"Czerwień rubinu" Kerstin Gier | Deja vu

22 lipca

Pierwszy tom bestsellerowej Trylogii czasu, którą do tej pory można było dostać tylko za hajsy tak grube jak Samwell Tarly, wywołał we mnie swego rodzaju odczucie deja vu. Dlaczego? O tym opowiem za chwilę.


Gwen ma całkowicie popapraną rodzinę. Wszyscy skupiają się tylko na jej kuzynce, która jest posiadaczką wyjątkowego genu, dzięki któremu posiądzie zdolność podróżowania w czasie. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem i to wcale nie gburowata i nieprzyjemna Charlotta przenosi się do przeszłości, lecz Gwen. Od tej chwili nasza bohaterka staje się obiektem zainteresowania tajemniczej organizacji, która ma na celu... No właśnie, co? Tego Gwendolyn za wszelką cenę musi się dowiedzieć.

Na początku od razu się wam do czegoś przyznam. Nienawidzę motywu podróżowania w czasie. Czy to w książkach, czy w filmach, obojętnie. Nie bawią mnie klimaty tych wszystkich dorożek, wielkich gentlemanów, którzy za nic mają płeć przeciwną, kobitek w cudacznych sukniach, w których nie można się ruszać, mody na kąpiele w perfumach (po co się myć, skoro można się popsikać pięknym zapachem?) i tego całego kramu. W tym miejscu wielu z was na pewno pomyślało: "To po jakiego srogiego grzyba to czytała?". Z ciekawości, bowiem seria Silver bardzo mi się podobała i byłam zwyczajnie ciekawa, co takiego ma w sobie Trylogia czasu, że zbiera tak bardzo pozytywne recenzje.

No i najciekawsze. O dziwo, Czerwień rubinu naprawdę mi się spodobała i to zdecydowanie bardziej niż pierwszy tom serii Silver. Tak, mówi to przeciwniczka motywu podróży w czasie.

Jeżeli chodzi o same wyprawy do przeszłości nie mogę powiedzieć zbyt wiele, bo nie lubię tego wątku, więc i żadną znawczynią nie jestem. Laik kompletny. Jednak na mnie zrobiły one naprawdę bardzo pozytywne wrażenie i - nie wierzę, że to mówię - przyjemnie było się przenieść w czasie, choć na chwilkę. Gier dosyć wiarygodnie opisała czasy, do których akurat przeskakiwała Gwen. Może i nie były to szczyty kreatywności i znawca zauważyłby pełno baboli, lecz dla mnie ten poziom był zupełnie przyzwoity. Nie zapominajmy, że to książka dla młodzieży i nie żadne high fantasy. Autorka szczególnie skupiła się na samych kreacjach i stylizacjach Gwen i francowatego Gideona.

Dlaczego okładka Błękitu szafiru jest błękitna, Zieleni szmaragdu zielona, a Czerwieni rubinu różowa?
Z głównej bohaterki Gier uczyniła takiego trochę głuptaska. Główną pasją Gwen jest oglądanie filmów i podglądanie życia celebrytów. Uczy się średnio, w sumie nie robi nic dla siebie, ale po prostu cieszy się życiem. Czasem lekko irytowała mnie jej okrutna niewiedza (np. zero informacji na temat kamienia filozoficznego), ale potem dotarło do mnie, że właśnie taką bohaterkę chciała stworzyć autorka. Lekko głupiutką i nawiną, choć nadzwyczaj szczerą. Taką, która kieruje się intuicją, może lekko histeryczną, czyli jednym słowem: przeciętną nastolatkę. Jest totalnie zwyczajna i właśnie co czyni ją niezwykłą.

Na początku wspominałam o tym, że czytając Czerwień rubinu przeżywałam dziwne deja vu. Dlaczego? Ponieważ miałam wrażenie, że czytam odrobinę zmienioną Pierwszą księgę snów, czyli pierwszy tom serii Silver. Naprawdę te dwie trylogie są absurdalnie wręcz do siebie podobne. Przede wszystkim - co oczywiste - pod względem stylu Gier, choć Czerwień rubinu pełna jest powtórzeń, których brak już w kolejnym cyklu tej autorki. Tą całą "Gierowatością" śmierdzi na kilometr, co według mnie jest ogromną zaletą.

Po drugie (oczywiście moje wnioski wysuwam na podstawie lektury całej serii Silver i pierwszego tomu Trylogii czasu), oba te cykle mają bardzo podobne tempo akcji. Niby dużo się dzieje, lecz akcja nie pędzi na łeb, na szyję. Gdybym musiała podporządkować Czerwień rubinu do jakiegoś gatunku, powiedziałabym, że jest to obyczajowa fantastyka dla młodzieży. Nawet, gdy naszym bohaterom grozi śmierć, to i tak czytelnik nie czuje żadnego dreszczyka, choć opisy potyczek są bardzo przekonujące. To chyba przez ten baśniowy klimat dzieł Gier, dzięki któremu przy jej książek można się cudownie zrelaksować i całkowicie odlecieć.

Kerstin Gier ma nawet jakąś słabość do Gideonów, bowiem w obu seriach występują pierwszoplanowi bohaterowie o tym imieniu.

Czerwień rubinu mogłabym określić jednym słowem: urocza. Totalnie i absurdalnie urocza. Nie jest to książka, która zmieni wasze życie. Nie. To książka, która wspaniale was zrelaksuje i zabierze do interesującego świata i którą będziecie wspominać naprawdę miło.

45/2017
Tytuł oryginalny: Rubinrot
Cykl: Trylogia czasu (tom 1)
Kategoria: literatura młodzieżowa
Liczba stron: 344
Cena okładkowa: 39,00 zł
Oprawa: twarda
Premiera: 24 maja 2017

Książka wydawnictwa:
https://mediarodzina.pl/

Zajrzyj również tu

18 komentarzy

  1. A ja akurat uwielbiam takie wątki i w książkach i w filmach. Pierwsza była "Godzina pąsowej róży" potem "Małgosia kontra Małgosia" i tak mi już zostało na długie lata. Ostatnio czytałam "Obiecaj mi" Evansa i oczywiście pełen zachwyt ;) "Trylogię czasu" miałam na oku, ale teraz zachęciłaś mnie bardzo, więc w najbliższym terminie wyruszę do biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam dwa lata temu i bardzo mi się podobała. Akurat ja jestem zwolenniczką podróży w czasie, a przez Kerstin Gier ten motyw został przedstawiony w naprawdę ciekawy sposób, dlatego w tym temacie nie ma na co narzekać :D
    A Gwen w zasadzie mi nie przeszkadzała, za to Gideon koszmarnie irytował. Polubiłam go dopiero w trzecim tomie, kiedy stał się "normalny", w poprzednich po prostu doprowadził mnie do szału :P
    Pozdrawiam!
    Patty z Truskawkowego bloga książkowego

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam tę książkę dość dawno temu, ale ciągle mam do niej sentyment. Pamiętam, że dorwałam ją w tych starych okładkach, przeczytałam i niezwykle polubiłam. Zarówno Gwen jak i Gideon stali mi się bliscy - nie na tyle, żeby strzelać w ich stronę miłością, utkaną z tęczy - po prostu bardzo się z nimi zżyłam (pewnie dlatego, że byłam o wiele młodsza niż jestem teraz). :D

    Pozdrawiam,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie czytam pierwszy Tom Trylogii Czasu i zgadzam się, że jest to książka, lekka, idealna na wakacje i na plażę. Polubilam się z nią. A za Silver też się pewnie wezmę.
    Strasznie spodobał mi się Twój styl pisania. Jesteś tak szczera i nie owijasz w bawełnę, a to się ceni. Będę zaglądać częściej :)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka jest na mojej liście "do przeczytania" od dłuższego czasu, ale jakoś się za nią nie zabrałam, tzreba nadrobić!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kliknęłam w twoją recenzję, zaintrygowana faktem, że pewnie fajnie po niej pojechałaś, a tu widzę, że ci się jednak podobała. Ja ją niedawno skończyłam i w ogóle nie rozumiem jej fenomenu, dla mnie była okropnie słaba. Zresztą idę też właśnie pisać recenzję o niej. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam Ci to wszystko tutaj wypisac, ale napisałam na facebooku to nie będe się powtarzać. :D I widze że odczucia mamy te same :D
    Podrugiejstronieokładki

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja uwielbiam wszystko, co związane z podróżami w czasie (wszystkie części "Powrotu do przyszłości" oglądałam nie wiem ile razy), ale mój zapał studzi fakt, że to młodzieżówka. Jak żyć...

    OdpowiedzUsuń
  9. Francowaty Gideon to mój zdecydowany faworyt ♥😄
    Co do pytania - też zwróciłam na to uwagę 😄 Czerwona okładka pewnie za bardzo dawałaby po oczach :D


    Pozdrawiam,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Naprawdę nie lubisz motywu podróży w czasie? Osobiście go uwielbiam. Całą Trylogię Czasu mam już za sobą, a niedługo zabiorę się za Obcą Diany Gabaldon, w której ten motyw też jest obecny. Cóż, co do Czerwieni Rubinu, to, szczerze mówiąc, mnie też chyba spodobała się ona bardziej niż pierwszy tom Silver, chociaż (jak mówisz) te książki są do siebie podobne. Ale również nie uważam tego za wadę. Gier chyba po prostu ma taki styl powieści. Według mnie są idealne na przyjemnie spędzony wieczór po ciężkim dniu :)

    Pozdrowienia i buziaki!
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  11. Słyszałam już o tej serii i nawet chciałam przeczytać, ale nie miałam ani czasu, ani okazji. Ciągle mam wielką ochotę zapoznać się z tą autorką! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam Trylogię Czasu jeszcze za czasów gdy była w starej wersji okładkowej, a kupienie ich nie było zaliczane do mission impossible, ceny nie były kosmiczne, bo 9 dych za jedną książkę to spora przesada... Jeszcze, gdyby stara wersja okładek była piękna, w twardej oprawie ze zdobieniami czy coś to bym się zastanawiała, ale za miękką okładkę i to w dodatku używaną książkę zapłacić 90 złotych? Dobrze, że odrobinę poczekałam, bo teraz mogę mieć ,,Trylogię Czasu" i to w dużo ładniejszych okładkach i z ceną nieprzekraczającą 30 złotych w księgarniach internetowym.
    Trylogię Czasu uwielbiam pochłonęłam wszystkie trzy tomy w dwa dni, co jest dla mnie czystym szaleństwem na chwilę obecną bo zdarzają się miesiące, gdy trzy książki czytam w przeciągu 30-31 dni. Sięgając po ,,Trylogię Czasu" byłam po przeczytaniu trylogii czasu autorstwa Evy Voller, ale poziom tych książek jest bez porównania. Mimo że kiedyś trylogia autorstwa Voller mi się naprawdę podobała to czytając ją teraz jakieś 2-3 lata później nie jestem w stanie powiedzieć, czy podtrzymałabym opinię, którą wyrobiłam sobie kilka lat wstecz. Drugi i trzeci tom również powinien ci się spodobać :)
    Bardzo ciekawa recenzja! :D
    Pozdrawiam
    http://miedzyplanetarne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. W tym przypadku mamy kompletnie różne opinie. Widzisz, ja motyw podróży w czasie uwielbiam, ale ta historia okrutnie mnie wymęczyła.Po kolejne tomy już nie sięgnęłam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś czytałam tę książkę (jeszcze w starym wydaniu) i chyba mnie nie urzekła, bo następne części już ominęłam. Jakoś specjalnie nie zależy mi, bo ją powtórzyć. I też dziwi mnie kolor okładki - no przecież to nie jest róż szafiru. Może trochę pomarudzę, ale i te okładki zbytnio mnie nie urzekły...
    Pozdrawiam!
    Zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hejka!
    Miałam ją w planach już jakiś czas temu. Odnalazłam sobie jej tytuł przypadkowo w czeluściach portalu Lubimy Czytać. Chyba obejrzałam niecały film "Looper: Pętla Czasu" i nie był zły, więc stwierdziłam, że motyw podróży w czasie, w tej trylogii powinien mi się spodobać.
    Okładka... Matko, jak mogli taką wydać? Jest po prostu brzydka... Dlaczego nie wydali tej poprzedniej?
    http://i.pinger.pl/pgr66/0d13e22c0012dba9536109cd/gsg.png
    Czyż nie wyglądają o wiele lepiej? ;x W bibliotece mają 2 i 3 tom właśnie w tych starych okładkach, ale 1 w tym różowym okropieństwie...
    W każdym razie zastanawiałam się, czy warto jednak się za nią zabrać. Niestety to fantastyka, ale przecież mam się do niej przekonać, prawda? Jak z biblioteki to nic mnie nie kosztuje wypożyczenie, tylko zmarnuję najwyżej czas. xD Chociaż może zabiorę się do niej później, bo już mam nadesłaną "Nocną Łowczynię", za którą muszę się szybko zabrać. Jeszcze raz dziękuję za jej podesłanie! <3
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytałam jakiś czas temu, ale nie kontynuowałam serii :( dostałam na urodziny "Błękit szafiru", więc może to mnie zmotywuje :) Dawno nie czytałam tak przyjemnej w odbiorze recenzji :D Pozdrawiam :)

    https://fascynacja-ksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Książkę przeczytałam i była całkiem okej :) Niewymagająca i na jeden wieczór.

    OdpowiedzUsuń
  18. osobiscie lubie motywy z czasem. Jesli chodzi o serie to nie kojarzę wcale. Ale milo bylo sie dowiedzieć czegos wiecej :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail