"18 stopni poniżej zera" - Stefan Ahnhem

03 czerwca

Trzecim tomem serii książek opowiadających o Fabianie Risku Ahnhem udowodnił, że jest mistrzem brawurowych pościgów, skomplikowanych intryg i fenomenalnych dialogów. Trafił w ten sposób do grona autorów, których dzieła czytam w ciemno.

Oczywiście bez spoilerów do poprzednich tomów.


36/2017
Tytuł oryginalny: "Arter Grader Minus"
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: Fabian Risk (tom 3)
Kategoria: thriller/kryminał/sensacja
Liczba stron: 528
Cena okładkowa: 39,90 zł
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Premiera: 11 kwietnia 2017

Brawurowy pościg za aroganckim kierowcą niespodziewanie kończy się w basenie portowym. Po wyłowieniu auta okazuje się, że samochód prowadził milioner Peter Price. Nieszczęśliwy wypadek czy akt samobójczy? Ustalenie okoliczności śmierci nie będzie takie proste, zwłaszcza że okazuje się, iż Brise nie żył od wielu tygodni, a jego ciało zostało zamrożone...


Sięgając po książkę tego autora nie martwisz się, czy będzie dobra, bo Ty już WIESZ, że taka będzie. Po pierwszym akapicie myślisz: „Ooo... zaczyna się...” i przepadasz na długie godziny. Ahnhem jest jak Mercedes na rynku książki – łączy w sobie perfekcję, styl i klasę.

Zazwyczaj ciężko pisze mi się opinie na temat kolejnych tomów jednego cyklu, jednak w przypadku tej serii nie mam z tym najmniejszego problemu. Każda książka jest inna, porusza różne problemy, a i bohaterowie wciąż w jakiś sposób się zmieniają.  

Osobiście czytałam tę serię w następującej kolejności: 

  1. „Dziewiąty grób”
  2.  „Ofiara bez twarzy” 
  3. „18 stopni poniżej zera”
Jeżeli jednak wolicie zapoznać się z nią w kolejności wydania, czytajcie tak: 

  1. „Ofiara bez twarzy” 
  2. „Dziewiąty grób”  
  3. „18 stopni poniżej zera”
„Dziewiąty grób” jest bowiem prequelem „Ofiary bez twarzy”. Możecie je czytać także niezależnie od siebie, jednak aby zrozumieć, co dzieje się w trzecim tomie, należałoby się zaznajomić najpierw z dwoma poprzednimi lub przynajmniej z „Dziewiątym grobem”. Mam nadzieję, że wytłumaczyłam to jakoś sensownie.

„18 stopni poniżej zera” to niesamowity twór (dotyczy to także poprzednich tomów), ponieważ sięgając po tę powieść nie zaczynamy czytać książki, lecz zaczynamy czytać film. Ahnhem zbudował serial na łamach zwykłych kartek papieru. Wiem, że brzmi to ciut niewiarygodnie, ale to święta prawda. Czytając czujemy zapach spalin w środku miasta, wiatr we włosach towarzyszący pogoniom, smród meliny zatwardziałych pijaczków, a nawet metaliczny posmak świeżo przelanej krwi na języku. Poza tym autor ma tak osobliwe i kreatywne pomysły na zabijanie postaci, że zaczyna mnie odrobinkę przerażać. 

[Opinia na temat drugiego tomu tutaj]
Tym razem akcja skupia się na dwóch motywach. Jednym z nich jest zbrodnia doskonała. Mamy do czynienia z perfekcjonistami, którzy każdy swój krok starannie planują i mają przygotowane wyjście awaryjne z każdej sytuacji. Widać, że autor rzetelnie przeanalizował wszystkie możliwe scenariusze i wybrał ten najlepszy, najbardziej intrygujący i prawdopodobny. Drugi motyw to zjawisko happy slappingu. Cóż to za zjawisko? Podejrzewam, że większość z was o nim nie słyszała, nie była świadkami i nie daj Panie Boże prowodyrami. Happy slapping to proceder zapoczątkowany w Londynie, polegający na niespodziewanym atakowaniu niczego nieświadomych ludzi i nagrywaniu całego incydentu. W trakcie takiego zajścia ofiary często są bite i poniżane, nierzadko kończy się to jeszcze gorzej. Po co to wszystko? Uwaga, uwaga. Dla ZABAWY. Nie mam pojęcia, kogo to bawi i jak uszkodzony trzeba mieć mózg, by wymyślić coś takiego. Jeżeli wpiszecie do przeglądarki tę frazę, ujrzycie wiele filmików, które ukazują tego typu akty. Niestety to przeraziło mnie najbardziej – że takie nagrania krążą po internecie, nie są usuwane i w każdym momencie mogą to zobaczyć dzieci lub nieco zagubiona młodzież. Inaczej jest o tym wszystkim czytać, a zupełnie inaczej widzieć i wiedzieć, że coś takiego naprawdę istnieje. Oczywiście to, co widzimy jest tylko częścią tego procederu, kto zna rzeczywistą skalę tej „zabawy”?

Ahnhem w swej powieści ujął najgorszą i najbardziej krwawą stronę happy slappingu, która wstrząsnęła mną do żywego.

Tym razem powracamy odrobinę do wydarzeń z „Ofiary bez twarzy” i w dużej mierze skupiamy się na nastolatkach i skomplikowanej psychice młodocianych przestępców. Ahnhem nie boi się pokazywać do jak skrajnej przemocy są zdolni, a także do jak wielkiego cierpienia się przyczyniają. Nie są to w tym przypadku puste słowa, lecz prawdziwe i niestety nadal aktualne zjawiska.

Trzeci tom serii o Fabianie Risku skupia się bardziej na pracy policji i problemach bohaterów, dzięki czemu możemy lepiej ich poznać. Również przez to „18 stopniom poniżej zera” bliżej do kryminału, niż do thrillera. Sporo dowiadujemy się na temat (często niezdrowych) relacji zawodowych i o tym jak często „stołek” ważniejszy jest od dobra, a nawet życia innych ludzi. W tej części wciąż ktoś pod kimś dołki kopie, zaogniając już dość napięte stosunki między funkcjonariuszami. Do gry powraca Kim Sleizer, a także (co bardzo mnie ucieszyło) moja ukochana, sarkastyczna Malin. Wiem, że istnieje Komitet Na Rzecz Śmierci Fabiana Riska – na szczęście dla członków, ten bohater nie przejął pierwszego planu i w zasadzie akcja skupia się na nim jedynie od czasu do czasu. Nadal uważam, że w porównaniu do innych postaci Risk wypada blado, ale mimo to nawet go lubię. W końcu wziął się za siebie, nie jest już tak mdły i niezdecydowany. 
[Opinia na temat pierwszego tomu tutaj]
Niestety w przeciwieństwie do dwóch poprzednich tomów w „18 stopniach poniżej zera” nie obyło się bez zgrzytu. Największym minusem jest to, że autor chyba za bardzo chciał powiązać niektóre wątki (zwłaszcza z „Ofiary bez twarzy” i „Dziewiątego grobu”), że po prostu niepotrzebnie namieszał. Zapomniał, że czytelnicy są jednak o wiele mniej zżyci i zaznajomieni z bohaterami, niż on sam i szastał nazwiskami na lewo i prawo sprawiając, że czasem czułam okropny mętlik. Szkoda, bo wcześniej byłam zachwycona tą wielowątkowością, którą i tak zawsze ogarniałam, dlatego przed zapoznaniem się z tym tomem cyklu, polecam najpierw przeczytanie poprzednich. Podejrzewam, że lektura trzech części pod rząd rozwiałaby moje wątpliwości dotyczące niektórych powiązań, niestety jednak „Dziewiąty grób” czytałam jakiś rok temu, a „Ofiarę bez twarzy” mniej więcej 6 miesięcy później.

„18 stopni poniżej zera” zawierał wątek paranormalny, który bardzo mi się nie spodobał. Zwyczajnie nie lubię tego typu motywów w kryminałach czy thrillerach, bo wówczas książki te w moich oczach okrutnie tracą na wiarygodności. Jednak muszę przyznać, że był to jedynie niewielki eksces i jeżeli ktoś lubi takie wątki, na pewno będzie usatysfakcjonowany.

To tyle jeżeli chodzi o wady. Nie sprawiają one jednak, że książka jest słaba, o nieeee. Rzekłabym po prostu, że jest „najmniej genialna”, ponieważ poprzednie tomy według mnie nie miały żadnych niedociągnięć.

Autor ma fantastyczny styl, lekkie pióro, nieograniczony wręcz zasób słownictwa, konstruuje ciekawe, wiarygodne i przede wszystkim dynamiczne, niekartonowe dialogi. Jednocześnie inteligentne i zabawne. Bohaterowie nie wygłaszają nader refleksyjnych monologów, często wtrącają się w swoje wypowiedzi i właśnie to sprawia, że jego książek się nie czyta, je się przeżywa. Teraz już wiem, że kocham tego autora całym serduchem i od tej pory niecierpliwie wyczekiwać będę kolejnych jego książek (nieważne jakich).

Książka wydawnictwa:

http://www.marginesy.com.pl/

Zajrzyj również tu

18 komentarzy

  1. Owa seria nie do końca trafia w mój gust czytelniczy, dlatego jednak odpuszczę ją sobie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zainteresowałaś mnie tą serią. Co prawda, nigdy o niej nie słyszałam, ale teraz wiem, że muszę ją sobie skądś wytrzasnąć. Ponieważ sprawy są różne w każdej z jego książek, to według mnie wątki nie powinny się łączyć, bo jakbym chciała zabrać się za ostatni, to lipa, bo nic nie zrozumiem, albo zrobię sobie jakiś spoiler do poprzednich części i tyle. xD
    Jeśli chodzi o Happy Slapping to pierwsze słyszę taką nazwę, ale o takich przypadkach nagrywania aktów przemocy na przypadkowych osobach spotkanych na ulicy już słyszałam. Nie rozumiem tego społeczeństwa i nie wiem, co jest w tym zabawnego... Widać, że ci ludzie są zbyt głupi, żeby objąć rozumem tą ich pseudo zabawę. Jak się nudzą niech sobie pogrzebią łapami w czterech literach, a nie atakują ludzi. Takie filmiki powinny być dowodami w sprawach, żeby wsadzić takich idiotów do więzienia. Może tam nauczą ich pokory, choć szczerze w to wątpię. Hehehe w takich sytuacjach zawsze Lex się oburza, wybacz, że akurat tak tutaj marudzę strasznie. xD
    Młodzież uważa się za bezkarną, a nie mają pojęcia, jak bardzo się mylą. Choć większość z nich musi mieć trociny w głowach zamiast mózgów, skoro dla przyjemności lub z jakichś głupich pobudek kogoś pobiją, albo gorzej... Są oni równie niebezpieczni jak dorośli, choć tak się nie wydaje. To ich jedyna przewaga - niewinny wygląd. xD Koniec marudzenia. :)
    Z chęcią bym się zapoznała z twórczością Stefana Ahnhema, ale kiedy to wszystko przeczytać? xD Życie jest zbyt krótkie, aby zdążyć zapoznać się ze wszystkimi książkami, które nas interesują. xD Do mojej długiej listy na sto procent dołączy.
    A zdjęcie naprawdę zaje...fajne! xD Skąd ty bierzesz pomysły na ich robienie? xD Za każdym razem jak się im przyglądam, choć mówisz o braku weny, widzę, że wszystkie zdjęcia są zrobione perfekt. xD Ja nie mam pomysłu na ich robienie i sama nie wiem, czego już od nich oczekuję. xD Jednak tobie wychodzi to z łatwością, Kasiu. :D
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trociny brzmią dość sensownie :D
      No cóż, czytałam już (na szczęście nie za często byłam świadkiem) o różnych patologiach, ale ten proceder chyba przebija wszystko. "Najśmieszniejsze" jest to, że happy slapping jest dość akceptowalny przez... chyba wszystkich, od członków społeczeństwa po organy ścigania.
      Kobieto! Na tego autora po prostu musisz znaleźć czas! Mówię Ci, pokochasz go :D
      Haha strasznie nie podoba mi się to zdjęcie, ale skoro już upaćkałam moje jedyne czerwone spodnie sztucznym śniegiem i narobiłam strasznego bajzlu, to już je dałam xD Ale dziękuję Ci bardzo <3
      Buziaki! :D

      Usuń
    2. Poważnie? Widać, że nawet organy ścigania zbyt dużo oleju w głowach nie posiadają... Szkoda słów, bo i tak nic nie zdziałamy tutaj. ;/
      Hehehe lista długa, nie maleje choć czytam, a tylko rośnie... xD Mimo wszystko bardzo mnie kusi i muszę go jakoś zmieścić na tej liście. xD
      No tak, skoro poświęciłaś ubrudzeniem spodni i narobieniem bałaganu to szkoda właśnie tego zdjęcia nie wstawić, a według mnie wyszło zajebiście! xD Takie dosłownie rodem wyjęte z tej okładki! :D

      Usuń
  3. Czyli co, muszę zacząć kupować książki tego autora? Ehh... przez Ciebie zbankrutuję ;)

    PS Nie wiem czy to moja wina, czy bloggera, ale ten wpis ładował mi się dobre 30 sekund, gdzie zwykle trwa to 2-3 sekundy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, musisz, po prostu musisz!
      Podejrzewam, że Twoja przeglądarka czytała mój komentarz, w którym pisałam, że Twojego bloga mi ciągle wywala i chciała się zemścić.

      Usuń
  4. Nie miałam jeszcze okazji czytać żadnej książki autora, ale na mojej półce stoi (już dość długo) „Ofiara bez twarzy”, więc z pewnością to od tej zacznę. A potem, mam nadzieję, sięgnę po kolejne, więc i po tę. Trochę mnie zmartwiłaś tym wątkiem paranormalnym, bo ja podobnie jak Ty nie lubię takich w kryminałach i thrillerach, ale może nie będzie mi to przeszkadzać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Eee, nie. w sensie nie mój typ ksiązek i chyba nie za bardzo by mnie nie zainteresowała. Tak mi się wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje się mega ciekawa jak tak teraz poczytałam tę recenzję. Nie słyszałam teog pojecia Happy slapping, teraz troche więcej o nim pogrzebie z ciekawosci.
    No i te twoje zdjecia. :D
    Ksiażki maja z Toba przygode jak je tak na wycieczki zabierasz

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam, że pierwszy raz spotykam się z tym autorem, nigdy wcześniej o nim nie słyszałam, ale po Twojej recenzji, chyba się zapoznam, jeżeli tylko dopadnę w bibliotece. Lubię tego typu książki, ostatnio czytałam "Syreny" Knoxa i wkręciłam się w te klimaty :)

    OdpowiedzUsuń
  8. W ogóle nie słyszałam ani o tej serii ani o autorze. Ja nie bardzo lubię takie klimaty, czy raczej, są mi obojętne i sięgam po nie głównie jako przerywnik między fantastyką, ale przyjaciółka bardzo się w tym lubuje i muszę jej to podrzucić.

    Tak, nie słyszałam o tym happy slappingu i tak, to jest przerażające, że takie nagrania swobodnie sobie krążą po internecie. I jeszcze ta nazwa: HAPPY slapping...

    OdpowiedzUsuń
  9. Seria, którą zdecydowanie powinnam się bliżej zainteresować, działania w tym kierunku podejmę niezwłocznie. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  10. To jednak nie jest mój typ książki, ale wątek wydaje się być bardzo ciekawy.
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo pozytywna i zachęcająca do czytania recenzja :)
    Życie w Książkach

    OdpowiedzUsuń
  12. Już kiedyś zauważyłam u Ciebie recenzje "Ofiara bez twarzy" i mam ją na swojej liście tak więc nie będę się za wiele produkować: mam zamiar przeczytać całą serię (po kolei :D).

    OdpowiedzUsuń
  13. Hi!
    I just have seen your blog and I am following u, I hope u can visit mine and follow me if u like.
    Great post!
    Kisses ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspominałam, że to zdjęcie z ręką jest przerażające? Nie? Tak? Trudno, wspomnę jeszcze raz XD
    Tak coś czułam, że jak wejdę w tego linka to wyjdę z nową książką do przeczytania...

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail