"Buntowniczka z pustyni" - Alwyn Hamilton | A miał być szał...

11 września

Szał. Szok. Szpan. 
Tego wszystkiego mi zabrakło.


Już powinnam się nauczyć, aby nie zabierać się za książki, które zachwalane są praktycznie przez wszystkich. Na rozchwytywanych bestsellerach przejechałam się nie raz i nie dwa, ale nadal zdarza mi się sięgnąć po tego typu książkę. Zazwyczaj kończę wtedy z ustami wygiętymi w podkówkę i oczami wyrażającymi pytanie: "Dlaczego się na to skusiłam?". Podobnie było i tym razem.

Buntowniczka z pustyni opowiada o nastoletniej Amani, która mieszka na totalnym pustkowiu, w dziurze zabitej dechami. Dookoła tylko piasek i nic więcej. Na dodatek żyje pod dachem despotycznego wuja, który snuje wizję nieciekawej dla dziewczyny przyszłości. Amani postanawia postawić wszystko na jedną kartę  i bierze udział w zawodach strzeleckich, podczas których poznaje tajemniczego Jina. Nie przypuszcza jednak, że ucieczka przed armią okrutnego Sułtana to dopiero początek...

Nie przepadam za tego typu klimatami, które kojarzą mi się z Alladynem. Wiecie, dżiny, latające dywany i takie tam. Postanowiłam jednak, że spojrzę na tę historię trzeźwym okiem i dostrzegę coś oprócz tej całej otoczki. Okazało się jednak, że właśnie ona jest jednym z niewielu elementów wartych uwagi. 

Zacznę od aspektów typowo technicznych. Przede wszystkim Buntowniczka naszpikowana jest literówkami, które często zmieniają sens zdań. Wyobraźcie sobie sytuację, w której nasza Amani udaje chłopaka i mówi do żołnierzy "widziałam" zamiast "widziałem". To chyba dość spora różnica, prawda? Czytelnik zastanawia się, co teraz stanie się z dziewczyną, czy okrutnicy ją schwytają? Czy puszczą? Czy są takimi idiotami, że tego nie zauważyli? Po czym dalej okazuje się, że to zwykła literówka. Frustrujące. Jeżeli chodzi o styl Alwyn Hamilton, to już pierwsze akapit książki brzmi dość kulawo: 

Mówili, że po zmroku do Deadshot zaglądali tylko tacy, po których niemożna się było spodziewać niczego dobrego. Nie można się było po mnie spodziewać niczego dobrego. Ale też niczego złego.

Po jakimś czasie musiałam sprawdzić w internecie, czy Buntowniczka z pustyni nie jest czasem pierwszą książką Alwyn Hamiton, ponieważ śmierdziało mi debiutem na kilometr. Okazało się, że tak. Miałam rację. Niestety często fabuła trochę się rozłazi i niektóre elementy w ogóle nie pasują do konwencji, przez co niszczą całkiem niezły klimat. 

Z drugiej strony książka pisana jest naprawdę lekko, przez co czyta się ją dosyć przyjemnie i podczas lektury nie ma żadnych przestojów. Autorkę pochwalić można także za ciekawe i naprawdę zabawne porównania, które świetnie rozładowywały napięcie.

Jestem chyba jedyną osobą na świecie, która nie dostaje orgazmu na widok tej okładki...
Historię poznajemy z perspektywy Amani, która niestety często może irytować. Przykład? Dziewczyna zostaje uratowana przez pewnego chłopaka, który burzy w ten sposób jej plany, lecz ratuje życie. Hrabianka idzie obok niego wielce obrażona, wiecie, foch z przytupem i zarzuceniem włosami, w tym czasie myśląc nad alternatywnymi rozwiązaniami wcześniejszego problemu. Dochodzi do wniosku, że sama rzeczywiście nie poradziłaby sobie i chłopak wybrał jedyne właściwe rozwiązanie. Bez niego by zginęła. Amani więc przeprasza go i dziękuje. Ta, jasne. Dalej idzie naburmuszona i pokazuje, jak wielce jej majestat został urażony. Rozumiem, emocje emocjami, ale poproszę o troszeczkę logiki.

Pora na wątek miłosny, bez którego nie mogłoby się obyć. Jest... zwykły i dosyć nijaki. W zasadzie moglibyście sobie podstawić pod Amani i jej kochasia postaci z jakiejkolwiek innej młodzieżówki i nie zauważylibyście żadnej różnicy. 

Największą zaletą tej powieści jest specyficzny klimat i kilka dość intrygujących magicznych stworzeń. Dżiny, Koszmary, Zmiennoskórzy - wszystkie te istoty przyjemnie urozmaiciły niezwykle przewidywalną historię. Strzelaniny nadają tempa akcji, a w powietrzu czuć zapach prochu. 

Przyznam, że mój brak zainteresowania Buntowniczką z pustyni mógł być spowodowany poprzednią lekturą. Żarna niebios okrutnie mi się podobały i to naprawdę fantastyczna książka, a sami wiecie jak to wpływa na osąd. Po strasznie słabej książce, nawet gniot może być cudowny, a po powieści, która przyprawiła nas o szybsze bicie serca nawet najlepsza lektura może zamęczyć na śmierć. Szkoda, że człowiek nie może po prostu oddzielić grubą krechą kolejnych historii.

Słowem podsumowania. Buntowniczka z pustyni nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. To (według mnie rzecz jasna) zwykła młodzieżówka, która praktycznie niczym nie różni się od innych. Na pewno rzesza osób pokocha tę historię, w końcu gusta są różne, lecz mnie nie porwała. Przez 3/4 książki po prostu się nudziłam, choć jakieś 60 stron powieści naprawdę mnie zaintrygowało i gdyby takie tempo utrzymywało się przez cały czas, na pewno chciałabym więcej.

Dajcie znać, co myślicie o Buntowniczce... i czy zamierzacie ją przeczytać 😅.

Tytuł oryginalny: Rebel of the Sands
Cykl: Buntowniczka z pustyni (tom 1)
Wydawnictwo: Czwarta strona
Kategoria: fantastyka/fantasy
Liczba stron: 365
Cena okładkowa: 36,90 zł
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Premiera: 26 kwietnia 2017

Książka wydawnictwa:



PS Dwa dni temu spalił mi się dysk. Prawie wszystkie zdjęcia, pliki i zakładki poszły się kochać. Dopiero od godziny mój komputer ponownie nadaje się użycia, ale mam nadzieję, że pomimo braku tych wszystkich fotografii (w sobotę zdążyłam narobić zdjęć na bookstagrama na najbliższe dwa tygodnie. Złośliwość rzeczy martwych) jakoś ogarnę to wszystko i blog będzie działał tak, jak zwykle. Jako że mądry Polak po szkodzie, dam wam małą radę. Róbcie te cholerne kopie swoich plików, jakkolwiek długo proces ten by nie trwał. Odzyskanie danych z dysku kosztuje 7 stów (przynajmniej w tym moim pipidówku) ✌.

Zajrzyj również tu

38 komentarzy

  1. A ja tam uwielbiam tę historię <3 Właśnie czytam kontynuację :) Mnie przede wszystkim kupił ten pustynny klimat! Może nie jest to jakiś szczególnie wybitna lektura, ale mi się bardzo, ale to bardzo podobała. Chocaż literówki rzeczywiście są denerwujące...

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam podobne odczucia, większość wątków była potraktowana mocno po macoszemu. Przecież można było napisać naprawdę dobrą powieść, a wyszło nijako :/ szkoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać po prostu, że to debiut, aczkolwiek myślę, że z każdą kolejną książką będzie coraz lepiej :)

      Usuń
  3. Chyba jednak podziękuję. Szkoda mi czasu na średnie historie, a że w kwestii fantastyki mamy podobny gust, to nie będę się w to pakować. Chociaż ja tam się jaram okładką :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ehh, właśnie tego się obawiam! Bo mam tak samo - pustynie i Alladyny to totalnie nie moja bajka. Nie moje 'tereny'.

    No ale zwalczyłam w sobie chęć kupienia w ciemno tych książek i udało mi się dorwać pierwszy tom w bibliotece. I teraz właśnie kurzy mi się na półce, a ja już prolongowałam moje wypożyczenie do połowy października, bo nie mogę się za nią zabrać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha xD Tak bardzo lubimy wszystko przekładać, co? <3

      Usuń
  5. Miałam ochotę na tę pozycję, ale już nie jestem taka pewna czy chcę po nią sięgać. Może kiedyś? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest szał na tę książkę, a ja na razie od niej stronię. Myślę, że może kiedyś. Teraz na pewno nie przeczytam.
    pozdrawiam,
    https://polecam-goodbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak miałam i w sumie lepiej byłoby, gdybym nadal od niej stroniła :/
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Ja mimo to chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio przeczytałam i nawet zrecenzowałam. Dla mnie ta książka zaczęła się mniej więcej na 60% całości - wcześniej bohaterka doprowadzała mnie do szału. Natomiast końcowka sprawiła, że uznałam, że dam szansę drugiemu tomowi. I nie żałuję - "Zdrajca tronu" trzyma poziom końca pierwszej części, w dużej mierze dlatego, że Jin znika z horyzontu i mamy naprawdę niezłe intrygi, a nieco mniej podziwiania jego mięśni i fochów dla zasady. :)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie "efekt wow" utrzymywał się przez jakieś 60 stron, a końcówka znów kompletnie mi się nie podobała :/
      Hahaha to może jednak przeczytam drugi tom :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Haha widzę, że ostatnio masz podobnie jak ja, bo też dużo młodzieżówek nam się nie podoba. :D
    No faktycznie ten wstęp w książce jest beznadziejny.
    Ja na początku jak zobaczyłam, że coś takiego wyjdzie, to chciałam sięgnąć, ale nie wiem czemu jakoś zapał mi szybko opadł. Potem zaczęły pojawiać się te wszystkie pozytywne recenzje, a ja tylko słuchałam i czytałam biernie te wszystkie opinie. Przez ten nadmiar tego totalnie się zniechęciłam do niej. I co zabawne jak teraz ją skrytykowałaś po części, to nabrałam ochoty by ją przeczytać i zobaczyć, czy serio jest tak źle. :D
    I nie, nie jesteś jedyną osobą, która nie dostaje orgazmu na widok tej okładki. Dla mnie jest taka sobie, tylko kolor mi się podoba, bo lubię niebieski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, właśnie skończyłam ksiażkę, którą tak męczyłam, że teraz czuję się zajechana jak sandały Mojżesza po prostu...
      Hahaha mam podobnie, po prostu musze wiedzieć, co w danej książce jest nie tak, bo peany mnie nie zachwycają :D

      Usuń
  10. No ci powiem, że się nie spodziewałam zawodu przy tej książce. Mnie osobiście oczarowała, być może jestem pod czyimś wpływem (xd). Szkoda, że tobie nie przypadła do gustu, ale nie każda książka musi być fajna :D
    Pozdrawiam ciepło,
    Sara z Niesamowity Świat Ksiażek

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie bardzo się ona spodobała, mimo że nie jestem już wieku, który jest targetem tego typu literatury. :D
    Podobno drugi tom jest lepszy, więc może warto dać autorce jeszcze jedną szansę? :)
    Pozdrawiam!
    Zapraszam na konkurs, w którym do wygrania egzemplarz książki pt. “Angielka”!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie bardzo i cieszę się, że Ci się podobała! :D
      Hmmm myślę, że musze się z tym przespać porządnie ;)
      Pozdrawiam cieplutko!
      O! Lecę <3

      Usuń
  12. Mnie z kolei akcja wciągnęła od samego początku :D Bardzo mi się spodobała ta książka :) Ale jak to się mówi - gusta są różne ;)

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie jesteś jedyna :D Do mnie okładka zupełnie nie przemówiła. Co więcej – czytałam bardzo dużo recenzji o tej książce, ale wciąż uparcie trwam w przeświadczeniu, że jej nie przeczytam. Może to dlatego, że z Alladynem zawsze mi było nie po drodze? Nie twierdzę, że książkę spisałabym na straty, jeśli bym ją przeczytała. Niestety nie mam czasu, bo kiedy mam czytać zaległości, gdy wciąż wychodzą nowe książki? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, a już myślałam, że jestem dziwna xD

      Usuń
  14. Uff, dobrze, że Ci się nie podobała! Nie mam wyrzutów sumienia, bo myślałam, że jako jedyna nigdy nie tknę tej książki :P

    Pozdrawiam!
    volusequat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha xD Jak to dobrze, że jeszcze ktoś oprócz nas jest dziwny, co? :D

      Usuń
  15. Spokojnie, ja również nie szaleje za okładką, a tym bardziej za książką. Niestety masz racje, coś jest z tymi zachwalanymi bestsellerami. Dlatego ja ich unikam i sięgam po coś bardziej wartościowego.

    zapraszam do siebie KLIK

    OdpowiedzUsuń
  16. Buntowniczkę z pustyni mam w planach od dawna, chociaż też zwykle nie ciągnie mnie do tego arabskiego, "alladynowatego" klimatu. Szkoda, że książka Cię nie zachwyciła, chociaż może, tak jak mówisz, miała na to wpływ poprzednio czytana przez Ciebie książka. Mimo wszystko planuję sprawdzić, o co chodzi z szałem na tą serię :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tak to jest z książkami, ciężko się odciąć od poprzednich lektur :/
      Buziaki! :D

      Usuń
  17. Wreszcie jakaś negatywna opinia :'D Już myślałam, że ta książka jest idealna. Kupiłam tę książkę na WTK ze względu na okładkę, ciekawe czy spodoba mi się treść ;)

    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pierwsza jestem xD
      Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  18. Nie wiem, czy przeczytam. Jeśli trafię na nią w bibliotece, to pewnie tak. Ogólnie rzecz biorąc niby z młodzieżówek już wyrosłam, ale czasem kusi, żeby po jakąś sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  19. "Buntowniczka.." kusi mnie od dawna, ale jakoś nam nie po drodze... Chciałabym po nią sięgnąć i sprawdzić co i jak, więc może jakoś się z nią spotkam, ale chyba nie jest to książka "do przeczytania na już". Doskonale też rozumiem Twoje rozczarowania, mam kilka książek, które kompletnie do mnie nie trafiły, choć ochy i achy ludzi nie miały końca... Choćby pierwsze z brzegu serie "Czerwona królowa" czy "Niezgodna", pierwszy tom Dworu (drugi mi wszystko zrekompensował, ale pierwszy... Meh!). Tak to jest z niektórymi "Najlepszymi książkami od czasu...", że okazują się w zasadzie ok. Właściwie to średnie. A w sumie to prawie szkoda na nie czasu. :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też mam tak, że jak książka jest bestsellerem i wszyscy ją wychwalają, to mi się nie podoba. O tej książce raczej słyszałam same ochy i achy, więc byłam zdziwiona, że wreszcie napotkałam odmienną opinię. Pewnie przeczytam w wolnym czasie (jak go kiedyś znajdę) i sama wyrobię sobie zdanie o tej powieści. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Na mnie reklamy tej książki wrażenia nie robią, bo to zdecydowanie książka nie w moim guście. xD Teraz widać, że nic praktycznie nie tracę, jeśli po nią nie sięgnę. :)
    Nie tylko Ty nie dostajesz orgazmów na sam widok tej okładki, kochana. xD Według mnie jest "taka se" i nic więcej. Już większe wrażenie zrobiła na mnie oprawa graficzna "The Call", już mnie ciekawi jaka będzie okładka drugiej części. ♥
    Kurna, muszę zabrać się za "Żarna niebios", ale jak ostatnio miałam okazję i poszłam do taniej książki w galerii to nie było tego tytułu na stanie! Mam pecha po prostu. xDD
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail