Co z tą pocztą?!

26 czerwca

Przesyłka za pośrednictwem poczty jest chyba najczęściej wybieraną opcją. Dlaczego? No cóż, na pewno nie ze względu na cenę. Przyzwyczajenie Polaków? Ogólnodostępność? Być może.


Do niedawna również zazwyczaj wybierałam tę formę dostawy, gdy zamawiałam nowe książki. Teraz na dobre zaprzestałam korzystania z usług poczty polskiej. Są po prostu inne, tańsze rozwiązania.

Poza tym słyszałam już wiele historii od osób, które przez cały dzień były w domu, drzwi były otwarte, a zaskakiwało je awizo pozostawione między drzwiami a framugą. Niektórzy listonosze są jak ninja.

Księgarnie zazwyczaj oferują nam opcję przesyłki za pomocą poczty polskiej z doręczeniem do domu, bądź odbiorem w punkcie, ewentualnie kurier poczty. 

Dostawa do domu to mniej więcej koszt około 8 zł. Odbiór w punkcie 5-6 zł? Tak mniej więcej. Kurier poczty polskiej to koszt około 10 zł.  Oczywiście przesyłka pobraniowa jest droższa. O ile? Różnie to bywa, nieraz jest to 2 zł, a nieraz 8 zł, zależy od księgarni czy sprzedawcy.

Rzecz jasna, gdy to my, zwykli, prości ludzie chcemy wysłać paczkę, musimy zapłacić o wiele więcej.
Oczywiście jakby usługi poczty polskiej były zbyt tanie, to od lutego 2017 znów podrożały. Jupi, jupi! Teraz mogę płacić jeszcze więcej!

Do lutego było tak:



Teraz jest tak:


Ceny najbardziej zmieniły się jednak w przypadku przesyłek listowych z zadeklarowaną wartością:


Teraz są takie:



Wiadomo, pieniądze to nie wszystko. Może więc jakość usług jest tak fantastyczna, że warto dopłacić?
Niekoniecznie.

Pierwsza sprawa: listonosze. Zależy jak trafisz, człowieku. Raz syfilis, a raz malaria. Oczywiście zdarzają się również tacy, którzy zamiast awizo przynoszą listy i paczki, ale to tylko legendy. Bywają i tacy, po wizycie których nawet awizo nie znajdziesz.

Druga sprawa: panie w okienkach. Kurde, nie chcę nikogo obrażać, ale pracownicy PP przeważnie są jak panie w dziekanatach. Sytuacja z życia wzięta: stoję przed drzwiami tego okrutnego miejsca, z którego nie wszyscy wracają, w końcu wybijam się na przód kilometrowej kolejki, nieśmiało pukam, cichutko wyrywając się z pytaniem: "Czy można?" i po pełnym pogardy pomruku z drugiej strony, wchodzę niepewnym krokiem do tej najciemniejszej otchłani Mordoru. W przebłysku odwagi (bądź głupoty) mówię już głośniej, że "Chciałabym podbić legitymację". W odpowiedzi słyszę kulturalne i jakże urocze sformułowanie: "Zara". Myślę sobie - w porządku, poczekam, w końcu wykład nie zając, nie ucieknie i czekam przez bite 5 minut, aż Pani zje sobie pozostałą połowę drożdżówki i przygotuje kawę. Okej, jam jest dziecię tolerancyjne i nawet jeśli mają przerwę śniadaniową to przecież pani z dziekanatu też człowiek i pewnie zgłodniała. Po 10 minutach wytrwałego wyczekiwania słyszę upojne słowa: "Niech da". Po zwycięskim podbiciu mej legitymacji (no cóż, dla Napoleona sukcesem było podbijanie kolejnych krajów, ale nie każdy ma takie ambicje), wybiegam z dziekanatu niczym triumfator igrzysk ukoronowany wieńcem laurowym, dzierżąc dumnie w dłoni mój cudowny kawałek plastiku, pośród wściekłej burzy gromkich oklasków i zazdrosnych spojrzeń osób, które nadal czekają na swój moment prawdy. 
Na poczcie jest podobnie - wszystko robione z wielką łaską. 

Oczywiście odbieranie nawet awizowanych przesyłek jest problemem. Poczta nie ma sprecyzowanej procedury odbioru paczek (albo mają, ale każdy to olewa i robi jak chce) i jeżeli sami nie możemy danej przesyłki odebrać, to nikt inny raczej tego za nas zrobić nie może. Żeby nie było - pewnego razu nawet moja mama, po okazaniu swojego dowodu osobistego (w którym jak byk, widniał ten sam adres, na który przyszła przesyłka), nie mogła jej odebrać. Bo co? Bo "Pani Katarzyna musi się zjawić osobiście". Dlaczego? Nie wiadomo i jeszcze nie byłoby w tym nic złego (w końcu dbają, żeby paczucha nie wpadła w niepowołane ręce), lecz kolejnym razem podchodzę do okienka (akurat tej Pani nie znałam i nigdy nie widziałam jej na moje piękne oczy) i nie musiałam się nawet przedstawiać, by przesyłka została mi wydana. W zasadzie mogłam być jakąś tam Anią Kowalską, która powiedziała, że przyszła po przesyłkę na ten i ten adres i już.

Trzecia sprawa: fatalna organizacja. Kolejna sytuacja z życia wzięta: czekałam na paczkę z upragnioną książką. Był piątek, a w soboty w moim mieście niestety poczta nie pracuje. Cały dzień sprawdzałam stan przesyłki i w końcu widzę! Jest! Tak! Jest już na poczcie! Jadę więc 5 km do oddziału tych zdzierusów i mówię do (akurat bardzo miłej) Pani, że przyszła paczka, ale chciałabym ją odebrać, zamiast czekać kolejne trzy dni na listonosza. Kobiecina wklepuje mój adres do najnowocześniejszego na świecie komputera z dużą dupą i idzie po paczuchę. Praktycznie skaczę z podekscytowania przed tym cholernym okienkiem, za mną stoi jeszcze 10 osób i w końcu tak! Tak! Wraca! Jednak to nie ta przesyłka, to inna książka, od wydawnictwa. Układam usta w podkówkę i zrozpaczona wracam do domu. Wkrótce jednak coś mnie tknęło i spoglądam na numer listu przewozowego i okazuje się, że to NIE TA PACZKA. Ta druga, na którą tak czekałam, również była do odebrania, ale oczywiście system, z którego korzysta poczta polska pamięta jeszcze czasy gołębich przesyłek i jazdy konnej i nie ogarnął, że jest również inna do odebrania.

No i jeszcze hicior nad hiciory: bardzo często dostaję książki zapakowane w papier lub karton. Kiedy sama chcę coś wysłać, zawsze muszę kupować koperty bąbelkowe, podczas gdy mam pełno kartonowych opakowań po tych przesyłkach, które przyszły do mnie. Zapytałam więc panią w okienku czy mogę zapakować w karton. Powiedziała, że absolutnie nie ma takiej opcji, bo wtedy to już będzie paczka. Mówię: okej, ma to jakiś sensu. Pytam więc, czy może być zapakowana w papier. Ona znów, że nie. Pytam dlaczego. Babeczka na to, że "Nie, bo nie, musi być koperta bąbelkowa". No, tyle się dowiedziałam. 
Jak widać w tej kwestii również zdania są podzielone, ponieważ na niektórych pocztach można wysyłać książki listem poleconym w kartonie lub w papierze, a na innych nie.

Czwarta, ostatnia i najbardziej paskudna sprawa: fatalne usługi przewozowe. Paczki i listy z książkami przychodzą do mnie kilka - kilkanaście razy w miesiącu i niestety już nie raz rzucałam nożkurwami pod adresem tej instytucji. Poobdzierane koperty bąbelkowe, zmiażdżone kartony i Bóg wie, co jeszcze. Jakie były tego skutki? Pozaginane okładki książek oraz brudne i oberwane strony. Rozumiem, że czasem może się tak stać, że coś się urwie czy zagnie, ale no błagam, nie żyjemy już w XII wieku i w użyciu mamy już tak cudowny wynalazek jak taśma klejąca.

Niestety jakimś cudem nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby zrobić zdjęcie takiej przesyłki. Poszperałam więc trochę w internecie, żeby pokazać wam, w jakim stanie przychodzą nieraz listy i paczki (wszystkie zostały doręczone przez pocztę). 

[źródło]
[źródło]
Przesłała: Klaudia :)
[źródło]

ZAPOMNIAŁABYM! Listy nierejestrowane. Przesyłki tego typu dziwnie często "gubią się", a my nie możemy mieć do nikogo pretensji, bo to list nierejestrowany a zawartość nieubezpieczona.

Oczywiście usługi poczty polskiej mają wiele zalet jak np. możliwość monitorowania przesyłek rejestrowanych, odbioru paczki w punkcie, nawet to, że mimo wszystko paczki przychodzą w dobrym stanie i tak dalej, lecz niestety przez ten cały syf, z którym się spotkałam, cierpię już na trwałą awersję w stosunku do tej instytucji. Co mi pozostaje? Modlić się, aby poczta straciła monopol, a nareszcie wszystko zmierza w tym kierunku.

Z drugiej strony podejrzewam, że pracownicy poczty mieliby sporo do powiedzenia na temat swoich klientów. O. Może chcielibyście poczytać relację z pracy takiej osoby? :D
Myślę, że mógłby to być ciekawy wywiad. Zapewne z drugiej strony wygląda to zupełnie inaczej i to w zasadzie cud, że dostajemy nasze przesyłki, ale no cóż, jestem zwykłym konsumentem, który widzi wyniki pracy tej instytucji i nie są one zbyt zadowalające.

Jakie są wasze doświadczenia z usługami poczty polskiej? Preferujecie tę formę przesyłek, czy może inne? :)

Zajrzyj również tu

35 komentarzy

  1. Skąd ja to znam -.- Jak kiedyś zamówiłam paczkę to na Poczcie odesłali mi ją do nadawcy po 2 min. bo nie odebrałam telefonu. Ciul że byłam w pracy i nie mogłam odebrać... Całe szczęście w końcu jednak dotarła, dzięki pani ze Znaku, bo do niej napisałam. A listonosze? U nas kobieta przez rok nie mogła zapamiętać że 18 lat skończyłam (wtedy) 4 lata temu. I nie mogłam odebrać żadnych listów poleconych, bo nie jestem dorosła. Myślałam że mnie trafi coś przy tym. Teraz zamawiam mniej, ale nie zliczę ile listów mi zgubili... Przez co musiałam jeszcze marnować kolejny dzień na stanie w kolejce żeby dać te durne listy jeszcze raz.
    swiatrico.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo, brawissimo.
      Generalnie totalna masakra i widzę, że nie tylko ja mam tak miłe doświadczenia z pocztą ...

      Usuń
  2. Ja jeśli mogę to staram się nie korzystać z poczty polskiej, ale wiadomo, że nie zawsze jest alternatywa. Jeśli już muszę to robić, to obowiązkowo list polecony, bo inaczej paczki giną bezpowrotnie. Lub czasami wolę dopłacić do kuriera pocztowego lub zwykłego kuriera.
    A co do tych zmian w cenach, to aż szkoda komentować. Ostatnio chciałam wysłać listem poleconym ekonomicznym książkę. Dawno za tą usługę zapłaciłabym coś koło 7-8 zł teraz 9,8 zł, a najlepsze jest to, że dopłaca się 20 gr i jest priorytetem. Śmiechu warte. Nie wiem co za inteligent to wymyślał.
    U mnie na poczcie panie na szczęście nie są takie złe i zachowują się w marę kulturalnie. Czasami mają gorszy humor i są trochę mrukliwe, ale każdemu się zdarza. I nigdy nie zdarzyło mi się dostać tak zniszczonej przesyłki, jak na powyższych zdjęciach. Czasami lekko naderwana koperta, czy lekko wgnieciony karton. Widocznie miałam farta.
    Co do systemu i organizacji, to w zupełności się zgadzam. Nawet dzisiaj miałam przypadek, że idę odebrać dwie przesyłki, daje dwa awiza, a pani w pierwszej kolejności wszystko sprawdza w komputerku, a później wraca z jedną przesyłką i gdybym się nie upomniała, to na tym by się skończyło ;P
    Z tym pakowaniem w papier też się spotkałam, tzn. dostałam taką książkę wysłaną jako list, ale sama tego nie próbowałam :)
    Problem jest w tym, że poczta nie ma konkrecji i dopóki tak będzie to nic się nie zmieni.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zastawiam się nad ideą zwykłego listu. Po co to w ogóle istnieje, skoro większość przesyłek i tak się "gubi"?
      No tak, bo w ten sposób mają 20 gr więcej, bo oczywiście każdy bierze priorytet, ale to nie oznacza,że jest on taki. Nie. Po prostu ekonomiczny ma zawyżoną cenę.
      Strasznie mnie to wkurzyło, bo dlaczego w niektórych placówkach się da, a w niektórych nie?
      Pozdrawiam również! :)

      Usuń
  3. Iść na pocztę to strach i wyprawa prawie jak pod górę Smauga. Zawsze jak idę wysyłać książkę to wcześniej w domu ją sobie ważę, by nie być zaskoczoną. Dziwnym trafem u mnie zawsze kwalifikuje się ona na gabaryt A, a pani na poczcie zawsze liczy ją za B. I co, upomnisz się? Skażenie kropelkami z układu oddechowego gwarantowane. Raz się pokłóciłam z panią, bo chciałam nierejestrowaną, a ta mi chciała wcisnąć rejestrowaną. Jej argument był jeden, powtarzany w kółko, że "nierejestrowane się gubią". I mam wrażenie, że poczta dla czystej profilaktyki gubi nierejestrowane przesyłki, żeby zastraszyć klientów i pokazać im, że warto zainwestować 2x więcej w rejestrowaną

    Pozdrawiam i życzę powodzenia w dalszych bitwach! xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gab A czy B nie zalezy od wagi!!!! jeżeli list jest wiekszy niz a4 lub grubszy niz 2,5 cm to juz jest gabaryt B. Reszta tych cieniutkich malutkich itd itp to gab A.

      Usuń
    2. Nie chcę nikogo oskarżać, ale jestem ciekawa gdzie tkwią te wszystkie "Zgubione" przesyłki... Może Święty Mikołaj je zagarnął?

      Usuń
  4. Ja się naprodukowałam z pisaniem komentarza i mi go wsysło :D w każdym razie raczej nie korzystam z usług PP, a listonosz boi się wejść na moją posesję ze względu na psa, który jest wielkości przerośniętej świnki morskiej :) A paczuchy z książkami odbieram w kiosku RUCHu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochany blogger <3
      Ja też uwielbiam odbiór w kiosku!

      Usuń
  5. Pocztą Polską przychodzą do mnie jedynie książki od niektórych wydawnictw, bo gdy kupuję je sama, to albo wybieram opcję z odbiorem osobistym, albo do kiosku ruchu ;) Co do PP - ja na nią nie narzekam - listonosz jest w porządku, a i panie, które pracują w dwóch najbliższych mi placówkach nie robią problemów. Prawie nigdy sama nie odbieram swoich paczek, robi to za mnie moja mama, która często nawet nie ma ze sobą awizo :D
    Bolą mnie jedynie ceny... Sama zwykle wysyłałam konkursowe/sprzedane książki za pośrednictwem poczty, ale ponad 10 zł za przesyłkę to lekka przesada :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również, nawet przestałam zamawiać kuriera, bo co jeden to lepszy.
      No widzisz, u Ciebie można xD
      "leciutka"...

      Usuń
  6. Moja mama pracowała do niedawno na poczcie i...szczerze mówiąc dla niej to była mordęga. Reszta pracowników łącznie z panią naczelnik miały/mają innych ludzi za nic, a więc nie tylko od zewnątrz wygląda to nieciekawie. Sama mama podkreślała, że nie raz paczki przychodziły lub wychodziły do/od nich uszkodzone, bo niekiedy rzucano nimi na różne sposoby lub upychano, aby zmieściło się jak najwięcej.

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja profilaktycznie zawsze zamawiam przesyłkę rejestrowaną żeby później nie mieć problemu. Do tej pory zawsze wszystko doszło i tylko raz miałam sytuację, gdzie paczka była rozwalona, ale to nie była wina poczty tylko pakującego, który zapakował kilka dość ciężkich komiksów w zwykłą papierową kopertę, która nie miała innego wyjścia, jak się rozerwać. Więc jeśli wysyłać książkę, to tylko w kopercie bąbelkowej.

    Z paniami na poczcie też raczej nie mam problemu, czasem zdarzy im się gorszy dzień, ale nie zdarzyło mi się, żebym została potraktowana z łaską. Co innego w dziekanacie... :) Sama jednak staram się zamawiać przesyłki do kiosków ruchu, bo jest taniej i mogę odebrać kiedy chcę, a jak nie mogę kiosku ruchu, to biorę paczkomat. Poczta jest ostatecznością. Natomiast gdy sprzedawałam książki, to wysyłałam je pocztą polską i wszystko doszło, tylko te przesyłki strasznie drogie :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Ehh jak ja znam ten ból... odkąd dostaję książki do recenzji to już nie raz i nie dwa doszła do mnie potargana koperta i często się zastanawiam, przez co ona tam przechodzi... Najgorzej jak książka w środku jest uszkodzona... A o tym, że się gubią paczki, albo przychodzą po kilku tygodniach to już nawet nie wspominam...

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja rzadko korzystam z usług poczty polskiej - jak jestem zmuszona przez koszty kuriera DPD, czy UPS to niestety nie mam wyboru, a jestem takim leniuszkiem, że chcę dostawę do domu. ;p
    Jak do tej pory skorzystałam z usług poczty polskiej chyba tylko raz, kiedy zamawiałam coś na "naregale". Efektu dostawy wtedy nie zobaczyłam, bo wujek odebrał paczuszkę, żadnych problemów z tym nie mieli, że nie odbieram osobiście. xD W każdym razie dwie książki wygrane w konkursach przyszły do mnie za pośrednictwem poczty. Akurat nie miałam o co się czepiać, chociaż jedna z nich miała zagięty róg, ale paczka była nienaruszona, więc to nie była wina listonosza.
    Ogólnie nie miałam żadnych złych doświadczeń z tą formą dostawy. Oczywiście nie korzystam z niej prawie w ogóle, bo jak złego wrażenia sobie nie wyrobiłam o poczcie, to korzystam z niej jak najmniej. xD Wolę bardziej kuriera, choć niestety dostarczanie przez nich paczek jest najdroższe... Będę chyba musiała zmienić przyzwyczajenie i przerzucić się na inną formę. xD Dlatego tak ciężko mi uwierzyć w efekty, które widzę w tym poście, jednak to nie jest niemożliwe. xD
    Z chęcią przeczytałabym wywiad z taką osobą. To byłoby bardzo ciekawe. :D
    Ps. Powaliłaś mnie tym tekstem "Niektórzy listonosze są jak ninja.". Po prostu się popłakałam ze śmiechu! Kobieto, skąd ty bierzesz takie teksty... xD
    Pozdrawiam Lex May

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale przecież to nie jest nic dziwnego, że bez odrębnego pełnomocnictwa pani z poczty nie wyda mamie/babci/mężowi/koleżance z klatki przesyłki poleconej, która jest na Ciebie, więc z tym "oburzeniem" zgodzić się nie sposób.
    Z resztą zupełnie się zgadzam ;)
    I ja mam tyle fajnie, że mam rzetelnego listonosza, więc tyle kłopotu mniej ;)
    Malwina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no pewnie, nawet zaznaczyłam, że ma to sens, lecz jezeli innym razem podchodzę do nieznajomej kobieciny ona daje mi paczkę bez jakiegokolwiek pytania, to coś tu jest nie teges.
      No to tylko zazdrościć można :D

      Usuń
  11. Niestety wysyłka pocztą jest jak na razie najbardziej dostępna, ale cóż... wiele razy się na niej przejechałam. Moje przesyłki dochodzą niekiedy tak poszarpane i zniszczone, że aż serce boli. Do tego ceny są przerażająco wysokie - nieraz przy okienku oczy mi niemal wyskakują na wierzch.

    OdpowiedzUsuń
  12. na szczęście na mojej dalekiej warmińskiej wsi od lat jeździ ten sam listonosz, nigdy jeszcze nie miałam zostawionego awizo (może mieć na to wpływ fakt, że wozi paczki samochodem, nie musi ich dźwigać), ale mam podobne odczucia co do działania całej instytucji. z tymi kopertami ochronnymi to pewnie dlatego, że musiałabyś ją kupić na poczcie, czyli jeszcze trochę na Tobie zarobią. Bo na poczcie za kopertę zapłacisz dwa-trzy złote, a za tę samą cenę masz na allegro 10 takich kopert :D pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przyznam, że jak czytałam ten post, to zastanaiwałam się, czy mamy na myśli tę samą instytucję :P Moje wrażenia są zgoła odmienne.
    Ja na pocztę nie narzekam. Wiadomo, jak każda instytuacja ma swoje wady.
    Akurat co do przesyłania w kopertach bąbelkowych nie mam nic - uważam je za najlepsza (najtańszą) formę wysyłki książek tak, by nie były zniszczone. Zamiast kupować je za 2,50 na pociczcie idę do hurtowi i za 3 złote mam pakiet 10. Nawet nie wiedziałam, że jest to wymóg.
    Co do listonosza - bywało różnie. Na początku tego, jak rozkręciłam się z blogowaniem i zaczęło przychodzić do mnie dużo paczek, to listonosz faktycznie zostawiał awizo. Napisałam skargę i teraz przynosi do domku :) Jednym problemem, jaki faktycznie miałam było to, że zanim byłam pełnoletnia to facet nie chciał mi wydać, bo nie byłam pełnoletnia, przy czym na pocztę mogłam iść sama z awizo. Teraz już problemów nie mam.
    Panie na poczcie bardzo miłe, zawsze pójdą mi na rękę - jak zabraknie mi kasy to mogę donieśc następnego dnia, jak czasem nie mam dowodu to mnie już pamiętają, że ja to ja i wydadzą paczkę.
    Co do cen - faktycznie to boli, ale z durgiej strony fajnie, że różnica między ekonomicznym a priorytetowym jest tak niska - zawsze szybciej dojdzie do odbiorcy.
    Nigdy nie dostałam zniszczonej paczki, więc nie mogę narzekać.
    Jedno, co mnie rzeczywiście wkurza to to, że o której godzinie bym nie poszła, to są kolejki... Jak nie emerytki, które atakują o 11, to ludzie po pracy, którzy nie są śwadomi, że jak na awizo jest napisane: "wydawanie przesyłek awizowanych od godziny 19" to, przychodząc o 19, odejdą z kwitkiem. Aczkolwiek to trochę wina złego zarządzania zasobami ludzkimi, bowiem u nas na poczcie jest ewidentnie potrzeba większej ilości okienek, ale poczty na to nie stać :(

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj
    Obecnie mało korzystam z usług Poczty Polskiej. Jedynie co to kartki na święta i pozdrowenia z wakacji. :D
    A co...

    Kiedyś pamiętam z czasów studenckich była niezła jazda. Zamówiłam od dziewczyny książkę potrzebną na studia do przeczytania i chciałam jej wysłać pieniądze. Ale co się stało. Niechcący dziewczyna napisała zły adres literówka o jedną literkę z 'a' na 'e' i przez ten błąd nie doszła paczka bo odesłali ją u mnie na poczcie do niej z powrotem bo... nie ma takiej ulicy. Pisanie sprostowań itd... jak ona tak jak i ja musiałam. wysyłanie faksami, bo przez telefon nie może być, bo przecież każdy może się pode mnie podszyć. masakra... a i druga sprawa, że pomyliłam kiedyś numery mieszkań i dziewczyna czekała z 2 tygodnie na kasę, a co się stało, poczta nie odesłała pieniędzy z powrotem do mnie tylko milczała...

    Poza tymi 2 razami nie powiem wiecej nic złego i nadal przesyłam tu lub z powrotem rzeczy (jeśli trzeba) z pilnym monitorningiem.

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie listonosz to bardzo wspaniały człowiek, wszystkie paczuszki, listy polecone dochodzą bezpiecznie, w całości. Co się tyczy miejsc odbioru PP to pozostawia wiele do życzenia- panie tam pracujące to się chyba powinny nauczyć dobrych manier i niewyrzucania swoich skomasowanych emocji na innych ludzi. Kilka razy dały to odczuć. Nic przyjemnego... . Jednym słowem masakra. Kiedyś wysyłałam paczkę do przyjaciółki i wszystkie dane napisałam na kopercie, co by nie wypisywać tego druczka. (Sama tak wielokrotnie dostawałam). Nie... . Zrobiła kobita problem i jeszcze się darła, a za mną kolejka ok.10 osób. I wszyscy zdenerwowani wpatrują się we mnie, mnie również nerwy zaczęły ponosić. Jakoś wytrzymałam, nigdy więcej... . Od teraz wole dać parę złotych więcej kurierowi i dostarczyć paczkę bez żadnych problemów, przy miłej obsłudze. Jeżeli zamawiam jakieś rzeczy to korzystam z kuriera, paczkomatów lub paczki w ruchu.
    PS Chętnie przeczytałabym wywiad z taką osobą.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też raz miałam bardzo porozrywaną kopertę zapakowaną w folię z PP a raz w skrzynce otwartą kopertę i pojęcia nie mam co w niej miało oprócz książki i listu być😠
    Moja listonoszka z racji tego że jest moją"znajomą"przetrzymuje u siebie w domu przesyłki do mnie. I to szczególnie na weekend. Nie wiem prześwietla je czy co. Powiedziałam sobie,że zgłoszę sprawę do kierownika poczty bo szlag mnie trafia!!! Raz przyniosła mi pocztę(w tym przesyłkę z książką) a za godzinę drugą przesyłkę z książką i czekoladą dla córki(11-latka odebrała)za to że..no w sumie nie wiem za co ta czekolada,że ona drugi raz musiała podejść pod mój dom i donieść paczkę? Dziwne...

    OdpowiedzUsuń
  17. Osobiście nie mam z Pocztą Polską AŻ TAK wielkich problemów, ale i tak znajdzie się kilka rzeczy, na które można by ponarzekać. Głównie jest to właśnie stan paczek, które czasem trafiają do mnie, wyglądając, jakby po drodze przeszły przez gardła co najmniej kilku wściekłych psów. Teraz bardzo często wybieram już wysyłkę Paczkomatami InPost, bo czas dostawy jest znacznie krótszy i nigdy nie miałam z nimi żadnego problemu. :)

    Pozdrowienia i buziaki! (Jeśli masz ochotę, na moim blogu trwa konkurs!)
    BOOKS OF SOULS

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem w totalnym szoku, do mnie jeszcze żadna paczka nie przyszła uszkodzona i mam nadzieję, że tak się nie stanie, a ja wam dziewczyny bardzo współczuje, lepiej że by już takie książki nie przychodziły.
    Pozdrawiam :D
    http://gosiaandbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeśli tylko mogę, korzystam z kuriera, paczkomatów albo paczki w Ruchu. Ostatnio wysyłałam kilka książek pocztą i zapłakałam, bo znowu podrożało... Szkoda, że nie poszła za tym jakoś obsługi. Na mojego listonosza nie narzekam - złego słowa na niego nie powiem, ale wiem, że ninja nie są jakimś niespotykanym zjawiskiem.

    OdpowiedzUsuń
  20. Po tych zdjęciach nieco kopara mi opadła, bo niektóre paczki wyglądają tak, jakby ktoś się nimi bawił z psem.
    W każdym razie uważam, że poczta polska to ciąg niekończących się anegdot. U mnie w placówce, kiedy byś nie weszła to babka gada przez telefon. Poza tym mają ciągle problemy z sprzętem, bo jest przestarzały, rzadko, kiedy są uprzejme (choć wiadomo, że różnie można trafić) no i śmieszy mnie robienie z poczty bazaru. Często miewam wrażenie, że szybciej dostaniesz tam prezerwatywe niż usprawnią swój system. Z listonoszami też bywa różnie; jeszcze za łebka miałam takiego gościa, co nawet nie wchodził na podwórko, tylko brał gumkę recepturkę i przyczepiał nią listy do słupka łączącego ogrodzenie z bramką. Jak było ciepło to w dupie, ale zdarzało się też tak, że padało, a wtedy list trafiał do odbiorcy w połowie mokry. Teraz z kolei mam wrażenie, że jakoś bardzo często przychodzi mi awizo, chociaż zazwyczaj, ktoś jest w domu. Nie wspominając o tym, że kilka razy z rzędu trzeba było iść do sąsiada, bo listonosz włożył do naszej skrzynki list kogoś innego. "Ta druga" strona pewnie też jest w stanie opowiedzieć o kilku absurdach, ale mam silne przeczucie, że jednak klienci nie pobiją obsługujących. Pozdrawiam, Wielopasja

    OdpowiedzUsuń
  21. Powiem wam szczerze, że InPost jest jeszcze gorszy... Wysłałem przeszło 1000 sztuk mojej książki i nie mam zamiaru korzystać z ich usług ponownie. Przerzuciłem się na PP, podpisałem umowę i jak na razie jest ok :)

    Co do cen, to w przypadku wysyłki jednej sztuki książki której wymiar kwalifikuje się na gabaryt A, to nie ma tańszej opcji od poleconego.

    Z InPost dostałem wiele zwrotów (z ich winy). To, w jakim stanie wróciły książki... bez komentarza. Z PP zwrot miałem jeden, był to list zwykły i wrócił w nadzwyczajnie dobrym stanie!

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak czytam i się cieszę, że ja żadnych problemów nie mam z pocztą :D Listonosz to mój znajomy i raz jak zostawił awizo to po prostu zadzwoniłam, żeby następnego dnia (o ile da rady) wziął moją paczkę ze sobą :) Nie było problemu ;)
    Natomiast chyba ze dwa razy dostałam obszarpaną paczkę z książką dowiezioną przez kuriera. Na szczęście z książkami nic się nie stało :)
    Mam ogólnie fajną pocztę i dopóki nic się nie zepsuje, to będę ich chwalić :D
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  23. Co do poczty to chcę jak najdalej od tej placówki naprawdę :) W większosci masz rację chociaż oczywiście zadrzają się też wyjątki:chociaż ceny na poczcie są horrendalne i do tej pory nie mogę ich zrozumieć to ostatnio jednak trafiłam na miła babkę na poczcie ale to się nazywa mieć szczęście. Co do stanu paczek w jakim przychodzą no to miałam sytuację gdy koperta bąbelkowa została rozerwana no ale nic i tak z tym nie zrobię :(
    Co mnie najbardziej wkurza to fakt, że często listonosze noszą tylko awizo i wrzucają mi do skrzynki nawet nie racząc zadzwonić bo ktoś mógłby być w domu a potem muszę zapierdzielać na pocztę żeby ów paczkę odebrać :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj, współczuję Ci z tą pocztą. Strasznie czasem potrafią rozczarować! Też już miałam swoje przejścia z tą instytucją (jak chyba każdy). Najgorsze były te, kiedy paczka, którą wysłałam, gdzieś wsiąkła w meandry poczty i od 10 lat nie wiem, co się z nią stało. Albo kartki urodzinowe, które przychodzą w rozerwanej kopercie (podobno szukają pieniędzy). Ostatnio przesyłkę, która powinna być dostarczona do rąk własnych, bo była za duża na włożenie jej do skrzynki, właśnie tam znalazłam, w jakiś magiczny sposób została upchnięta (chyba nie muszę opowiadać, jak wyglądała gdy ją wyjęłam). Ech. No instytucje państwowe. Z PKP jest to samo na przykład. :(

    OdpowiedzUsuń
  25. Od jakiegoś czasu zamawiam przesyłki do Kiosku Ruchu i jak dotąd zawsze byłam zadowolona. Jest tanio, a przede wszystkim (w większości przypadków) bezpiecznie. :)

    Pozdrawiam,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja mam bardzo sympatyczne panie na poczcie ;) Znają mnie z widzenia więc jak tylko ujrzą mnie w placówce podają mi moje oczekiwane paczuchy (osiedlowa poczta). Jedynie co mnie często denerwuje, że listonosz mi tych paczek nie przynosi tylko zostawia na poczcie. Jak ma ochotę to zapuka do drzwi i powie pani Magdo ma pani do odebrania paczki na poczcie (5 - 7 minut drogi) no ale to jego praca więc powinien je doręczać. Druga sprawa kurier... Nikogo akurat w domu nie było. zadzwonił do sąsiada, ale w końcu mu paczki nie zostawił, mało tego nawet awizo nie został i teraz szukaj wiatru w polu i książek na które bardzo czekasz

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak ja poczty nie cierpię... mam u siebie dwóch listonoszy, nie mieszkam w nie wiadomo jak wielkiej miejscowości więc bez problemu się wyrabiają. Jest to miejscowość w większości domkowa, więc jeden z listonoszy podjeżdżając do danego trąbi żeby ktoś miał więcej czasu na wyjście z domu, a nie że musi on podejść do furtki i zadzwonić itd i to jak najbardziej się sprawdza, szybki odbiór i tyle, za to drugi nożesz ja pierdziele...po cichu wjedzie na podjazd tak żeby nie było go widać, szybko podejdzie do furtki, wsadzi awizo i spierdziela...ręce opadają.
    Panie na poczcie to koszmar. Godzina szczytu, kolejka taka, że już ludzie stoją na zewnątrz, ale okienko otwarte jedno...szczyt chamstwa, a potem jak przychodzisz z awizo i muszą, za przeproszeniem, ruszyć dupe po paczke to wielka łaska itd. Tylko focha z przytupem brakuje :P

    OdpowiedzUsuń
  28. Akurat w mojej miejscowości mam przesympatycznych listonoszy, wspaniałe panie na poczcie i naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń, no może na dwie malutkie: kolejki na poczcie i fakt, że przesyłki nie zawsze dochodzą w stanie idealnym.

    OdpowiedzUsuń

Obserwuj przez e-mail