O związkach i kobietach w XXI wieku. „Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy”.

25 września

Świat bezustannie się zmienia, stawia nowe wyzwania, wymaga od swoich mieszkańców coraz większej elastyczności i zdolności do coraz szybszego przystosowywania się do warunków przekształcających się w zawrotnym tempie. Relacje miłosne również nie są już czymś, czym były dawniej; dziś wydają się już bardziej efemerycznym zjawiskiem, które coraz gorzej znosi problemy pojawiające się na jego drodze.



Olivia S., autorka książki Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy, zauważa ten problem i wrzuca dwójkę swoich bohaterów, będących ze sobą w związku małżeńskim, w gonitwę codzienności, zadając pytanie, jak w takich warunkach całkiem nieźle prosperująca para może się odnaleźć i przetrwać. Narratorką książki jest nowoczesna, młoda kobieta, której imienia nie poznamy. Jej wyznania przyjmują formę podobną do dziennika. Opisuje w nich swoją codzienność spędzaną u boku męża, którego określa, jak mi się wydaje, jedynie inicjałem imienia — R. Chociaż skrzętnie ukrywa przed nami to, w jakiej miejscowości mieszka i kim tak dokładnie jest, ze szczegółami opowiada o swoich relacjach z mężem, nie szczędząc jej intymnych elementów; możemy również poznać dość dobrze jej charakter, wartości jakimi się kieruje oraz przyjęty przez nią styl życia i podejście do niego. 

Szczerze mówiąc, Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy nie należy do tego rodzaju lektur, które czytam z największym zainteresowaniem. Nieczęsto decyduję się na literaturę typowo kobiecą, z drugiej jednak strony jestem w stanie docenić każdy gatunek literacki i staram się otwierać na różne alternatywy. Jak wypadła ta randka między mną — „fantastykowym” geekiem — a książką zdecydowanie przeznaczoną dla stereotypowych, „stuprocentowych” kobiet? 

Może zacznę od tego, co od razu po rozpoczęciu lektury rzuciło mi się w oczy, czyli od pozytywów. Pierwsze strony książki okazały się obiecujące i pozytywnie nastawiły mnie na resztę utworu. Bohaterka zaczyna od stawiania wcale nie głupich pytań, błyskotliwie nakreślając kształt współczesnego społeczeństwa oraz związków. Co prawda odniosłam też wrażenie, że podobne rozważania gdzieś już kiedyś słyszałam, jednak podobało mi się to, że nad tego typu rzeczami ktoś dziś się jeszcze zastanawia, że analizuje świat wokół siebie, zamiast bezmyślnie próbować za nim nadążyć. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że będę mieć do czynienia raczej z bohaterką inteligentną i świadomą wielu kwestii, z których inni już dawno nie zdają sobie sprawy. 

Autorce z pewnością nie można odmówić konsekwentności. Książka ma być przede wszystkim lekka i odpowiednia do zrelaksowania się po ciężkim dniu przed kominkiem lub do wylegiwania się w hamaku w wakacje. Olivia S. pisze zatem lekko, zgrabnie i czyta się jej tekst naprawdę przyjemnie. Konstruuje go tak, że czytaniem praktycznie nie można się zmęczyć, idzie ono naprawdę szybko i można się nawet nie zorientować, kiedy się skończyło. 

Trzeba zwrócić również uwagę na sposób napisania książki. Przyznam, że jest dość ciekawy i oryginalny. Olivia S. nie skupia się na fabule ciągłej, lecz raczej stawia bohaterkę przed różnymi codziennymi sytuacjami i opisuje przede wszystkim jej przemyślenia. Mimo to nie nudzi czytelnika. Momentami przybiera to formę fabularyzowanego poradnika, ponieważ postać zwyczajnie daje różne rady. Dzięki temu ma się wrażenie, że rozmawia się z dobrą koleżanką przy kawie i słucha jej najbardziej pikantnych zwierzeń, ale czasem też porad. W książce niezaprzeczalnie panuje atmosfera w stylu „A tak między nami, kobietami...”. Wracając jeszcze do samej konstrukcji, kojarzy mi się w jakiś sposób ze sposobem opowiadania w serialu Seks w wielkim mieście. Z resztą tematyka, jak się później okazuje, jest całkiem podobna. 


Niestety, to na tyle z plusów. Seks w wielkim mieście stanowi tutaj swego rodzaju pomost, bo przyznam, że nie lubię tego serialu. Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy ma wyraźne wady, które sprawiły, że w pewnym momencie naprawdę miałam ochotę wrócić na karty starej, dobrej fantastyki. Ale po kolei. 

Chyba największy minus książki stanowi, dość nieoczekiwanie, sama jej bohaterka. Chociaż początkowo zapowiadało się naprawdę dobrze, z rozdziału na rozdział coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, jak wiele posiada skaz, już pod względem samej konstrukcji. Przede wszystkim została zbudowana na współczesnym, mało pochlebnym stereotypie kobiety z pokolenia millenialsów: jest niewyobrażalnie próżna, zawsze ma rację (nawet, gdy nie ma), jest zakupoholiczką; wymieniać można w nieskończoność. Denerwowało mnie, że nie wybiega poza granice tego schematu ani na centymetr. Jest tak stereotypowa, że aż sztuczna. Brak wartości wyższych od seksu i własnego wyglądu czyni ją płytką; brak problemów poważniejszych od rosnącej ósemki lub przeziębienia — nierzeczywistą. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek zetknęła się z równie papierową bohaterką. 

Jej stereotypowość przekłada się także na jej wywody. Ujmuje świat w bardzo schematyczny sposób, np. notorycznie zdarza jej się wrzucać wszystkich mężczyzn do jednego wora z jakąś etykietką, to samo z resztą czyni z kobietami, grupami społecznymi, sytuacjami itd.. Istotę feminizmu również rozumie w bardzo okrojonej formie, jakby chodziło w nim głównie o to, aby kobieta dążyła wyłącznie do wspinania się po szczeblach kariery, podczas gdy po zagłębieniu się w temat okazuje się, że to pojęcie jest o wiele bardziej skomplikowane. Chociaż z niektórymi jej wypowiedziami rzeczywiście trudno się nie zgodzić, to pojawiło się też wiele naprawdę dyskusyjnych lub po prostu ujętych w zbyt wąskiej perspektywie, wszystkie jednak wydają mi się dość powtarzalne. Jej poglądy są z resztą w dużej mierze tak radykalne, że aż szokujące, wciąż popada w jakieś skrajności. W tej postaci nie ma absolutnie żadnej równowagi czy umiaru. Gdy już zrozumiemy, jak działa jej psychika (a nie ma z tym większych problemów), staje się zupełnie przewidywalna. Może nie wymagam od bohaterki tak lekkiej, niewymagającej książki konstrukcji na poziomie Pieśni lodu i ognia czy książek Coetzee’go, no ale bez przesady. 

Nie lepiej został przedstawiony partner bohaterki. Analogicznie do tego, że ona jest najbardziej typową kobietą na świecie, on jest najbardziej typowym, szablonowym mężczyzną. Bardzo możliwe jednak, że w taki właśnie sposób jawi się głównej bohaterce, która wszak nie ma skrupułów bezlitośnie szufladkować. 

Doszłam w końcu do wniosku, że pozycja jest raczej o niczym. Dowiedziałam się z niej głównie tego, jak ważny w związku jest seks, że nie istnieje on bez seksu, że człowiek nie może żyć bez seksu, wszędzie tylko seks... a gdzie coś głębszego? Czy naprawdę udane współżycie seksualne jest jedynym skutecznym spoiwem związku? Śmiem wątpić. Ale to już tylko moje zdanie. Podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku kobiecości. Kobieta to nie tylko piękna buzia i ponętne kształty. Za tym mianem kryje się coś o wiele bardziej zobowiązującego. Nie rozumiem tego nacisku na konieczność ciągłego udoskonalania swojego wizerunku, jakby był on jedynym, co mamy światu do zaoferowania. A nawet nie uważam się za feministkę i sama lubię ładnie wyglądać. Ale to już odzywa się różnica między moją hierarchią wartości, a hierarchią bohaterki. Zupełnie subiektywna sprawa. 

Cóż rzec na zakończenie? Polecać? Nie polecać? Powiem więc, że chociaż Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy nie trafiła do mnie (przekonałam się, że mimo najlepszych chęci nie jestem jej targetem) to myślę, że jednak znajdzie swoją grupę odbiorców, którzy byliby zadowoleni z takiej lektury. Znam kilka osób, którym by się spodobała. Zdecydowanie jednak odradzam koneserom czy w ogóle czytelnikom, którzy traktują literaturę choć trochę poważnie; również takim, którzy jednak oczekują od książki czegoś więcej. Ale jeśli lubicie tytuły podobne do Seksu w wielkim mieście, to prawdopodobnie ta pozycja trafi w Wasze gusta. 

Kategoria: literatura kobieca
Liczba stron: 242
Cena okładkowa: 25,99
Oprawa: miękka
Premiera: 16.06.2017
Wydawnictwo: Novae Res

Isleen

Zajrzyj również tu

22 komentarzy

  1. Hej,

    Dziękuję Ci za recenzję mojej książki i cieszę się, że masz swoje własne zdanie na jej temat.

    Zwykle nie wypowiadam się nt. informacji dot. mojej publikacji. Tym razem jednak zrobię wyjątek i postaram się odnieść merytorycznie do Twojej recenzji.


    Piszesz:
    "żyje na garnuszku męża"
    Odpowiadam:
    Tymczasem, bohaterka pracuje w korporacji. Opisuje czas spędzony w biurze, stanie w porannych korkach, przemyślenia z pracy. Myślę, że w książce jest jasno nakreślone, że nie żyje na utrzymaniu męża i prowadzi aktywne życie zawodowe.


    Piszesz:
    "Dowiedziałam się z niej głównie tego, jak ważny w związku jest seks, że nie istnieje on bez seksu, że człowiek nie może żyć bez seksu, wszędzie tylko seks... a gdzie coś głębszego? Czy naprawdę udane współżycie seksualne jest jedynym skutecznym spoiwem związku? Śmiem wątpić."
    Odpowiadam:
    W zamyśle jest to książka raczej o współczesnej miłości i bliskości, niż o seksie (wszak trzeci rozdział nosi tytuł "Przytulanie"). Seks jest elementem bliskości. Dodam, że subiektywna "piramida zdrowego związku" bohaterki, wśród dziewięciu punktów zawiera zarówno: "dużo się dotykać, przytulać, często uprawiać seks", jak również, "być zawsze sobą, nie udawać kogoś, kim się nie jest", "spędzać razem dużo czasu", "otwarcie ze sobą rozmawiać i okazywać uczucia", "na bieżąco wyjaśniać nieporozumienia, nie tłumić w sobie złych emocji" itd.
    Wygląda na to, że nie tylko Ty wątpisz w to, czy seks jest jedynym skutecznym spoiwem związku - wbrew temu co sugerujesz bohaterka również uważa, że nie jest. Przyznam, że jesteś jedyną znaną mi recenzentką, która po przeczytaniu "Dwoje nie do pary" miała takie wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piszesz o bohaterce:
    "jest niewyobrażalnie próżna"
    "Podobnie sytuacja przedstawia się w przypadku kobiecości. Kobieta to nie tylko piękna buzia i ponętne kształty."
    Odpowiadam:
    Myślę, że w książce zostało jednak przedstawione głębsze współczesne zjawisko czy też problem, odpowiem po prostu fragmentami:
    "Od kobiety wymaga się zdecydowanie więcej w kwestii wyglądu niż od mężczyzny. Na dodatek kobiety porównują się ze sobą i nakręcają wzajemnie. Wymyślają nowe sposoby poprawiania swojego wyglądu, a one oczywiście wymagają coraz to większej ilości czasu. Kobiety nigdy nie miały lekko pod tym względem. Świat wymaga od nich kobiecości.
    Czy to kobiece dążenie do ideału nie jest czasem szalone albo faktycznie nieco dziwne?"
    *
    "Współczesny świat wywiera presję, aby być wiecznie pięknym i młodym. Zadbanym w każdym calu. Nieważne, czy jesteśmy zmęczeni po nieprzespanej nocy, czy dopiero zwlekamy się z łóżka w sobotnie południe. Niezależnie od tego, czy gdzieś wychodzimy, czy robimy sobie day off, zawsze musimy być nieskazitelni. Nawet kiedy jesteśmy no makeup i no filters. No i oczywiście musimy wpisywać się w pewne kanony."
    *
    Gombrowicz rzekłby, że kobietom przyprawia się gębę.
    W książce jest także zawarta opinia bohaterki nt. dbania o własny wygląd:
    "Nie każdy mężczyzna pracujący w biurze musi mieć sylwetkę pływaka, a nie każda kobieta po dwóch porodach figurę modelki Victoria’s Secret. Mówią również, że każda potwora znajdzie swojego amatora. Dla bezpieczeństwa jednak warto dbać o siebie na tyle, aby podobać się samemu sobie."


    Piszesz:
    "W tej postaci nie ma absolutnie żadnej równowagi czy umiaru. Gdy już zrozumiemy, jak działa jej psychika (a nie ma z tym większych problemów), staje się zupełnie przewidywalna."
    Odpowiadam:
    Zaciekawił mnie ten fragment Twojej recenzji, zastanawiałam się, jakie fragmenty książki miałaś na uwadze pisząc go. Być może to tylko moje wrażenie, że pierwsze zdanie przeczy drugiemu. Szkoda, że nie rozwinęłaś tego tematu.


    Piszesz:
    "Doszłam w końcu do wniosku, że pozycja jest raczej o niczym."
    Odpowiadam:
    Cieszę się, że autorkom innych recenzji udało się odczytać zamysł mojej książki i odebrać go w taki sposób, w jaki chciałam go przekazać. Tobie dziękuję za czas poświęcony lekturze.


    O czym w moim zamierzeniu jest książka, można przeczytać w wywiadzie: http://bit.ly/2wPohSz
    Do oceny pozostawiam to jednak innym czytelniczkom :)
    I Tobie również.


    Ponownie dziękuję za recenzję.
    Olivia S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze swojej strony dziękuję za uwagi i Isleen na pewno niedługo odniesie się do wszystkich :)
      Tak to już jest z książkami, że w zasadzie ich odbiór w przeważającej części zależy od osobowości czytelnika :)

      Usuń
    2. Cześć :) Jak możesz już zauważyć, zdecydowałam, że masz rację, jeśli chodzi o fragment recenzji dotyczący "życia na garnuszku" — usunęłam go. Czuję się jednak zobowiązana wyjaśnić, dlaczego umieściłam go wcześniej: owszem, Twoja Bohaterka ma stałą pracę, jednak wyznaje również, że nie jest to posada dobrze płatna i jeśli chodzi o sprawy finansowe, w wielu kwestiach zdana jest na R (przynajmniej tak to zrozumiałam), a dla mnie jest to jednak pewna forma "życia na garnuszku". Po przemyśleniu tego doszłam jednak do wniosku, że to sformułowanie w samym swoim wydźwięku nie oddaje sprawiedliwości. Dobrze, że zwróciłaś na nie uwagę, bo ja właściwie umieściłam je w recenzji dość automatycznie.

      Cieszę się, że Twoja opinia na temat mojej recenzji nie epatuje hejtem, że wyjaśniasz pewne sprawy, które dla mnie po przeczytaniu nie były jednak dość jasne. Super, że można się z Tobą dogadać jak człowiek z człowiekiem (nie każdy autor, z jakim się stykamy, może się pochwalić taką klasą).

      Z punktu widzenia czytelnika, chciałabym zwrócić uwagę na to, że książkę czyta się zarówno głową, jak i emocjami. Fragmenty książki, które przytoczyłaś, to w zasadzie jedne z moich ulubionych. To nie jest tak, że nie zgadzam się ze wszystkim, co mówi Twoja Bohaterka (choć może nie widać tego po recenzji, co jest moim błędem w postaci zbyt krytycznego języka). Jednak mimo, że trudno nie zgodzić się z tymi stwierdzeniami, Bohaterka wywołała we mnie właśnie takie odczucia, o jakich piszę, ponieważ moim zdaniem zbyt często zdarza jej się zakrawać o przesadę. Np. owszem, sama dostrzegam pewną presję społeczną wymagającą od kobiet zawsze świetnego wyglądu, ale w mojej perspektywie wcale nie jest ona aż tak wielka, jaką rysuje ją Bohaterka. To jednak temat na zupełnie inną dyskusję.
      To w zasadzie można też podciągnąć pod to, co rozumiem przez "brak umiaru". Nie wybieram pojedynczych fragmentów, ale patrzę na postać holistycznie, biorę pod uwagę wrażenie ogólne. Po prostu moim zdaniem często balansuje na skrajnościach: ma obsesję na punkcie swojego ciała i jeśli o nie chodzi, rzadko stawia sobie granice, wpada w pewne schematy świadomie, ale idąc przy tym "na całość" (trudno np. wskazać u niej cechy nie uznawane zwyczajowo za typowo "kobiece"), ma dość mocny temperament, odważne poglądy, czyli po prostu odnoszę wrażenie, że wszystko jest w niej "bardzo". Nie wiem, jak to dokładniej wyjaśnić, mam nadzieję, że jest to dość zrozumiałe. Oczywiście, bohater książki powinien być "jakiś", ale myślę też, że powinien mieć jakieś zauważalne strefy "średnie". Bo po prostu każdy takie ma.

      Celowo wspomniałam, że zwykle wybieram innego rodzaju literaturę, żeby zaznaczyć, że mogę po prostu nie być jej targetem, dlatego nie zrozumiem jej tak, jak Twój docelowy czytelnik (i chyba rzeczywiście nie jestem targetem, aczkolwiek jako kobieta z pokolenia millenialsów, przynajmniej po części się do niego łapię). Chętnie przeczytam Twój wywiad, żeby lepiej zrozumieć Twoją książkę.

      Mam nadzieję, że moja recenzja w żaden sposób Cię nie uraziła, bo kiedy piszę o tym, co mi się nie podoba, wcale nie mam złych intencji. Jeszcze raz podkreślam, że dla mnie lektura stanowiła pewną odmianę, a opinia kogoś, kto nie do końca wstrzela się w target, może nie być miarodajna (a przecież dla Ciebie jako autorki ważniejsza powinna być opinia czytelników modelowych niż moja, przynajmniej tak sądzę). Dziękuję za wszystkie uwagi, które zapewne i mi pomogą stać się lepszą recenzentką, która lepiej potrafi uargumentować swoje stanowisko.

      Usuń
  3. Droga Isleen,

    Dziękuję, że postanowiłaś odnieść się do mojego komentarza.
    Oczywiście masz prawo oceniać książkę tak jak chcesz i przeżywać ją tak jak czujesz. Dlatego, zwróć uwagę, odniosłam się do Twojej recenzji merytorycznie i przytoczyłam konkretne fragmenty zamiast posługiwać się ogólnikami.

    Jednego, niestety, z całą pewnością nie udało Ci się trafić ;)

    Piszesz o Bohaterce:
    "Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek zetknęła się z równie papierową bohaterką."
    "Jest tak stereotypowa, że aż sztuczna."
    "Oczywiście, bohater książki powinien być "jakiś", ale myślę też, że powinien mieć jakieś zauważalne strefy "średnie". Bo po prostu każdy takie ma."

    Odpowiadam:
    Wbrew temu, co Ci się wydaje, Bohaterka nie jest nieudolną książkową kreacją. Wszystkie wydarzenia, przemyślenia i zapiski Bohaterki są autentyczne.
    To kobieta z krwi i kości, istniejąca w realnym świecie.


    Także, tutaj - pudło ;)


    Pozdrawiam serdecznie
    Olivia S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorko - jedna drobna uwaga od pisarki dla ciebie - Nie zawsze to, że postać jest inspirowana kimś realnym, przekłada się na to, jak ty ją wykreujesz w książce. Jeżeli zrobisz to zbyt sztucznie, to czytelnik, bardziej wnikliwy, znający się na obyczajach, po prostu napisze ci, że wcale nie jest ona taka prawdziwa i ciężko się z nią utożsamia. To jest absolutnie normalne i warto na to zwrócić uwagę przy tym gatunku.

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Hej Angeline,

      Postać nie jest inspirowana kimś realnym. Ona jest kimś realnym.

      Pozdrawiam
      Olivia S.
      Autorka

      Usuń
    3. Napisałam, że to nie ma znaczenia. Jeżeli nie umiesz jej ożywić na papierze, to wyjdzie taka, jak widnieje w recenzji. To, że ty powiesz: To jest postać realna! gówno czytelnika obchodzi, mówiąc brutalnie. Czytelnik ma to przeczytać, droga autorko ;)

      Usuń
    4. Zachęcam do przeczytania książki i wyrobienia sobie własnej opinii :)

      To tak jakbyś zarzuciła Dziennikom Gombrowicza, Andre Gide'a czy też Anny Frank, że w życiu nie czytałaś o tak nierealnych bohaterach.
      Inną rzeczą są fakty, a inną wrażenia czytelnika.
      Możesz napisać w swojej recenzji: "Nikt nie zachowuje się tak jak Anna Frank! Popada ze skrajności w skrajność! Jest zupełnie niewiarygodna!" Owszem, tak Ci się może wydawać, ale tylko wydawać, ponieważ Anna Frank istniała i pisała pamiętniki.
      Tak jak w przypadku powyższych dzienników, "Dwoje nie do pary. Rzęsy i nonsensy" są dokumentem, a nie kreacją.

      Zawsze możesz sięgnąć po książkę i wyrobić sobie własne wrażenia.

      Olivia S.

      Usuń
    5. Gdyby twoja książka była powieścią, to zapewne autorzy recenzji by to akcentowali. To nie jest dokument, bo dokumenty nie są fabularyzowane. Trzeba było napisać wydawcy, że jest do powieść biograficzna. Nie muszę poznawać twojej książki, próbuję ci wytłumaczyć kilka kwestii związanych z tworzeniem bohaterów. Ale, jeżeli widzę, że autor między wierszami upodabnia się do takich ludzi, którzy mieli do powiedzenia coś więcej niż rzęsy i nonsensy... Cóż. W tym momencie pozostaje tylko pusty śmiech ;)

      Niestety książki nie przeczytam, bo nie czytam pozycji współfinansowanych przez autora. Nie czytam też powieści-masówek, wydawanych przez vanity press. Wybacz ;)

      Usuń
    6. Dziwi mnie, że tak zdecydowanie wypowiadasz się na temat książki, której nie przeczytałaś.

      Ludzie swoją wypowiedzią, jej stylem i kulturą, dają świadectwo o sobie.

      To już mój ostatni komentarz do tej dyskusji.

      Dziękuję i pozdrawiam :)
      Olivia S.

      Usuń
    7. Nie wypowiadam się na temat książki, wypowiadam się na twój temat. Twoja książka mnie nadal nie interesuje, a jedynie postawa waszmości ;) Miłego dnia!

      Usuń
  4. Będe szczera, ale to nie moja dziedzina czytelnicza.
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami rzeczywiście lepiej trzymać się tego, co znane ;)

      Usuń
  5. Ojj, szkoda! Po przeczytaniu początku recenzji myślałam, że może to być "coś dla mnie" - co prawda podobnie jak Ty rzadko sięgam po literaturę kobiecą, ale ostatnio trafiłam na genialne, odstresowujące i pozytywne "Śmiejąc się w drodze do meczetu" (w euforii nawet napisałam recenzję) i myślałam, że może to też będzie dobra rozrywka na ponure wieczory. Ale widzę, że to zupełnie inne książki i raczej nie ma szansy, żeby ta przypadła mi do gustu :( Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dwoje nie do pary" również pozwala się odstresować, chociaż nie wiem, czy to akurat Twój typ rozrywki ;) Swoją drogą podoba mi się ten tytuł "Śmiejąc się w drodze do meczetu". Dobre, muszę za samo to pamiętać, żeby kiedyś przeczytać :D

      Usuń
  6. Ktoś tutaj porównał "Dwoje nie do pary" z, uwaga cytat: "Dziennikom Gombrowicza, Andre Gide'a czy też Anny Frank". To ja nie zamierzam podejmować dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobra recenzja. :) Merytoryczna, daje przestrzeń czytelnikowi na samodzielną decyzję czy książkę czytać czy nie. :)
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że recenzja dopracowana od początku do końca i napisana bardzo porządnie. :) Przyjemnie się ją czytało i czekam na więcej twoich postów!
    Ja jestem typem dziewczyny, która woli czytać thrillery i horrory, a od literatury kobiecej trzyma się jak najdalej jest to tylko możliwe. Dlatego to już samo mówi, że książka zdecydowanie nie jest dla mnie. Recenzja tylko utwierdza mnie w przekonaniu, bo również wątpię, że seks jest jedynym spoiwem związku...
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło to słyszeć/czytać, dziękuję :)

      Usuń

Obserwuj przez e-mail