Podsumowanie lipca 2016

book haul 31 lipca
Ostatni dzień lipca i pierwszy dzień depresji. Dlaczego? W końcu wakacji został nam już tylko miesiąc.

To podsumowanie połączone z miniaturowym book haulem będzie wyjątkowe, ponieważ po raz pierwszy na bloggerze :). Będzie zupełnie inne także dlatego, że po raz pierwszy w ciągu miesiąca przeczytałam więcej książek niż nabyłam :D.


Kiedy dokładnie 30 czerwca zaczęłam przenosić bloga z onetu trochę się bałam, czy to nie odstraszy czytelników, czy przez brak wyszukiwarki nie będzie was mniej i generalnie czy to na pewno będzie dobra decyzja. Dziś mija miesiąc odkąd moja strona zaczęła funkcjonować na tej platformie i z wielką dumą stwierdzam, iż przeniesienie było jedną z lepszych moich decyzji. Było wręcz strzałem w dziesiątkę! Dopiero teraz zobaczyłam, jak wielu z was nawet nie czyta onetowych blogów, nie mówiąc już o komentowaniu, bo tam jest to cholernie niewygodne.

Tak więc wszem i wobec ogłaszam, iż po miesiącu na bloggerze moja strona ma już ponad 14 000 odsłon!

Dla mnie to ogromny sukces, ponieważ jak niektórzy z was wiedzą, na onecie bloga prowadziłam przez rok i tam miałam 13 000 wyświetleń, czyli mniej niż tutaj w miesiąc!!!


Bardzo wam dziękuję za zainteresowanie i wszystkie komentarze, ponieważ każdy z nich bardzo motywuje do dalszej pracy nad sobą :).

Jeżeli chodzi o najpopularniejsze posty, to w zasadzie ze wszystkich, które kiedykolwiek napisałam największą popularność zdobyły:


Dobra, przejdźmy w końcu do meritum. Jeżeli chodzi o książki, które do mnie w tym miesiącu przybyły (patrz--->zdjęcie na górze), to było ich niewiele, bo tylko cztery i wszystkie to egzemplarze do recenzji. "Ginekolodzy" od wydawnictwa Marginesy, "Zabawy z bronią" od wydawnictwa Harper Collins, "Miasto popiołów" od księgarni internetowej nieprzeczytane.pl, a także"Osobliwy dom Pani Peregrine" od wydawnictwa Media Rodzina w genialnej oprawie, o której po prostu muszę powiedzieć kilka słów. Już dawno nie widziałam tak pięknie wydanej książki. Wiele fotografii, TWARDA OKŁADKA, zdobione kartki, które służą za oddzielenia rozdziałów, a ponadto ręcznie pisane listy i wiele wiele innych atrakcji. Cena okładkowa tej książki to 35 zł, co w porównaniu do niektórych wydawniczych chłamów za 40 zł jest kwotą wręcz śmieszną.

Teraz przedstawię wam książki, które udało mi się przeczytać w lipcu. Jestem aktualnie w połowie "Zabaw z bronią", więc przejdą one na następny miesiąc. Oto pięć pozycji, z którymi miałam przyjemność zaznajomić się w zeszłym miesiącu (przeniesienie do recenzji nastąpi po kliknięciu na tytuł):
  1. "Dziecko Odyna" - Siri Pattersen (8/10)










Już mogę stwierdzić, że sierpień będzie miesiącem z "Darami anioła", ponieważ wczoraj kupiłam cztery pozostałe części, których nie mam, a także pierwszy tom serii "Diabelskie maszyny". Z niecierpliwością czekam, aż moje maleństwa do mnie przyjdą i w końcu będę mogła znów wkroczyć w świat Nocnych Łowców. Nie bójcie się jednak, najprawdopodobniej nie będę pisać recenzji na temat każdej części z osobna, lecz podsumuję całą serię w jednym poście :). W przyszłym miesiącu na pewno pojawi się u mnie więcej książek, bo już leci do mnie ich aż sześć :). Czekam także na premierę "Dziewiątego grobu" wydawnictwa Marginesy i mam nadzieję, że będzie to cuuuuuudowna lektura.

Co jeszcze działo się w lipcu? Ano wygrałam książkę w konkursie, polskiego autora, tylko za cholerę nie pamiętam jaką. Jak przyjdzie, to wtedy wam powiem :D. W innym wygrałam metalową zakładkę do książek z wybraną przeze mnie grafiką, możecie być pewni, że znajdzie się na niej motyw z "Darami..." :D Pochwalę się nią w podsumowaniu sierpnia, no chyba, że w ziemię uderzy ogromny meteoryt, na całym świecie padnie internet, albo zdarzy się inna katastrofa. 

To chyba wszystko, co mam wam do przekazania na temat mijającego miesiąca. Skończyłam studia, zrobiłam sobie wakacje, więc generalnie się opieprzam i bardzo mi z tym dobrze. Z radością mogę stwierdzić, że chyba (podkreślam-chyba) angina wreszcie odpuściła i w końcu będę  mogła cieszyć się z wolnego <3

A jak wy spędzacie czas? I jak u was wyglądał lipiec pod względem czytelnictwa? Jeżeli czytaliście jakąś naprawdę dobrą książkę to pochwalcie się w komentarzach :D Jeżeli czytaliście jakiegoś koszmarnego gniota, to tym bardziej dajcie znać!

AAAAAAAAAAAAAA! Zapomniałabym! Od dwóch czy trzech dni na blogu wisi gadżet "Obserwatorzy" (wcześniej go nie było z tego względu, że wprowadza wizualny chaos), kilka osób mnie o niego pytało, dlatego jeżeli jesteście zainteresowani- kliknijcie :D.

Wsio. Niech moc będzie z wami! 

Gif pochodzi z giphy.com 

"Ginekolodzy" - Jürgen Thorwald

ginekolodzy 27 lipca

27/2016 

Tytuł oryginalny: „Die Frauenärzte"
Wydawnictwo: Marginesy
Cykl: -
Kategoria: literatura faktu (medycyna)
Liczba stron: 392

Jedna z tych książek, którą gdy tylko zobaczyłam, powiedziałam: chcę ją! No i mam :).
"Ginekolodzy" to pierwsza książka wydawnictwa Marginesy, którą miałam w rękach. To dosyć dziwne, bo w swojej ofercie mają naprawdę sporo świetnych pozycji, między innymi  jakiś czas temu wydana powieść "W dół", która prześladowała mnie przez kilka miesięcy, a w sumie której i tak nie kupiłam z powodu braku funduszy (Boże, jak dobrze, że nie pracuję w księgarni) :D.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Pana Jürgena Thorwalda pozostawi na mnie ogromne piętno i już szykuję się do nabycia "Stulecia chirurgów". Żałuję jedynie, że "Ginekolodzy" zostali wydani dopiero 10 lat po jego śmierci i nie mógł zobaczyć sukcesu swojej książki, bo niewątpliwie go osiągnął. Każdy, kto zaznajomi się z tą lekturą, wyniesie z niej ogrom wiedzy. Przyznam szczerze, że po kilkudziesięciu stronach odechciało mi się posiadania dziecka raz na zawsze, a po setnej stronie zaczęłam dziękować (no nie Bogu, tylko prekursorom ginekologii), że żyję w dzisiejszych czasach, a wypad do lekarza od spraw kobiecych jest najwyżej niekomfortowy. 

Przyznać muszę także, że spodziewałam się trochę innej konstrukcji książki. Bardziej lekkiej i "rekreacyjnej" jak ja to nazywam, a dostałam podręcznik historii ginekologii, uzupełniony bogatym komentarzem z nutą sarkazmu. Nie znajdziemy tu ocenzurowanej powiastki o trudach kobiecego życia, o nie, ta książka to kompendium wiedzy o torturowaniu, mękach a nawet morderstwach dokonanych na przedstawicielkach tzw. "słabej płci". Całość jednak napisana jest niezwykle przystępnym językiem i zrozumiale dla zwykłego, niewtajemniczonego czytelnika. Jedynym problemem może tu być po prostu bilion nazwisk, którymi byłam wręcz bombardowana.

Pocztątek był najbardziej krwawy. Co robiono z kobietami, nie mieści mi się w głowie.
Badanie kobiety po ciemku, w ubraniach, pod pościelą, gdzie mężczyzna, szumnie zwany ginekologiem, ma zawiązaną na oczach przepaskę, jest jakąś parodią kompletną. Ten cyrk trwał przez długi, długi czas. Wcześniej było jeszcze piękniej, łono kobiety traktowano jak ucieleśnienie grzechu, "coś" czego broń Boże nie wolno nawet dotknąć, a gdzie tu dopiero zbadać.

W czasach tego ciemnogrodu, gdy podczas porodu pojawiły się komplikacje, np. dziecko źle się ułożyło i kobieta nie była w stanie naturalnie go urodzić, bądź była zwyczajnie zbyt wąska w biodrach, zgadnijcie co robiono? 
Nic.
To znaczy nie- modlono się w jej intencji. Pozostawiano kobietę i czekano aż umrze. Dziecko najwyżej było chrzczone, aby mogło trafić do nieba.

Nie myślcie jednak, że dosłowne "wyjście z cienia" ginekologów i rozpoczęcie badań kobiet w negliżu było szczytem marzeń. Tutaj dopiero zaczęła się masakra. Zaczęto wymyślać jak można niewiastę "wyleczyć" z danego schorzenia.
Zawody w wycinaniu macicy na czas (rekord wynosił koło 5 minut) czy wypalanie raka szyjki macicy rozgrzanym, do żywego, żelazem były na porządku dziennym. Zaznaczę tylko, że wówczas nie znano narkozy, czy nawet środków przeciwbólowych, o antyseptyce nie wspominając.
Lekarz, który chwilę wcześniej dokonywał sekcji zwłok i biegnie do porodu nie myjąc nawet rąk nikogo nie dziwił. Obrzydlistwo.
Ogromna liczna kobiet, naprawdę kolosalna, umarła przez konowałów dlatego, że po prostu nie myli rąk. Czasami dziwiłam się, że nasza płeć zwyczajnie przez te wszystkie zabiegi nie wyginęła.

Pierwszy zabieg wycięcia łechtaczki wiecie dlaczego wykonano?:


"jako lekarstwa przeciw masturbacji, nadmiernej kobiecej chuci i chorobom psychicznym"

I wszystko jasne. Mamo! Pamiętaj, jeżeli kiedyś oszaleję, to dlatego, że mi jej nie wycięli.

Jak widzicie moja recenzja wygląda dziś trochę inaczej niż zwykle, ponieważ opowiadam wam sporo ciekawostek, ale naprawdę jestem wstrząśnięta tym, co się działo jeszcze nawet 100 czy 200 lat temu.
Zazwyczaj też staram się nie poruszać kwestii religijnych w moich opiniach. Dziś trudno, zaryzykuję, ale po prostu muszę wylać swoje żale do kościoła. Sama wierzę w Boga i jestem chrześcijanką, ale to, co wyrabiał Kościół kilkaset lat temu przechodzi ludzkie pojęcie. 

Wyobraźcie sobie, że jesteście w ciąży, lub wasza kobieta nosi pod serduchem wasze dziecko, przychodzi czas porodu i niewiasta okropnie cierpi, przeżywa niewyobrażalne katusze, bo czuje tak ogromny ból, żądacie od ginekologa, żeby chociaż obłożył ją ciepłymi ręcznikami, czy dał gorącego mleka, aby go złagodzić (przyjmijmy sytuację, że nie było jeszcze środków przeciwbólowych), a ginekolog czy nie daj Panie Boże akuszerka (taka kobita, która zajmuje się porodami, a która wie o tym tyle, ile przeciętny jednokomórkowiec) mówi, że absolutnie nie ma takiej opcji, w końcu w Biblii napisane jest: "W bólu będziesz rodziła dzieci" i tyle, nie ma gadania.

Kobieta była tylko narzędziem do rodzenia dzieci, niczym więcej, a ginekolog mając na szali jej życie i utrzymanie jej możliwości dalszej prokreacji, oczywiście wybierał śmierć. Trudno się mówi.


"Pacjentki, którym udaje się ujść z życiem, są jak wisielcy, pod którymi przypadkowo urwał się stryczek" 

Nie wspomnę już o lekarzach-szaleńcach, którzy wynajdowali (ich zdaniem) cudowny zabieg, a którzy po drodze zabijali kilkanaście-kilkadziesiąt, czy nawet kilkaset kobiet. Nikt nie pociągnął ich do jakiejkolwiek odpowiedzialności. Przypominam sobie przykład, gdzie ginekolog (nie pamiętam nazwiska) ubzdurał sobie, że w magiczny sposób wyleczy mięśniaka i sobie próbował na pacjentkach. Zabił 16 kobiet pod rząd i nikt sobie z tego nic nie robił.

Jedno słowo: masakra i to dosłowna.

Książka opisuje jednak o wiele więcej niż tylko nieudane, krwawe operacje kobiet. Przybliża nam historię wynalezienia wziernika, operowania macicy przez brzuch, leczenia raka promieniowaniem i wiele wiele innych. Jakieś dwie godziny temu skończyłam czytać tę książkę i czuję się naprawdę douczona, to naprawdę niesamowita odskocznia od beletrystyki.
Ten podręcznik, bo myślę, że właśnie tak go mogę nazwać, to naprawdę świetna pozycja, absolutny "must have" każdego książkoholika. Żeby nie było tak bajecznie powiem, że niestety jeden rozdział zwyczajnie pominęłam, bo był nudny i ciągnął mi się jak flaki z olejem. Biję się w pierś i błagam o wybaczenie. Wiem, że jestem okropna, ale najbardziej podobało mi się pierwsze 2/3 książki, bo właśnie ta część była najbardziej krwawa i czasem nawet mnie, żołądek wywracał się na lewą stronę.

Komu polecam? 
  • Wszystkim kobietom- żeby zobaczyły, że dzisiejsza służba zdrowia naprawdę nie jest taka nagorsza,
  • Wszystkim mężczyznom- żeby zobaczyli, co musiała przeżywać tzw. "słaba płeć" i jak naprawdę silne są kobiety.
Ogólna ocena: 8,5/10. 


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Marginesy :)

http://www.marginesy.com.pl/


"Miasto popiołów" - Cassandra Clare

21 lipca

26/2016 
Tytuł oryginalny: „City of ashes"
Wydawnictwo: MAG
Cykl: Dary anioła (tom 2)
Kategoria: fantasy/fantastyka/science fiction
Liczba stron: 442
Cena okładkowa: 35,00


******
NARESZCIE! Boże, tyle czekałam (aż 8 dni), żeby móc przeczytać kolejną część "Darów anioła", przez cały tydzień chodziłam jak struta i ciągle z głową w chmurach, już dawno nie przeżyłam tak potężnego kaca książkowego, ale to już na pewno wiecie z poprzednich moich wpisów :D Wczoraj wreszcie przyszła tak wyczekiwana przeze mnie przesyłka z księgarni nieprzeczytane.pl (z kilku źródeł wiem, że to wasza ulubiona, moja też ;)) i jak tylko na horyzoncie ukazał się listonosz wręcz poleciałam do niego jak na skrzydłach. Na facebooku pokażę wam zakładki, które dostałam z nieprzeczytane.pl, za które pięknie dziękuję :D
Jakieś 22 godziny temu przybyła do mnie książka, a teraz już zapraszam was na recenzję :). 

Jeżeli ktoś z was chce przeczytać moją opinię na temat poprzedniej części, kliknijcie ---->tutaj.

UWAGA: Próbowałam, ale naprawdę, bez spojlerów poprzedniej części się nie obędzie, postaram się jednak zawierać ich jak najmniej.

Co się dzieje?
Valentine szykuję armię demonów, żeby za wszelką cenę zniszczyć Clave i przejąc władzę nad światem Nocnych Łowców i nie tylko. Nie cofnie się przed niczym, nawet przed zabiciem własnych dzieci. No właśnie, jednak czy na pewno własnych?
Jace'owi zostają postawione coraz to nowe zarzuty, główny: szpieg Morgensterna. Nie jest on jednak skory do tłumaczeń i nie ma najmniejszego zamiaru płaszczyć się przed kimkolwiek, mimo że jest niewinny. Dodatkowo między nim a Clary zrodziło się coś, co nie powinno, ze względu na łączące ich więzy...
Więcej już nie powiem, bo i tak musiałam straszliwie kombinować, żeby nie zdradzić wam żadnej tajemnicy, ani nie ujawnić wydarzeń rozgrywających się w "Mieście kości". 


Przez większość "Miasta popiołów" myślałam sobie: GŁUPI JACE, GŁUPI, GŁUPI JACE!
Normalnie tak mnie denerwował, zwykle pewny siebie, wręcz arogancki, znający swoją wartość przy ojcu stawał się zwykłą marionetką, głupią szarą owieczką. Grrr.... Później było już coraz lepiej, więc zaczęłam wybaczać. Mimo wszystko: to nadal Jace <3 Trzeba jednak go zrozumieć, ponieważ w dzieciństwie był wręcz tresowany przez ojca a jego pewność siebie była jedynie maską, kreowaną po to, żeby nikt już nie mógł go skrzywdzić, smutno bardzo :(
A! Pochwalę się wam, że na blogu wilczeczytanie wygrałam metalową zakładkę i uwaga: mogłam dać własny projekt! Dlatego już niedługo przybędzie do mnie zakładka z Jace'em :D
W tej części mam wrażenie, że i Clary spadła na dalszy plan, co w zasadzie nie było takie złe, jakaś odmiana. Nawet Jace nie był już głównym bohaterem. Teraz na tapetę Cassandra Clare wzięła rodzinę Lightwoodów, trochę Magnusa, ale przede wszystkim Simona. Pokochałam go generalnie, prosty, dobry chłopak z niesamowitym poczuciem humoru, który dla Clary byłby w stanie umrzeć no i w zasadzie...umarł :D Ale nie na długo :D
"Clary, co ja mam zrobić?
Mama wciąż przynosi mi jedzenie, a ja muszę wyrzucać je przez okno.
Nie wychodzę od dwóch dni, ale nie wiem, jak długo jeszcze mogę udawać, że mam grypę.
W końcu wezwie lekarza i co wtedy? Moje serce nie bije. Doktor jej powie, że nie żyję."
"A co z nami? Chcesz mieć chłopaka wampira? - Simon zaśmiał się gorzko.- Wyobrażam sobie wiele romantycznych pikników. Ty pijesz dziewiczą pina coladę, a ja krew dziewicy." 

Simon w tej części zdecydowanie wymiatał. Przez to, że stał się dla Clary kimś troszeczkę więcej jego konflikt z Jace'em przybrał formę otwartej wojny. Przyznam, że to bardzo dobrze, bo ich kłótnie to jednak jeden z moich ulubionych wątków w tej serii :D. 

"-(...) naprawdę musi przychodzić o tak nieludzkiej porze, żeby udowodnić ci swoją miłość? Nie mógł zadzwonić? Przyziemni to aż takie cymbały?
(...)
- Że też nie miał dość rozumu i godności, żeby się upić i zasnąć w jakimś rynsztoku- powiedział Jace. - Musze stwierdzić, że mnie rozczarował."
 
Ostatnio pisałam, że najmniej polubiłam Aleca. Sytuacja zupełnie się zmieniła :D. Alexander Lightwood jest naprawdę świetnym gościem, który już zaczął swoją przemianę na lepsze. Jestem bardzo ciekawa jak rozwinie się jego postać w kolejnych częściach serii. 

" (...) Czy ona....?
- Nie żyje- potwierdził Jace,
- I z Bogiem- rzucił Alec zawziętym tonem." 

Valentine wkurzał mnie jak nigdy. Wredny padalec, gnida i fałszywiec, jak sobie o nim pomyślę, to aż mi się maczuga w kieszeni otwiera. W tej części okazał się jeszcze większą łajzą niż poprzednio. Twardy kamień bez uczuć i manipulator bez żadnych zahamowań, tylko czekam aż wreszcie go ktoś zabije i mam nadzieję, że nie odbędzie się to bezboleśnie. 
Najbardziej jednak czekam na moment, w którym Jace i Clary dowiedzą się, że ich miłość jest możliwa. Wiem o tym, bo czytałam "Lady Midnight" i tam było wszystko jasne :D. Czekam jednak jak na szpilkach i za każdym razem, kiedy już miałam wrażenie, że nareszcie Jace'owi ktoś o tym powie, to zawsze coś się działo, albo ten ktoś ginął, albo go porywali w cholerę i tyle ... Strasznie mi było ich szkoda przez całą książkę, zwłaszcza gdy Królowa feerie ogłosiła, że odda Clary tylko wtedy, gdy pocałuję ją ktoś, kogo naprawdę pragnie. Nie myślcie jednak, że był to Simon. 

Po raz kolejny wspaniale się ubawiłam i przeczytałam FANTASTYCZNĄ książkę. Musicie mi wybaczyć, jeżeli oczekiwaliście trochę innej opinii, jednak choroba nadal mnie męczy i stwierdziłam, że tym razem będzie bardziej na luzie, wyleję wszystkie swoje gorzkie żale i tak dalej :D. Co jeszcze jest świetnego w tej powieści? Przy poprzedniej części aż tak bardzo tego nie odczułam, bo najpierw obejrzałam film i już miałam wyobrażenie co do postaci, miejsc i wydarzeń, teraz jednak weszłam na "dziewicze" rejony. Cudowne jest to, że otwierając tę książkę po prostu jestem tam, gdzie bohaterowie. Kiedy Clary i reszta są na statku, widzę go, wszędzie panującą czerń, na twarzy czuję zimny wiatr i krople wody, odczuwam drżenie na całym ciele kiedy spawy puszczają i okręt tonie. Uczucie nie do opisania, które chciałabym przeżywać za każdym razem, gdy sięgam po kolejną pozycję. 

"- (...) Nie będzie musiał się martwić, że wyjawisz jego sekrety.
- Tak, jest przerażony, że powiem wszystkim, że zawsze chciał być baletnicą- odparował Jace "

Jedno, co mnie uderzyło podczas czytania: nie dość porządna korekta. Raz na jakiś czas po oczach smagała mnie literówka i zdarzało się to dość systematycznie. Dodatkowo: odmiana. Jace to problematyczny chłopak widzę nie tylko pod względem charakteru, ale także zapisu. Jace, Jace'owi, Jace'a- wszystko pięknie, ale "Jasie" zamiast "Jace'ie"???? Jak to możliwe ja pytam?!? Strasznie mnie to bolało. 
Normalnie wybaczyłam wydawnictwu, ale MAG ma u mnie okropną krechę, z tego względu, że nie wydało dalszych przygód Cat z cyklu o Nocnej Łowczyni. Wydano jedynie trzy z siedmiu części, chyba największy grzech wydawniczy. 
 
Wielki ból odczuwam również z powodu okładek. Mam nadzieję, że "Dary anioła" doczekają się równie dobrych okładek jaką posiada "Pani noc". 


Jednak i tak uważam, że ta po lewej jest o niebo lepsza niż to wcześniejsze okropieństwo. Chociaż chyba najbardziej zadowolona byłabym z okładki z Lily Collins. Myślę jednak, że tak świetna seria zasługuje na naprawdę dobrą oprawę.

To chyba tyle, jeżeli chodzi o moje wrażenia po przeczytaniu drugiej części cyklu "Dary anioła", kolejną przeczytam na miliard procent. Już nie mogę się doczekać.

Ogólna ocena: 9,5/10. 

niePrzeczytane.pl Księgarnia internetowa 

Za wspaniałą książkę pięknie dziękuję księgarni internetowej nieprzeczytane.pl :).


"Remedium" - Suzanne Young

książka 19 lipca
25/2016 
Tytuł oryginalny: „The Remedy
Wydawnictwo: Feeria Young
Cykl: Program (część 0)
Kategoria: fantasy/fantastyka/science fiction
Liczba stron: 432
Cena okładkowa: 39,90

Od poprzedniej recenzji minęło już kilka dni głównie dlatego, że nie mogłam zacząć kolejnej książki. Ostatnio przeczytane przeze mnie "Miasto kości", czyli pierwszy tom cyklu "Dary anioła" zrobiło na mnie spektakularne wrażenie i nie pozwalało spać przez wiele nocy. Dręczył mnie tzw. "kac książkowy", który jeszcze do końca nie ustąpił, ale jego działanie nareszcie się zmniejszyło. Moment ten od razu wykorzystałam i rzuciłam się w stronę "Remedium", czyli najnowszej książki Suzanne Young, znanej z "Plagi samobójców" i "Kuracji samobójców". Jest to część "0", dlatego w zasadzie od niej powinno się zacząć czytanie dzieł tej Pani. 

Wiele dobrego słyszałam o twórczości Young, jej książki są rozchwytywane i mają świetne oceny, dlatego i ja skusiłam się na jedną z nich.

"Remedium" jak i poprzednie tomy zostało naprawdę ładnie wydane. Może projekty okładek nie kipią pomysłowością czy nawet kreatywnością, są jednak miłe dla oka, proste i eleganckie. Nic nas nie atakuje od frontu, a z doświadczenia wiem, ze niektórzy projektanci za wszelką cenę chcą się wyróżnić, a potem wychodzi z tego baja bongo i za przeproszeniem pierdolnik kolorów (nie jestem pewna, czy powinnam to wypikać).
Tu natomiast mamy do czynienia z nowoczesną prostotą. W środku czeka na nas tekst pisany popularną, acz dużą i czytelną czcionką.



Przechodząc do meritum: jeżeli chodzi o fabułę i pomysł, to książka naprawdę wymiata (kocham kolokwializmy, często jedna soczysta "ku*wa" wyraża więcej, niż tysiąc słów).

Quinlan McKee ma 17 lat i pracuje w wydziale żałoby jako sobowtór. 
Spytacie: no dobra, czyli co robi?
Quin przejmuje styl, ubiór i zachowanie zmarłych nastolatków, aby pomóc domknąć żałobę ich rodzinom.
Jak to ma działać?
Mianowicie: bohaterka niejako staje się naczyniem, do którego "wlewa się" osobowość denata i dzięki temu członkowie rodziny mają szansę powiedzieć zmarłemu to, co ich dręczy. Jest to dość nowa metoda terapeutyczna, wynaleziona przez doktora Pritchera, która w niezainteresowanym środowisku budzi ogromne kontrowersje, a wręcz niechęć i obrzydzenie.
Dlatego Quin nie ma  w życiu lekko, w dodatku ciągłe otrzymywanie nowych osobowości powoduje, iż coraz bardziej zatraca swoją. Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy dziewczyna wbrew panującym zasadom, zostaje przydzielona do drugiego pod rząd zlecenia. Tym gorzej, że Catalina Barnes, w którą ma się przeistoczyć miała wiele tajemnic. W dodatku po raz pierwszy zleceniem objęty jest także chłopak zmarłej, a co dziwniejsze jakiś związek ze sprawą ma doktor Pritchard. Mimo to sytuacja zaczyna walić się dopiero, gdy do ukochanego Cataliny, Quin naprawdę zaczyna coś czuć....Przy tym coraz mniej czuje się sobą...

Znów bohaterką jest nastolatka. Uwielbiam to...(moja mina wyraża w tym momencie ogromną ironię). O dziwo jednak w tej powieści jakoś bardzo tego nie odczułam i nawet polubiłam Quin.. Być może to ciężka harówa w wydziale żałoby spowodowała u niej tak szybki rozwój psychiczny, ale niestety także liczne szkody. Czasem naprawdę jej współczułam.
Często byłam zdezorientowana i nie wiedziałam co myśleć, ponieważ omawiana metoda domknięcia żałoby to naprawdę sprawa mocno kontrowersyjna. Brawa dla Young za taką pomysłowość, bo rzeczywiście tak wielka kreatywność to nie lada wyczyn. Napisano już tak wiele książek o tak nieograniczonej tematyce, że zdaję sobie sprawę z tego, jak ciężko jest wymyślić coś nowego. Tym bardziej szanuję.

Opisy wszystkich zadań sobowtórów są naprawdę szczegółowe i intrygujące. Autorka stworzyła zupełnie inną rzeczywistość i z ogromną precyzją oddała jej realia. Zasady sobowtóra, jego zachowanie, jednak najbardziej uderzyło mnie podejście samej Quin do jej podszywanej rodziny. W momencie, gdy wchodzi w daną rolę o w zasadzie obcych dla niej ludziach myśli jak o prawdziwych rodzicach, rodzeństwu, nazywa ich mamą, tatą, siostrą, bratem itd. Nawet kiedy jest sama, czy rozmawia z kimś z wydziału.

Jak już wspomniałam Quin nawet polubiłam, jednak największą sympatią obdarzyłam Deacona, postać wcale nie wysuwającą się na pierwszy plan, jednak jak się później okaże, odgrywającą ogromną rolę w całej historii. Pewny siebie, nawet lekko arogancki ze świetnym poczuciem humoru bezsprzecznie był gwiazdą tej książki. Jego relacja z główną bohaterką także często przyprawia o szybsze bicie serca. Nie jest to jednak typowo nastoletnie uczucie i być może to jest ich głównym problemem.
Tom, ojciec Quinlan od razu mi podpadał i od początku dręczyło mnie przekonanie, że jest kawałem...bydlaka. Myliłam się? Nie powiem :D. Aaron, partner zawodowy naszej Quin miły i przywiązany do niej, mimo tylko 19 lat jest naprawdę odpowiedzialnym typem i kilka razy zaimponował mi. Marie ni grzała mnie ni ziębiła. O dziwo, oprócz przybranych rodzin głównej bohaterki to większość postaci występujących w książce. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że było ich naprawdę niewiele, ale i dobrze, bo powstałe później tajemnice i intrygi mogłyby trochę za bardzo namącić czytelnikowi w głowie, gdyby na każdej stronie spotykał setki różnych nazwisk.

Muszę przyznać, że pomimo dręczącego mnie kaca książkowego, to świetnie mi się czytało tę pozycję. Jednego dnia zaczęłam, drugiego skończyłam i to była naprawdę fascynująca przygoda. Jeżeli szukacie historii zupełnie innej, to sięgnijcie po tę pozycję, bo zdecydowania jest niesamowicie oryginalna. Akcja toczy się szybko, czyli tak, jak lubię a żadne wątki nie są przeciągane w nieskończoność. 

Jedyny zarzut jaki mogę mieć to, że im więcej stron miałam za sobą, tym więcej niewyjaśnionych intryg powstawało. Czytam sobie 400 stron i nagle okazuje się, że w zasadzie żadna zagadka nie jest rozwiązana. Oznacza to jedno: na pewno ukaże się kolejna część :) Na pewno przeczytam, bo strasznie mnie zdenerwował fakt, że nic nie wiem co tam się wydarzyło.

Generalnie świetna, niemożliwie oryginalna historia, doskonale prowadzona fabuła i wyraziści bohaterowie. Czego potrzeba więcej? Myślę, że po części książka ta spodobała mi się tak bardzo, ponieważ porusza problem identyfikacji osobowości, a temat ten jest mi bardzo bliski, ponieważ jak część z was na pewno wie- uwielbiam thrillery psychologiczne, a wśród nich upodobałam sobie motyw osobowości wielorakiej. Dlatego też książki poruszające temat tożsamości również są bliskie mojemu sercu. "Remedium" nie jest jednak szczegółowym studium psychologicznym, mimo to jest naprawdę dobre :) W przyszłości na pewno sięgnę po inne dzieła Pani Young.

Ogólna ocena: 8,5/10. 

Za książkę dziękuję księgarni internetowej Pan Tomasz :)

www.pantomasz.pl

Moja biblioteczka + ile do tej pory wydałam na książki !

16 lipca

Cześć wszystkim :)

Dziś przedstawię wam caaaaałą moją biblioteczkę. Mam nadzieję, że docenicie, bo nadal jestem chora, a wczoraj aby zrobić zdjęcie poniżej musiałam pozbierać wszystkie książki (a są poupychane wszędzie) w jedno miejsce i poprzenosić na drugi koniec pokoju. Na koniec plecy mi praktycznie odpadały. Jest jednak jeden plus tej sytuacji: już wiem, że nie nadaję się do pracy w księgarni :D. Odpadłabym podczas dostaw. 


Póki nie poukładałam jednej na drugą i nie dopchnęłam trzecią nie miałam pojęcia, że mam ich AŻ TYLE! Normalnie leżą wszędzie, na regale, w szafce, za szklaną witryną (czy: w szklanej witrynie?), a także na biurku. Był mały problem podczas rozbierania całej konstrukcji, w zasadzie cały czas modliłam się, żeby się broń Boże nie rozpadła. Złudne jednak były moje nadzieje. Po zrobieniu zdjęcia, wszystko się zachwiało i w cholerę się zawaliło. Jednak najmniej szczęścia miał mój kot. Jakieś 50 książek przygniotło biedaka, ale spokojnie, szybko się otrząsnął. Na koniec strzelił kosmicznego focha i musiałam go przepraszać kiełbasą. Wybaczył. :D.




Moja biblioteczka liczy około 260 książek! Podejrzewam, że jeszcze kilka na pewno gdzieś się zapodziało. Nie wliczałam w to oczywiście żadnych, które np. wygrałam w szkole.
Muszę zaznaczyć, że książki zaczęłam kupoważ jakieś 2 lata temu i absolutnie nie jestem bogata. Studiuję (no dobra, od dwóch tygodni już nie :D) i  wszystko opłacałam sobie sama, kokosów nie zbijałam w żadnej pracy, jednak dzięki dobrym stopniom na uczelni na drugim i trzecim roku dostawałam stypendium naukowe, które w większej części było przeznaczane na zakup nowych "dzieci" :D. Czytanie nie jest tanim hobby, ale jak widzicie jak się chce, to zawsze się da :).

Na początku chciałam wstawić okładki wszystkich pozycji, jakie posiadam. Zrezygnowałam jednak, ponieważ był problem z prawami autorskimi, a zrobić ponad 250 zdjęć pojedynczych książek to już nie dla mnie :D Może kiedyś, kiedyś...

Teraz jednak przejdźmy do drugiej części, czyli wartości moich książek. Zestawienie, które przedstawiam wam poniżej zabrało mi niesamowicie dużo czasu. Książki ułożone są według cen rosnąco (tyle, ile ja zapłaciłam). Obok natomiast zobaczycie ceny okładkowe. Podliczyłam wszystkie wartości, dlatego sami przekonajcie się, ile wydałam na moje książki!


Do tej pory kupiłam 240 książek i 21 dostałam. Po rozwinięciu posta zobaczycie zestawienie cenowe. Nie chciałam aby post ciągnął się w nieskończoność, dlatego go zawinęłam.

Trzeba pamiętać, że większość z nich kupiłam przez internet, dlatego doszły jeszcze koszty wysyłki. Podliczyłam i w sumie wyniosły one: 255, 24 zł :D Co daje nam trochę ponad złotówkę do każdej książki. Uważam, że to naprawdę mało, ponieważ często zaoszczędziłam 20 i więcej złotych na jednej pozycji, dlatego złotówka kosztu to naprawdę niewiele.

Ile wydałam na wszystkie moje książki?
Uwaga: 2904,20 zł + 255,24 zł (koszty wysyłki) = 3159,44 zł!!!

Ile są warte? Biorę tu pod uwagę cenę okładkową. To taka wartość umowna.

Uwaga: 8474,06 zł + 797,50 zł (wartość książek, które dostałam) = 9271,56 zł!!!! 

Łatwo można sobie policzyć, że tak w przybliżeniu wydałam trzykrotnie mniej niż gdybym książki kupowała po cenach okładkowych w empiku bez promocji.
#Janusz_biznesu



Niestety nie obyło się bez płaczu. Nie byłam w stanie pochować wszystkich moich książek, dlatego ponad 25 z nich musiałam zapakować do pudła. Będą czekać na lepsze czasy, czyli kiedy będę miała wystarczająco dużo miejsca, by je wszystkie wyeskponować. Na razie me serducho krwawi, bo musiałam na jakiś czas pożegnać mój ukochany cykl o Sookie Stackhouse ;(.

Jeżeli na zdjęciu mojej biblioteczki zainteresowała was konkretna pozycja, ale nie chce się wam szukać na piechotę (nie dziwię się) jej ceny to wystarczy, że użyjecie skrótu ctrl+f i wpiszecie autora lub tytuł danej książki :) W razie potrzeby piszcie w komentarzach, odpowiem na wszystkie pytania :).

Aby zobaczyć tabelę z cenami każdej książki z osobna, kliknijcie "Czytaj więcej" (chyba, że wchodzicie z linka, wówczas widać ją od razu) :)
Opiszcie swoje wrażenia w komentarzach :)


LBA- odpowiedź na nominację :)

14 lipca
Dziś po raz pierwszy na moim blogu pojawi się jakikolwiek Tag. Nie bójcie, nie będę ich dawać zbyt wiele, bo jak widzicie pierwszy pojawił się dopiero po ponad roku prowadzenia strony :D. Do LBA dostałam nominację, a niegrzecznie byłoby ją zignorować. Tak więc: mam nadzieję, że coś was zainteresuje, ponieważ pytania dostałam naprawdę sympatyczne :) 
***
CO TO JEST LBA?
****
Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.
 

KTO MNIE NOMINOWAŁ? 

Nominację otrzymałam od Marty z bloga Książki według Jęczącej Marty 

Bardzo dziękuję ;) 
 

1. CO CIĘ SKŁONIŁO DO ZAŁOŻENIA BLOGA? 

Co mnie skłoniło? Generalnie chciałam gdzieś zapisać swoje wrażenia po przeczytaniu konkretnej książki. Zdarza się, że pół roku później nie pamiętam o czym dana pozycja była, dlatego moje notatki bardziej mi naświetlą fabułę niż opinie innych. Na początku było to takie pisanie „do kotleta”, później jednak stwierdziłam, że może ktoś też chciałby poznać moje opinie? Może komuś pomogą? Dlatego zaczęłam udostępniać swojego bloga w kilku miejscach i bardzo cieszy mnie fakt, że niektórzy naprawdę chcą czytać moje teksty. Dzięki temu również rozwijam się „pisarsko”, ponieważ właśnie skończyłam studia i zwyczajnie nie było okazji do pisania czegokolwiek. Chodzi mi przede wszystkim o to, by się nie uwstecznić :). 

2. CZY DZIĘKI TEMU, ŻE PROWADZISZ BLOGA POZNAŁEŚ/AŚ NOWYCH LUDZI/ZAWARŁEŚ/AŚ NOWE PRZYJAŹNIE?


O tak! Zdecydowanie! Może nie jest tego wiele, ale kilka dobrych znajomości nawiązałam i bardzo się z tego cieszę, bo dzięki temu zwiększam swoją pewność siebie. A czy poznałam nowych ludzi? O matko, wielu :D.
 
3. JAKIE MIEJSCE NA ŚWIECIE CHCIAŁBYŚ/ABYŚ ODWIEDZIĆ I DLACZEGO?

A liczy się fantastyczne?
Jeśli tak (a musi się liczyć) to świat Nocnych Łówców!!! Pokochałam „Dary anioła” i po prostu nadal nie mogę się otrząsnąć i żyję z głową w chmurach...Dlaczego? Może odeślę was do mojej ostatniej opinii, tam napisać istny esej na ten temat xD. Ale głównie jest jeden powód: tam przebywa Jace ;):D.

4. GDYBYŚ MIAŁ/A WYBRAĆ JEDNĄ KSIĄŻKĘ, W KTÓREJ CHCIAŁBYŚ/ABYŚ ŻYĆ, JAKA BY TO BYŁA?

Widzę muszę się powtórzyć- „DARY ANIOŁA”!!! 

5. GDZIE WIDZISZ SIEBIE ZA 3 LATA? 

Odpowiem zdjęciem!


[źródło]


6. CZY MASZ JAKIEŚ INNE PASJE OPRÓCZ KSIĄŻEK?

Mam, oczywiście J. Jeszcze kilka lat temu był to sport, trenowałam siatkówkę i uwaga: PIŁKĘ NOŻNĄ. Niestety kontuzja stawu skokowego skutecznie wyeliminowała mnie z obu tych dyscyplin. Teraz prawie wyłącznie biegam (na bieżni, ze względu na uraz kostki).
Jednak nadal rysuję/maluję, to już będzie kilka ładnych lat. Obecnie przerzucam się na rysunek realistyczny, bo nigdy go nie umiałam, a wcześniej zajmowałam się przez około 5 lat postaciami z mangi i anime. Tutaj dwa z moich rysunków
:) Kilka innych zobaczyć możecie w zakładce "Moje obrazki".



7. CO DORADZIŁBYŚ/ABYŚ POCZĄTKUJĄCYM BLOGEROM?

Nie idźcie na ilość. Wiadomo, nie jest dobrze, kiedy post pojawia się raz czy dwa w miesiącu. Jednak „zapchajdziury” pojawiające się co drugi, trzeci dzień są zdecydowanie gorsze. Za dużo tych wszystkich tagów na blogach widuję. Ten jest moim pierwszym i to dlatego, że mnie nominowano, wielu ich nie będzie :). Co jeszcze? Większość tych tagów jest nieciekawa i odpowiedzi są zwykle jednozdaniowe, widać, że to taki post byle było.


8. JAKI JEST NAJLEPSZY FILM JAKI UDAŁO CI SIĘ OGLĄDNĄĆ?

OBEJRZEĆ!!! Nie oglądnąć.
No więc trochę ich będzie. Zazwyczaj oglądam horrory J. Jednak wśród najlepszych filmów, jakie widziałam są: „Dary anioła: miasto kości” (na punkcie których ostatnio oszalałam), „Marsjanin”, „Jako w piekle, tak i na ziemi”, „Piąty element”, „Święci z Bostonu” (ale tylko pierwsza część), „Kod Leonarda da Vinci” i wiele wiele innych. Mogę jednak śmiało stwierdzić, że „Piąty element” jest moim ulubionym filmem, bo widziałam go około 30 razy :).

9. JAKIE CECHY NAJBARDZIEJ CENISZ W LUDZIACH?

Hmm...Czasem jestem dosyć trudna w obejściu i mam swoje humory, dlatego cenię kilka rzeczy: szczerość, pewność siebie, punktualność, kreatywność i zdolność do oderwania się od rzeczywistości, nienawidzę hipokryzji. 

10. CZY OGLĄDASZ SERIALE, JEŚLI TAK TO JAKIE?

No właśnie aktualnie wszystkie mi się pokończyły i szukam jakiegoś :). Moimi ulubionymi była „Czysta krew” (ale wiadomo, pierwsze 3, maks 4 sezony, bo reszta to chała, ale obejrzałam), „Pamiętniki wampirów” (chociaż siódmego sezonu już nie domęczyłam), a teraz zaczęłam oglądać „The 100”, chociaż to już nie tak maniakalnie, tylko w wolnych chwilach od czasu do czasu.
AAAAAAA, muszę wspomnieć o klasyce, się kiedyś oglądało „Zbuntowanego anioła” :D.
 

11. JAKĄ SUPER-MOC CHCIAŁBYŚ/ABYŚ POSIADAĆ?

Chcę być Nocnym Łowcą!!! Te wszystkie runy, fantastyczna broń, doskonała sprawność fizyczna...eh...
Czego jeszcze bym chciała? Największym moim marzeniem jest posiadanie sokolego wzroku. Kiedyś naprawdę dobrze widziałam, jednak czytanie po ciemku przymusiło mnie do noszenia okularów i jest niestety coraz gorzej... Dlatego zawsze tego zazdroszczę bohaterom książek.

****

KOGO NOMINUJĘ?
  1. Moją ukochaną Ameruję z bloga Osobisty ósmy księżyc,
  2. Ewę z bloga To read or not to read
  3.  Blair z Blair czyta
  4.  Paulinę z bloga Paula book freak
  5.  Riri z Riri books
  6.  Lekkość pióra z bloga Wielopasja,
  7.  Natalię z bloga Natalie and books,
  8.  Wilcze czytanie,
  9.  Minę z Zakątka czytelniczego
  10.  Martę Tusię z bloga Tusia, książki i nie tylko,
  11.  Kremciowatą z bloga Pomiędzy wersami.
PYTANIA, KTÓRE KIERUJĘ DO NOMINOWANYCH:
  1.  Jaką książkę czytałaś/eś więcej niż raz i dlaczego?
  2.  Ile książek liczy Twoja biblioteczka? (super, jeżeli dałabyś/łbyś zdjęcie)
  3. Od kiedy czytasz i co Cię do tego skłoniło?
  4.  Najgorsza książka, którą przeczytałaś/eś to.... (to nie pytanie, ale olać to)
  5.  Zaprezentuj trzy najohydniejsze Twoim zdaniem okładki ksiązek.
  6. Zaprezentuj trzy najpiękniejsze Twoim zdaniem okładki książek. 
  7. Z jaką fikcyjną postacią identyfikujesz się najbardziej?
  8. Jaka jest największa objętościowo książka, którą czytałaś/eś i ile miała stron?
  9. Czy oprócz czytania książek masz jakieś hobby, jeśli tak, to jakie?
  10.  Twoje największe marzenie związane z książkami to...
  11. Dlaczego mnie lubisz? (BUŁAHAHAHAHAHAHAHAHA)
Życzę miłej zabawy i przepraszam za okropne/trudne pytania :D. Dajcie znać jak już odpowiecie na moje pytania.
Mam nadzieję, że podobał się wam ten jedyny dotąd na moim blogu Tag :D
 



 

Obserwuj przez e-mail