"Inny świat. Przymierze trojga" - Maxime Chattam | Nie mogłam doczekać się końca...

18 lipca

To moja pierwsza i prawdopodobnie ostatnia przygoda z tym autorem. Dziękuję Bogu za pewne napoje dla dorosłych, bo coś czuję, że bez nich nie przebrnęłabym przez tę historię.


„Przymierze trojga” jest pierwszym tomem cyklu „Inny świat” znanego francuskiego autora. Opowiada o przyjaciołach, którzy postawieni zostają w niebywale trudnej sytuacji. Świat atakuje niezwykła burza, w wyniku której część dorosłych ginie, a pozostali stają się okrutnymi potworami. Matt i Tobias muszą poradzić sobie w nadzwyczaj trudnych warunkach. Niestety okazuje się, że za każdym rogiem czai się kolejny wróg...

Już sam początek był dla mnie cholernie trudny. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Pogoda nie rozpieszcza i wokół domu jednego z bohaterów szaleje zamieć. Nagle wysiada prąd. Co robicie? Panikujecie, modlicie się? No nie, brak prądu to czasem normalna rzecz, zwłaszcza gdy na dworze szaleje wichura. Co robi matka naszego bohatera? Zaczyna pukać do sąsiadów i pyta, czy nikomu nic się nie stało i czy wszyscy żyją.
Komedia.

Książki wydawnictwa Młody Book, które już przeczytałam, niesamowicie do mnie trafiły, postanowiłam więc tym razem postawić na postapo i mocno się przejechałam. Największy problem z „Przymierzem trojga” polega na tym, że w zasadzie nie wiadomo, do kogo jest kierowana ta powieść. Główni bohaterowie mają po 14 lat i zachowują się tak, jak to zwykle nastolatki w ich wieku. Często padają tu idiotyczne, niepasujące do kontekstu sformułowania i docinki, kilka neologizmów i wyrażeń potocznych (które naprawdę nadały powieści wiarygodności). Z drugiej strony pierwszy tom „Innego świata” to często zwykły przerost formy nad treścią i książka, które okrutnie epatuje patosem, a sam Matt jest często absurdalnie wręcz dojrzały. Rozumiem, że ciężkie warunki, że chęć przetrwania, że samotność, no ale żeby coś takiego mówił czternastolatek (i to na początku!):

Jej twarz rozjaśnił uśmiech, piegi się rozciągnęły. Matt pragnął uczynić z niej swe niebo, z jej piegów gwiazdy, z oczu zaś dwa zielone jeziora, w które mógłby się ciągle wpatrywać.

W połowie książki byłam po prostu bliska rozpaczy. Wciąż musiałam powtarzać sobie: „Kasiu, nie poddawaj się! Przeczytasz to zasraństwo...”. Niestety już dawno nie czytałam tak męczącej książki, która wzbudzała we mnie tyle negatywnych uczuć.

Dobra, teraz czas na pozytywy. Chyba największą zaletą tej książki są naprawdę ciekawe opisy świata po Burzy. Natura się zbuntowała, a z fauny i flory uczyniła prawdziwych wojowników, niezwykle groźnych dla ludzi. Te ogromne rośliny i pająki wielkości koła do samochodu po prostu skradły mi serducho. Na uwagę zasługuje także ciekawy, trochę „oszukany” wątek mitologiczny. Praktycznie brak tu wątku miłosnego, choć wciąż możemy śledzić jego zalążki. Mam tylko nadzieję, że autor w kolejnych tomach nie rozwija tego motywu, bo wtedy popełniłabym już harakiri. Tak, wiem. Wielu z was ten fakt by ucieszył.

Jednak największą zaletą tej książki jest fakt, że czyta się ją naprawdę szybko. Dzięki temu wcześniej mogłam ją pacnąć w kąt i nie męczyć moich biednych oczu taką fuszerą.

„Inny świat. Przymierze trojga” to jedna z powieści, w których na końcu wszyscy bohaterowie, nawet wrogowie, łapią się za rączki i tańcząc przy świetle księżyca wokół ogniska, śpiewają sobie „Życie to są chwile”. Niestety w tej książce tak skonstruowane jest nie tylko zakończenie, a praktycznie cała historia. Naszych bohaterów wciąż spotykają szczęśliwe „zbiegi” okoliczności. Metr od nich przebiegnie niedźwiedź? Spoko, na pewno ich nie zauważy. Mrożące krew w żyłach stwory z nieludzkim węchem znajdują się w tym samym pokoju? Nie ma szans, by ich wyczuły.

Historia miała naprawdę ogromny potencjał, który został bezlitośnie zmarnowany. Wciąż nie mogę opędzić się od wrażenia, że autor pisząc tę książkę, po prostu się nie starał. Jakby „Przymierze trojga” pisane było na kolanie podczas przerwy na reklamę. Brak tu jakiejkolwiek konsekwencji, przez co nic nie trzyma się tej przysłowiowej kupy. Przy czym słowo „kupa” nie zostało tu użyte przypadkowo. I żeby nie było – czytałam już powieści dla młodszych czytelników, raz zdarzyło mi się czytać książkę dla dzieci („Poradnik dla smoków”) i byłam naprawdę zauroczona ich klimatem , starałam się spojrzeć na nie oczami młodszego czytelnika i - przynajmniej mam takie wrażenie - udało mi się to. Natomiast tutaj nie poczułam nic oprócz irytacji.

Najlepszy element tej powieści? Zakończenie. Płakałam przez godzinę. Ze szczęścia, że już nie muszę czytać tego barachła. Może i jestem dość stanowcza w swojej opinii, ale nie cierpię, gdy autor odwala coś, bo musi albo brak mu na nowy samochód. Takim książkom mówię twarde i zdecydowane: ni groma. Jeżeli macie ochotę na naprawdę dobrą młodzieżówkę w nieco magicznym klimacie, sięgnijcie chociażby po „Księgę kłamstw”. Satysfakcja gwarantowana. 


44/2017
Tytuł oryginalny: "L'Alliance des trois Autre Monde"
Cykl: Inny świat (tom 1)
Kategoria: fantastyka/fantasy/science fiction
Liczba stron: 360
Cena okładkowa: 34,90 zł
Oprawa: miękka  ze skrzydełkami
Premiera: 24 maja 2017

Książka wydawnictwa:
http://mlodybook.com.pl/

Zajrzyj również tu

11 komentarzy

  1. Nie przesadzaj. Maxime nie jest facetem od fantastyki, tylko od mocnego, płenokrwistego thrillera. Sam nie sięgam po fantastykę, bo od początku nie czułem w niej nic dobrego i po recenzjach znajomych fanów Chattama też się za wiele superlatyw nie idzie doszukać. Za to thriller ma pierwsza klasa i taka trylogia zła to mogłaby być jedna z najlepszych rzeczy, jakie przeczytasz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, znam tego typu rozczarowanie :/ Szkoda, że trafiło Ci się takie pieruństwo. A okładka taka porządna. Lubię post apo, ale czuję, że masz rację co do tej książki (wnioskując już po samym opisie sytuacji z brakiem prądu), więc raczej nie zaryzykuję lektury (jakoś ostatnio wszyscy trafiają na jakieś chłamy, plaga jakaś).

    OdpowiedzUsuń
  3. Napoje dla dorosłych? Chodzi ci o Picolo? xD
    O książce już słyszałam i nawet miałam ochotę po nią sięgnąć, ale teraz chyba podziękuję :P
    A może autor to właśnie pisał podczas przerw na reklamy? Na Polsacie są tak długie, że zdążysz pójść po piwo na stację benzynowa w sąsiednim województwie...więc i książkę zdążysz wtedy napisać xD
    Buziaki :*
    pomiędzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Spokojnie, wszystko będzie dobrze. To już koniec koszmaru, Kasiu! :) Można zatańczyć taniec zwycięstwa. xD Również podziwiam twoją silną wolę, bo gdyby trafiło mi się takie "gówno" to zamiast się męczyć bym po prostu książkę wyjebała. Chociaż i tak się niekiedy męczę... xD Do tej pory odpuściłam tylko jedną książkę (z biblioteki) po 80 stronach, ale nie mogłam... Autorowi dam jeszcze szansę, bo w końcu jest "wybitny", jednak już wiem, jaki ma styl i to przyjemna lektura nie będzie, ale po nie jednym obejrzeniu ekranizacji stwierdzam, że dla tej historii przeboleję... xD
    Widzę również, że zdjęcie ponownie oddaje całkowite odczucia jakie masz względem książki. xD
    Ten cytat mnie powala... Czternastoletnie dziecko, a takimi tekstami rzuca niczym jakiś romantyk... Może to kolejny Kordian? Chociaż jeśli nie jest rozwinięty tam wątek miłosny i wątpię, że Matt również by miał jaskółczy niepokój, więc raczej samobójstwa nie popełnił. xD
    Tyle farta mają w tej książce? To dosłownie jak wybieranie z koszyka zatrutych jabłek tego jednego, które jest normalne. I oczywiście na nie trafiają za każdym razem, chociaż jest jedno! xD
    Mnie by nie ucieszyło, gdybyś popełniła harakiri. Sasuke też by tego nie darował! xD
    Chociaż bardzo ciekawi mnie jak autor opisał świat po tej całej burzy, te dziwne stwory i te "bycze" pająki, ale sobie daruję. Akurat po postapo chcę sięgnąć, ale ten cykl sobie daruję. :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  5. To wiem, co nie czytać :D
    Też czasem tak mam, ostatnio z jedną z powieści młodzieżowych wydawnictwa Amber strasznie się męczyłam. Taki nasz los :D
    Pozdrawiam
    Gaba :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A tak mnie to ciekawiło:/ Już nawet planowałam zamawiać. Dzięki Bogu, że trafiłam na Twoją recenzję. Mój entuzjazm całkowicie opadł. Na razie sobie tę książkę odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Opisy przyrody zachęcają, cała reszta nie. :c

    OdpowiedzUsuń
  8. Po Twojej recenzji widać, że Maxime Chattam zupełnie nie potrafił ,,wczuć się" w klimat fantastyki. Może to i dobrze, bo wielu czytelników ceni go za krwawe i świetnie skomponowane thrillery. Po ogromnym zawodzie, jaki przeżyłaś radzę sięgnąć właśnie po jakiś thriller Chattama, aby móc się przekonać, że tworzy ciekawe i skomplikowane fabuły, które wciągają na wiele godzin. Naprawdę warto!

    Pozdrawiam serdecznie, Ania :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie spodziewałam się, że jakakolwiek książka może być aż tak irytująca. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. chyba najlpeszy blog jaki widze. oj niestety znam takich ze zwierzakiem w tytule znam takich co powinni sie od ciebie uczyc, a najlepiej calkowicie zniknac z sieci, ale to nie to co ty! tutaj jest naprawde super!
    oby tak dalej pozdo

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak miło wiedzieć, że ktoś podczas czytania tego "arcydzieła" cierpiał tak samo jak ja:P Poznęcałam się nad książką o tu → https://ksiazkowe-podroze-w-chmurach.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail