Czego nie lubię w okładkach książek? + wydawnicze paskudki

17 czerwca

Czasem każdy musi pomarudzić. Zawsze zachęcam was do czytania świetnych książek i książek w ogóle, chwalę przepiękne wydania, więc dziś pogadam o tym, co mnie irytuje i czego nie lubię w okładkach. Oczywiście to absolutnie subiektywne zestawienie ;).


Twarze

Nie cierpię umieszczania twarzy na okładkach. Jakoś inne elementy ciała nie irytują mnie tak bardzo. Często postaci na okładkach mają przedstawiać głównych bohaterów, lecz zdecydowanie się od nich różnią. Kiedy babeczka na okładce ma brązowe oczy, a w książce niebieskie, to już czuję pewien niesmak. Zdecydowanie bardziej lubię abstrakcyjne formy, naturę i tym podobne. Wyjątkiem jest chyba tylko filmowa wersja "Marsjanina".

    


   Brak skrzydełek

Zanim zaczęłam zbierać książki, nie doceniałam skrzydełek przy miękkich okładkach. Przeszkadzały mi okrutnie, zwłaszcza gdy dopiero zaczynałam czytać daną pozycję. Kartki mi się zaginały, skrzydełka co chwila odginały i już na starcie wrzałam ze złości. Teraz cieszę się, gdy są xD. Dzięki nim rogi się nie rozwarstwiają i nie zaginają, a książka nie wygląda jak wyjęta psu z gardła.


Ogromne nazwiska autorów, które zajmują większą część strony

Ostatnio zauważyłam ten dziwny trend i absolutnie mnie nie zachwyca. Aby zauważyć tytuł książki trzeba się uważnie przyjrzeć, lecz nazwisko autora atakuje nas z drugiego końca księgarni. Ani to ładne, ani funkcjonalne.

  


Okładki produkowane taśmowo

Znacie ten ból? Bierzecie do ręki kilka książek różnych wydawnictw i fronty wszystkich wyglądają dokładnie tak samo. Szczególnie widoczne jest to w przypadku literatury kobiecej lub erotycznej. W przypadku tych drugich przeważnie mamy czarne lub szare tło, do tego pupa, kawałek nogi albo but. Zero pomysłu i kreatywności. Jeżeli chodzi o tego typu książki, to wybitnie podobają mi się okładki serii "Uwikłani" - niby nic oryginalnego, lecz są bardzo dopracowane i cały cykl świetnie wygląda na półce.

   


Biel i nuda.

Nie wiem, czy zauważyliście, ale w przypadku poradników to wręcz norma. Większość okładek jest biała, a projekt cholernie nudny. Ten zarzut postawił mój chłopak, który czyta prawie wyłącznie poradniki i cierpi na chroniczny brak wymyślnych okładek. Rozumiem, że ma być minimalistycznie i z klasą, ale czasem trochę koloru nikomu by nie zaszkodziło.
  
  



Obwoluty

Wiem, że wiele osób bardzo je lubi, jednak ja po prostu nie widzę w nich sensu. Do czytania i tak zawsze je zdejmuję, bo co rusz się zsuwają, a i na półce strasznie się gniotą. Najbardziej irytuje mnie jednak sytuacja, gdy obwoluta jest piękna, kolorowa i aż serce się raduje, gdy mogę na taką popatrzeć, a pod spodem kryje się niczym niezmącona czerń... nic więcej... Inna sprawa, gdy właściwa okładka książki wygląda jak w przypadku powieści Donny Tartt.

Obwoluty szerzej opisałam w poście "Oprawa twarda, miękka, a może wydanie kieszonkowe?" [klik].


Niepasujące wstawki

Istny koszmar. Widzisz na półce w księgarni świetną książkę w przepięknej okładce, zbliżasz się do swojego przyszłego dziecka, wykonując kilka zamaszystych kroków i w połowie drogi nagle się zatrzymujesz. Dlaczego? Bo widzisz cholerną wstawkę z ceną "19,90 zł", która niestety naklejką nie jest. Przykładem może tu być "Zmysłowa gra", którą mam w swojej biblioteczce i niestety ta cena jest nadrukowana na okładce. Naprawdę. Świetny. Pomysł.
Podobnie jest z wszelkimi rekomendacjami typu "Bestseller New York Timesa" i jeszcze gdy takowy napis ma transparentne tło, nie ma w tym nic złego. Gorzej, jeżeli znajduje się na jakiejś okropnej, kolorowej wstawce, która nijak nie pasuje do reszty projektu.

