Usuń
  6. Bardzo podoba mi się pomysł na tę książkę :) Pojawianie się listów w opowieści, jest czymś co uwielbiam. Mówisz o dobrze wykreowanych bohaterach, no to ciekawie, bo ostatnio prawie każda główna bohaterka mnie strasznie irytuje :D Trochę smutno, że książka jest przewidywalna, bo to, że nie ma krwi i tym podobnych jest u mnie raczej na plus xD Hmm.. muszę pomyśleć o tej książce. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo je lubię, czuję się wtedy jak taki paskudny stalker i cudownie mi z tym :D
      Polecam, podejrzewa, że spodoba Ci się :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Nieeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!! A ja tak liczyłam na coś krwawego. Mamusiu, dlaczego?! Tak się nastawiłam na coś wstrząsającego, a tutaj... Gdzie moje flaki walające się na podłodze i krew bryzgająca po ścianach?! Chociaż thrillery nie tylko na tym polegają, a skoro Caite-Dolan dobrze skonstruowała swoją książkę pomimo braku makabrycznych scen to nie mam się co czepiać. Mimo tego moja nadzieja umarła bezpowrotnie. xD Teraz przemyślę, czy faktycznie zabrać się za tę książkę, bo już sama nie wiem. xD
    Przynajmniej jest jeden pozytyw! Przeczytałam "The Call" i się zakochałam. To jedyna powieść fantastyczna, do której teraz pałam bezgraniczną, czytelniczą miłością. xD Chcę drugą część i to szybko. xD
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail