"Marzena M." - Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska | Lekka literatura

27 września

Lekka lektura zawsze taka pozostaje. Nie ma w niej nic głębszego, porusza człowieka nie po sumieniu, a po strunach głosowych. Można się przy niej pośmiać, zaśmiać do łez i odłożyć na półkę. Standardowo - zapomnieć po maks dwóch godzinach. 


Taka właśnie jest najnowsza pozycja pisarskiego duetu, który wydał już dwie takie lekkie obyczajówki. Autorski duet stworzył Marzenę Małecką, przy której dobrze się bawiłam, wzdychając do ostatnich letnich promieni słońca.

Marzena M. to czterdziestka z plusem, a w jej życiu wszystko ułożyło się idealnie. Jest praca, jest kariera. Jest mąż, jest córka, a także dobra więź z mamą. O przyjaciółkach też trzeba wspomnieć, bo przecież w dzisiejszym życiu mamy mało czasu dla znajomych. Problemem są na pierwszy rzut oka drobne nieprzyjemności, ale...
To jednak nie wszystko.

W tym momencie wymagam od lektury czegoś więcej, niż motywu zdrady w różnych odcieniach. Powiedziałabym, że ten motyw to przeżytek. Jest w naprawdę ogromnej ilości realistycznych lektur, co niesamowicie męczy czytelników obyczajów. Wiadomo, że wiele jest niewiernych osób, ale czy to na pewno dobra droga dla literatury? Czy zdrada to motyw tak uniwersalny, że może być powodem do zmiany swojego życia o sto osiemdziesiąt stopni? Czy czasami nie trzeba by pomyśleć o czymś bardziej zaskakującym?

To jednak gdybanie, ale z tego gdybania wychodzą coraz to bardziej standardowe schematy. Historia staje się powtarzalna. To znaczy nie ma w niej niczego szokującego, czegoś, co wyróżnia ją na tle innych obyczajów. Zwłaszcza dla kogoś, kto regularnie czyta powieści polskich i zagranicznych obyczajowców, jednak wszystko ratuje styl i język, w jakim powieść została napisana. Teksty są kwieciste, ale nie przesadnie poetyckie. Obrazy literackie są bardziej niż zrozumiałe - żywe i kolorowe. Mam wrażenie, że "oglądam" dzięki temu jakiś naprawdę fajny film komediowy. Zabawne uczucie. I mój ulubiony styl.

Plusem powieści jest też pewna zależność i jej prawdziwość. Rzeczywiście po czterdziestce kobiety teoretycznie nie mogą się zmieniać. Myśląc sobie: Ta to ma czterdzieści lat, nawet jeżeli nie chcemy, dodajemy jej męża, dwójkę dzieci, bo 500+, pracę lub opieka nad domem. Kobieta ta ma już na pewno stabilną pozycję, której nic nie zmienia. W jej świecie nic nie może się wywrócić do góry nogami. Ale bohaterka ma fajne podejście do życia, które, jak sobie teraz myślę, ratuje całą książkę. Ma w sobie luz, który ciężko znaleźć u współczesnych czterdziestek. Ma w sobie humor i nie marudzi tak, jak marudzą postacie w innych książkach, związane podobną fabułą. I to bardzo, bardzo, bardzo duży plus.

No i okładka - wiem, że może nie powinnam mówić o niej na końcu, ale zazwyczaj nie zwracam na to uwagi. Ta książka jednak przyjemnie prezentuje się na półce. Ma jaskrawe, letnie kolory. Nie sugeruje, że tekst jest o kobiecie w średnim wieku, wbrew przeciwnie. Sugeruje, że bohaterka jest naprawdę luzacką nastolatką. I jak się okazuje - tak jest. Jej dusza jest jakby młodsza i nawet dwudziestolatka jest w stanie się z nią w pewien sposób duchowo połączyć.

"Marzena M." to dobra powieść na zachowanie ostatecznych resztek lata i dobrego humoru. To sposób na jesienną chandrę i na to, by biblioteczka była bardziej kolorowa. I to, serio, serio, dobry sposób.


Angela,

Kategoria: powieść obyczajowa
Liczba stron: 304
Cena okładkowa: 39,90 zł
Oprawa: miękka
Premiera: 17 sierpnia 2017

Książka wydawnictwa:


Zajrzyj również tu

8 komentarzy

  1. Według mnie książki które się dobrze czyta są fajne. Ale skoro piszesz, ze po odłożeniu jej na półkę po 2 godzinach się o niej zapomina - to raczej nie ma efektu woow.
    Dziekuję za recenzję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem fajnie jest czerpać radość z samego czytania, ja miałam tak ostatnio podczas lektury "Szamanki od umarlaków" :)

      Usuń
  2. Okładka rzeczywiście jest letnia, ale ja kocham jesień i jakoś nie zależy mi na łapaniu resztek przeszłej już pory roku :) Piękne zdjęcie.
    Nie wiem czy się skuszę na tę książkę, niby ma wszystko w sobie to, co lubię, ale jakoś do niej mnie nie ciągnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem właśnie takich książek potrzebujemy, tak na chwilowe oderwanie się od rzeczywistości, być może problemów codziennego dnia. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Okładka świetna, a książka... chyba taka na podróż w pociągu i zostawienie jej na półce dla innych pasażerów, niech im też będzie weselej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Obyczajówek zbyt dużo nie czytam, bo jakoś do mnie nie przemawiają. Lubię dużą ilość akcji, flaków itd. xD Nie zmienia to faktu, że niekiedy trzeba zwolnić i się odprężyć czymś lekkim, wtedy obyczajówka nadaje się idealnie. :D Musi oczywiście jeszcze czymś zaciekawić, a taką wybredną osobę jak ja ciężko przekonać do sięgnięcia po inny gatunek, niż thriller/horror. xD Ta książka nie jest dla mnie, jednak na sto procent znajdzie swoje grono odbiorców. :)
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhaha brutalne dziewczę xD
      Czytaj "Ubezwłasnogłowionych" - mówię Ci <3

      Usuń

Obserwuj przez e-mail