  


Brak numeracji części konkretnego cyklu

Szczególnie irytujące, gdy nie mamy pod ręką telefonu z internetem i nie możemy sprawdzić czy dana książka, która wpadła nam w oko nie jest czasem częścią jakiejś serii, a jeśli tak, to którym tomem z kolei. Szczególnie denerwowało mnie to podczas czytania "Czystej krwi". W końcu 14 nieponumerowanych części, których wszystkie tytuły zawierają słowo "nieumarły" lub "martwy", mogą sprawiać pewien kłopot.


Kanciate człowieczki

Ten punkt powstał z myślą o naszych polskich okładkach "Darów anioła". One są tak straszne, że aż brak słów. Moją ulubioną jest zdecydowanie ta do "Miasta popiołów", która wywołuje odruch wymiotny.

  

Pikseloza

Do niedawna myślałam, że graficy wybierają jedynie zdjęcia naprawdę wysokiej jakości. Myliłam się. Przykładem tego jest rozpikselowany Deamon na okładce jednego z tomów serii "Lux", a także nieszczęsne "Randki z piekła". 

+Wydawnicze paskudki

Oczywiście nie uwzględniam tu np. kiczu, bo oczywiście każdy z nas ma inny gust i coś, co ja mogę uznać za kiczowate, komuś innemu może się podobać. Tak względnych kategorii nie brałam pod uwagę, choć na koniec pokażę wam też kilka takich wybitnych cudeniek, które spędzają mi sen z powiek.

  

  

  

  

Dobra, mnie już wystarczy, a wam?
Dajcie znać w komentarzach, czego wy nie lubicie najbardziej w okładkach i na widok których książek uciekacie z krzykiem :D.

Zajrzyj również tu

53 komentarzy

  1. Najbardziej nie lubię twarzy i tych "kanciastych" człowieczków :) Trafią się wyjątki, które mi się podobają, ale zwykle te okładki są najbardziej paskudne. Nie znoszę też okładek filmowych. Zazwyczaj oryginalne okładki są o niebo lepsze, a kadr z filmu na okładce naprawdę nie jest mi potrzebny. Poza tym wymieniłaś wszystko, nie mam nic do dodania. Ostatnie potworki są... potworne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dziwo okładka filmowa "Marsjanina" jest naprawdę fantastyczna! Przepięknie wygląda na półce, zwłaszcza dzięki bezszeryfowej czcionce :D
      Najbardziej boli mnie filmowa okładka "Osobliwego domu Pani Peregrine" - pomimo Evy Green :<

      Usuń
  2. Zgadzam się prawie ze wszystkim co tu napisałaś, co jest aż dziwne. Obwoluty akurat lubię, zwłaszcza, gdy okładka pod nimi jest minimalistyczna. "Dary Anioła" mają tak straszne te okładki, które tu wkleiłaś, że jak na to patrzę to nawet nie mam ochoty tego czytać, a co do ostatnich to moimi znienawidzonymi książkami są powieści Musierowicz - zarówno treść jak i okładka to dla mnie tragedia i koszmar z podstawówki, gdy polonistka kazała to coś czytać.
    Pozdrawiam cieplutko i sciskam :*
    M.
    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha dzięki za to "aż dziwne" xD Nie jestem chyba aż takim odmieńcem, co? :<
      Musierowicz mnie też prześladuje od podstawówki i być może książki te mogą być niesamowite, ale na widok okładek po prostu uciekam z krzykiem :/
      Ściskam również :*

      Usuń
  3. Zgadzam się z tobą ze wszystkim. Mówię poważnie. Tez mnie to irytuje! A książki ze skrzydełkami uwielbiam XD.
    galeriakultury.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że się zgadzamy :D
      Ja mimo wszystko wolę książki w twardej oprawie, ale jeżeli już nie mogę takowych mieć, to zdecydowanie stawiam na zintegrowaną lub miękką ze skrzydełkami :D

      Usuń
  4. Wszystko w punkt. Mnie osobiście najbardziej denerwują te wstawki (głównie z ceną), które pasują cały efekt. To naprawdę nic ładnego.
    A jak robię zdjęcia, to zawsze muszę szukać czegoś, co to szkaradztwo zasłoni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, tym bardziej że to tylko cena okładkowa i nie wszędzie obejmuje daną ksiażkę :/
      Haha! Polecam owinąć gazetą, jak to zrobiłam przy okazji recenzji na temat ksiażki "Zew księżyca" :D

      Usuń
  5. Zgadzam się z wszystkim oprócz wielkich nazwisk autorów na okładce. To znaczy czasami mi to przeszkadza, ale "Świt, który nie nadejdzie" wygląda spoko.

    Hubert z Thelunabook
    http://maasonpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, każdemu przeszkadza coś innego :D
      Jeszcze w przypadku tej książki, to jeszcze jakoś to się komponuje, bo cały projekt jest dość minimalistyczny, aczkolwiek okładki innych ksiązek Mroza podobają się o wiele bardziej, cudne są!

      Usuń
  6. Ooo luju to żeś posypała koszmarkami. O.O
    Masakra - nawet jeśli opis byłby spoko to raczej na 100% bym ich nie przeczytała właśnie ze względu na okładki xD Wiem, ze nie należy oceniać książek po okładce, ale w końcu zasady są po to żeby je łamać. xD
    Pozdrowionka! :D
    recenzjeklaudii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No oczywiście, nie ocenia się, ale do przeczytania konkretnej ksiażki coś nas powinno zachęcić... a przynajmniej nie odstraszać xD
      Pozdrawiam ciepło :D

      Usuń
  7. Też nie znoszę twarzy na okładkach. Nawet szersze ujęcie postaci w większości przypadków mi przeszkadza. Chociaż bywają wyjątki - przykładem są książki Lisy de Jong lub Brandona Sandersona.
    Nazwiska autorów na pół okładki czasami mi przeszkadzają, a czasami nie. To zależy jak to nazwisko jest wkomponowane.
    Obwoluty też mnie denerwują. Uwielbiam książki w twardych okładkach, ale obwoluta to już przesada. Zawsze gdzieś się poniewiera podczas czytania książki.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, "Ostatnie imperium" Sandersona (i inne ksiązki) mają naprawdę fantastyczne okładki, a projekty są rysowane, wobec czego twarze również mi nie przeszkadzają :D
      No mam to samo i nie wiem po co mi one xD
      Pozdrawiam ciepło :D

      Usuń
  8. Moja obwoluta z "Inferno" poleciała w pi... w siną dal już pierwszego dnia. :) A pod spodem co? Po prostu czerwona okładka taka chropowata. Ale było warto, bo mnie podczas czytania obwoluta tylko irytowała, a i tak bym zapomniał jej potem założyć na półkę i by się gniotła i w ogóle. :C

    Brak numeracji potrafi mnie w sklepach doprowadzić do białej gorączki. Chociaż jeszcze bardziej się gotuję, gdy próbuję wtedy korzystać z aplikacji mobilnej Lubimy Czytać - toć tam nie ma podlinkowanego cyklu do danej książki! Szok i niedowierzanie! I muszę po staremu, psia jego mać, odpalać przeglądarkę. XXI wiek, sterowanie własnym domem za pomocą smartfona, pełna bankowość w telefonie, a nie można nawet w aplikacji sprawdzić do jakiego cyklu należy dana książka! :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, mam tę ksiązkę -.- Dostałam szału...
      Hahahaha xD Niestety apka LC jest katastrofalna... Do niczego się to nie nadaje.

      Usuń
  9. "Kanciaste człowieczki" xD
    Mnie prawdę mówiąc, okładki nie interesują. Używam ich w sumie jedynie do identyfikacji (szybkiej), kiedy szukam czegoś w księgarni (w sieci czy stacjonarnie).

    Ale! Numer tomu jest moim zdaniem niezbędny, a obwolutę można sobie spokojnie podarować (zawsze ściągam).

    Chociaż taka małą uwagę mam: zawsze mnie bawią reakcje kobiet na kawałek męskiego ciała na okładce (kaloryfery i te sprawy). Te wszystkie ciacha, mrrr, och, aj, brałabym, zawsze wprawiają mnie w taki radosno-epicki nastrój :) Przyglądam się temu ślinotokowi i nie wierzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam rysować i malować i pewnie stąd to zamiłowanie do pięknych, dopracowanych okładek :)
      Hahahaha xD Powiem Ci, że czasami też nie wierzę w to, co widzę, ale cóż - są gusta i guściki :D

      Usuń
  10. Mnie chyba najbardziej denerwują okładki produkowane taśmowo, bo czasem, mając w rękach książki dwóch różnych autorów, na pierwszy rzut oka nie można ich odróżnić. Te okładki "Darów Anioła" są naprawdę koszmarne :D Wstawki z ceną i innymi niepotrzebnymi duperelami też mnie denerwują. Trudno dogodzić okładkowym sroczkom :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Za twarzami na okładkach też nie przepadam, chociaż zdążają się wyjątki. Ogromne nazwiska autorów strasznie mnie irytują. Nie przepadam za obwolutami, nie widzę w nich sensu, więc gdy jakąś książka ją posiada to trochę mnie to zniechęca. Tych okładek Darów Anioła lepiej nie komentować 😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie trafił się jeden wyjątek - filmowa okładka "Marsjanina" :D

      Usuń
  12. Właściwie nie zwracam aż tak dużej uwagi na okładki - oczywiście lubię, gdy są estetyczne, ale to nie one są najważniejsze. Denerwuje mnie zmienianie okładek po ekranizacji, bo zwykle są naprawdę brzydkie (wyjątkiem może być "Opowieść podręcznej"). I, całe szczęście, w kupowanych przeze mnie książkach raczej nie ma półnagich pań i umięśnionych panów, a z kanciatymi ludźmi też się nie spotykam w domu. Chociaż wskazane przez Ciebie okładki oczywiście kojarzę, bo trudno coś takiego przegapić w księgarniach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to, to, to. Zgadzam się w zupełności.
      No też fakt xD Ciężko sięgnąć po taką książkę ;/

      Usuń
  13. To dodam też coś od siebie - rekomendacje na okładce! Pewnie jakiś tam ułamek osób przekona, że taka-a-taka osobistość/pisarz/celebryta uznał tę książkę, za godną przeczytania i polecenia, ale czasami mam ochotę oczy wydrapać, jak widzę, że jakąś naprawdę dobrą książkę "niszczy" rekomendacja jakiegoś podrzędnego celebryty od siedmiu boleści. :(
    + Denerwuje mnie strasznie, gdy wydawnictwo nagle w środku serii, postanawia zmienić wydanie i czytelnikowi pozostaje albo od nowa kupować wszystkie książki w nowym wydaniu, albo irytować się za każdym razem jak spojrzy na półkę, że tomy pasują do siebie jak garbaty do ściany.
    Kurtyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to też fakt i również tego nie lubię :/ Chyba wydawnictwa nie są świadome, że rzeszę osób rekomendacja konkretnej osoby nie przyciąga, a wręcz odstrasza :/
      TAAAAAK, to jest cudowne. Mam w domu kilka takich cudów :/

      Usuń
  14. AAAAAAA, moje oczy krwawią! 😄😄😄

    OdpowiedzUsuń
  15. Nic dodać nic ująć. Co prawda już wydawnictwa naprawdę teraz zaczęły się starać robić fajne okładki, ale czasem i trafiają się takie niewypały jak te. :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Co mnie irytuje po pierwsze WIELKIE CENY!! Które jak piszesz są stałe, tak jak te wstawki. Dwa autor większy niż tytuł, czarne okładki bez życia i takie same oraz 'narzutki;' na ksiażki a pod spodem jak je ścignę jeden kolor. No i po co taka szopka?
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Trafione w punkt :D Wiele z tych okładek jest koszmarnych.
    Co do okładek z wielkim nazwiskiem mam różne odczucia. W przypadku książek Nicholasa Sparksa mi to nie przeszkadza, a polskie wydanie książek Philippy Gregory uwielbiam <3 Więc chyba zalezy od okładki :D

    Pozdrawiam cieplutko ;*
    www.kraina-ksiazka-zwana.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. Obwolut nienawidzę, za skrzydełkami nie przepadam (ale nie klnę, jak już są). Twarde okładki uwielbiam do tego stopnia, że wszystkie książki mogłyby być tak wydawane wg mnie <3 Na wielkie wywalone po całości nazwisko autora jakoś nie zwróciłam uwagi i czasem nawet chyba właśnie to mi się spodobało, natomiast co do grafik na jedno kopyto- przytakuję. Obecnie czytam romans, ale tu mi się akurat bardzo podoba czarna okładka, bo na jej tle jest piękna bransoletka. Żadnych gołych klat czy zgrabnych, kobiecych łydek :D Za to uwielbiam Wydawnictwo Akurat, to już druga ich książka w ostatnim czasie z taką szatą graficzną, a ja się cieszę, bo będą cudownie wyglądać obok siebie na półce!
    W "Marsjaninie" jestem zakochana, ale (o dziwo!) kupiłam sobie wersję oryginalną zamiast filmowej. Trochę żałuję, trochę nie. Aktor mi się podoba, ale po okropnym, cholernie długim niezdecydowaniu wreszcie postawiłam na okładkę pomarańczową z całym kosmonautą. Choć kto wie, może jeszcze dodatkowo zaopatrzę się w książkę z tą filmową okładką? Niezbadane są zboczenia moli książkowych... Hahahaha :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie się wydaje, że bycze nazwisko to takie wyróżnienie dla autora. Bo nazwisko debiutanta wcale nie jest takie ważne na okładce, ale im większa sława, tym jest ono większe. Nie wiem, może żeby przyciągnąć uwagę w księgarni? Co do poradników, to trafiłaś w punkt. Mnie zawsze irytowała ta odwieczna biel i powtarzające się projekty okładek. Nuda. A jeśli chodzi o kicz – ja toleruję go wyłącznie dla okładek horrorów klasy B, bo razem świetnie ze sobą wyglądają, w innych przypadkach to po prostu krzywda dla powieści, po którą na pewno nie sięgnę :D Nie mogę się zgodzić, co do okładek Małgorzaty Musierowicz, a to ze względu na sentyment do całej serii. Te rysunki stały się już takim znakiem charakterystycznym Jeżycjady.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dodałabym do tej listy okładki połyskujące. Takie, na które nakłada się specjalną folię, wyostrzającą kolory. Było to modne w latach dziewięćdziesiątych, a dziś zabieg ten każdą okładkę zamienia w kicz :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Też nie lubię obwolut, podczas czytania ciągle się zsuwają i doprowadzają mnie do szewskiej pasji :D Jeśli chodzi o wydawnicze paskudki, to te z "Magicznego drzewa" przy "Pięknych ludziach" albo "Rozkoszach nocy" nie wyglądają aż tak źle ;)
    Read With Passion

    OdpowiedzUsuń
  22. Ależ zrobiłaś galerię :) Generalnie zgadzam się ze wszystkim - "Miasto Popiołów" to w ogóle hit, nie znam serii, ale z takimi okładkami raczej by mnie nie zachęciła ;)

    Również nie znoszę wstawek, które psują mi odbiór. Czytam w tej chwili "Wojnę Kotów" Mendozy - piękna, klimatyczna grafika, fantastyczna kolorystyka, a na dole szeroki czerwony pasek z informacją, że książka dostała jakąś najważniejszą nagrodę hiszpańską. Nie dałoby się np. dodawać paska, założonego na okładkę, który można potem bez żalu wyrzucić? Albo jakiejś porządnej, dającej się odkleić naklejki?

    I generalnie nie lubię też plakatów filmowych na okładkach (zwłaszcza w połączeniu z powyższym punktem, czyli plakat + jakiś gigantyczny napis "Ekranizacja już w kinach, Russel Crowe w roli głównej!" ;)).

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja lubię taśmowe okładki, ale jeżeli książki są jednego autora albo należą do tej samej serii czy cyklu wydawniczego :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Na ktorej dokladnie czesci serii Lux dostrzeglas rozpikselowanego Daemona? Bo nigdy nie zwrocilam uwagi i chcialabym sie przyjrzec haha

    OdpowiedzUsuń
  25. Mnie chyba najbardziej irytują obwoluty, po prostu...nie!
    No i oczywiście jakże piękne wstawki.

    OdpowiedzUsuń
  26. Mnie chyba najbardziej przeszkadzaja okładki bez pomysłu: rzućmy kobietę, walnimy napis i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  27. Widzę, że mamy bardzo podobne gusta! Bardzo nie lubię książek, na których widnieją ludzkie twarze. Do tego okładki przedstawiające coś, co kompletnie nie współgra z treścią powieści, a także rekomendacje znajdujące się z tyłu uświadamiające, iż ktoś w ogóle owej książki nie przeczytał, to już w ogóle wtopa.

    OdpowiedzUsuń
  28. No cóż, mnie najbardziej irytują tutaj twarze, które w ogóle nie przypominają bohaterów, brak skrzydełek (przekonałam się o tym w piątek, kiedy zaczęłam czytać "Następną dziewczynę", bo już zauważyłam, że mi się rogi rozwarstwiają niczym rolka papieru velvet), taśmowe okładki zwłaszcza do erotyków (normalnie zawsze się śmieję, jak je widzę, bo często wydaje mi się, że jest tylko jeden autor książek, bo wszystkie wyglądają jakby pochodziły z tej samej serii, jedynie właśnie "Uwikłani" się bronią i ewentualnie "Przyrodni brat" - nie w polskiej wersji angielskiej "Stepbrother" i jeszcze okładka "Gracza" nawet ujdzie), te wstawki (zwłaszcza z ceną), kanciaste człowieczki, a już zwłaszcza pikseloza. Hmm te DA wyglądają tak koszmarnie, że tylko raz popatrzyłam i chyba w ostateczności zerknę drugi raz. xD Natomiast okładki wydawnictw to inna bajka. Mnie osobiście podobają się te z wydawnictwa Amber. "Następna dziewczyna", "Moja siostra czy ja?", "Identyfikacja" itd (te z gatunków thriller/kryminał/sensacja) mi się podobają! Skoro są do siebie podobne, to zapewne na wszystkich również zostają ślady paluchów, jak w przypadku "Następnej dziewczyny", co mnie irytuje trochę. Widzę, że wstawiłaś tutaj też okładkę "Odcienia fioletu", która akurat mnie się podoba. Do drugiej również okładka zła nie jest, dopiero ta do trzeciego tomu, który niestety nie został wydany w Polsce jest okropna, jakby wycięta w paincie na lekcji informatyki. Szkoda, będę musiała kupić trzeci tom w oryginale, a ponieważ angielski nie jest moją mocną stroną, trochę się pomęczę. xD
    Rozpisałam się tutaj bez ładu i składu. xD Tak jakoś mi wyszło z pośpiechu. :P Każdy ma inny gust i tyle. :D Tak, jak pisałam wcześniej, mnie się podobają te okładki do gatunków kryminał/thriller/sensacja z wydawnictwa Amber. Mają to coś, co przyciąga mój wzrok, a potem kieruje go na opis, a palce same klikają "koszyk". xD
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  29. Niedawno wydawali klasyki angielskie w takich pięknych wydaniach w prenumeracie i niestety pierwszy tom miał taką chamską cenę nadrukowaną, co byś przypadkiem nie zapomniała, ile za niego zapłaciłaś. Ohydaaaa ;-;
    Też cierpię na ból obwolut. Niby to świetnie wygląda jak masz ich kilka na półce, ale one się tak strasznie gną, nawet jak nic z nimi nie robisz. Moja angielska wersja Zmierzchu wygląda jakby przeszła osiem wojen w Iraku xddd
    Ja ogólnie nie lubię części ciała na okładkach, bo to mi się kojarzy z erotykami. Ale jak jest ładna klata.... XDDD

    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  30. Obwoluty - nie trawię, zawsze prędzej, czy później zniszczę. ;) Nie lubię zdjęć, ale takich ostrych wyraźnych, które równie dobrze mogłyby być w gazecie - takie "rozmazane", zawieszone w przestrzeni mi się podobają. I okładki filmowe (właśnie z powodu zdjęć ;) )

    OdpowiedzUsuń
  31. Dorzucę ci jeszcze okładkową "perełkę" :)
    https://nietylkogry.pl/post/recenzja-ksiazki-dziewczyna-wilkolaka/

    OdpowiedzUsuń
  32. Dary anioła to najbrzydsza okładka jaką kiedy kolejek widziałam i najchętniej zakleiłabym to taśmą :)
    W wolnej chwili zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Najbardziej nie lubię nieoryginalności: kiedy nagle wszystkie książki z tego samego gatunku wyglądają tak samo i są utrzymane w tym samym stylu. Czy naprawdę zawsze trzeba pchać się w to, co aktualnie jest modne, zamiast poświęcić odrobinę wysiłku i zrobić coś oryginalnego, dopasowanego klimatem do treści książki? Swoją drogą mam wrażenie, że projektanci grafik na okładki często nie mają pojęcia, o czym dana książka jest. Przykład - pierwszy tom cyklu "Głębia". Jeśli to sf, to walnijmy na okładce kosmicznego marines z wielkim karabinem i będzie git. Tymczasem w treści książki jest aż jedna krótka scena, w której pojawia się ktoś w kombinezonie kosmicznym i z bronią, ale i tak jest to mega naciągane, bo nie jest to żaden żołnierz. Co prawda akurat ta okładka ładnie koresponduje z kolejnymi częściami cyklu, ale i tak pomysł był kompletnie z d... i o wiele lepiej pasowałby tam ktoś w kombinezonie pilota.

    OdpowiedzUsuń
  34. Mnie, jako fotografa wpienia "pikseloza" na okładkach. No ludzie, nie można znaleźć czegoś w lepszej jakości? Polecam zobaczyć okładkę "Jesień motyli" na żywo- twarz, ogromne nazwisko i piksele, brawo dla grafika! :D

    OdpowiedzUsuń
  35. Zgadzam się we wszystkim co napisałaś! ;) Najbardziej jednak wkurzają mnie twarze na okładkach... No i te "kanciate człowieczki"... Niektóre książki maja naprawdę fatalne okładki, a treść jest wspaniała, przez co bywają niedoceniane, bo ludzie zazwyczaj oceniają po okładkach. Przyznaję bez bicia, że sama tak często robię xd

    zabookowanyswiatpauli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  36. Popieram Cię w każdym punkcie :D
    Zamiast twarzy zajmującej całą okładkę mogliby umieścić po prostu pełny obraz postaci, co wyglądałoby według mnie o niebo lepiej. Nazwisko autora widoczne z drugiego końca sklepu? Przez takie zagrania często ciężko jest zapamiętać tytuł danej książki. Białe czy ogółem jednokolorowe okładki poradników, z prostym jak drut tytułem też od razu skutecznie mnie odstraszają. Natomiast polskie (pierwsze) okładki Darów Anioła to koszmar nad czym okropnie ubolewam, bo cała moja ulubiona seria jest na starcie spalona xD Za to te zagraniczne z czarno-białymi grzbietami są przepiękne! ♥ Szkoda, że nie ma ich w polskim przekładzie :(

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
  37. Mogłabym wymieniać i wymieniać co mi się w okładkach nie podoba, ale to bez sensu, gdyż wymieniłabym dosłownie wszystko o czym wspomniałaś. :D Te okładki "Darów anioła" pozostaną w pamięci czytelników przez jeszcze długi czas. xd Strasznie denerwuje mnie gdy widzę człowieka na okładce, a w książce zupełnie inaczej jest przedstawiony. :(
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  38. Świetny temat! Chyba najgorsze koszmarki ma wydawnictwo Amber. Jeszcze nie widziałam u nich ładnej okładki czy takiej, która by mi się chociaż ciut spodobała. Twarze mi nie przeszkadzają, to chyba zależy od twarzy. Piksele i kanciate człowieczki są okropne. Obwolut też nie rozumiem.
    Za to uwielbiam okładki od Moondrive, Wyd. Otwartego czy SQN.

    OdpowiedzUsuń
  39. Polskie okładki Darów Anioła to koszmar. Aż oczy bolą od Miasta popiołów - nie wiem, kto to miał być? Isabelle?

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail