„Złe dziewczyny nie umierają” – Katie Alender

02 lipca


21/2016

Tytuł oryginalny: „Bad girls don’t die”
Wydawnictwo: Feeria Young
Cykl: Złe dziewczyny nie umierają (tom 1)
Kategoria: horror
Liczba stron: 360
Cena okładkowa: 34,90 zł

Witajcie ponownie!
(Jeżeli kogoś uraziłam słowem „witam” to przepraszam i radzę wyluzować ;)).

Dzisiaj przychodzę do was, aby pochwalić się wrażeniami po przeczytaniu książki „Złe dziewczyny nie umierają”. Jest to pierwszy tom cyklu o tym samym tytule, drugi to „Od złej do przeklętej”, który także mam i czym prędzej się za niego wezmę.

Jak zwykle kilka słów o wydaniu: piękna okładka, jest naprawdę świetna. Niby zwykła dziewczynka siedząca pod oknem, ale jest po prostu magicznie. Tył także jest śliczny, mimo że różowy :D Całość wygląda niezwykle świeżo i dziewczęco. Wspomnę też o czcionce, która jest niezwykle ważna podczas czytania. Tutaj tradycyjnie, dosyć duże litery, także wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Tyle o wydaniu. Mam natomiast dla was jeszcze jedną niespodziankę. Specjalnie dla leniuchów, którym nie chce się czytać moich przydługich opinii, od teraz zaznaczać będę pogrubieniem wszystkie ważniejsze sformułowania, abyście po „rzuceniu okiem” mieli chociaż ogólne pojęcie o tym, co sądzę o danej pozycji :).

Główną bohaterką jest 15-letnia Alexis, niezbyt popularne dziewczę, z dość twardym charakterem. Nie może być inaczej, kiedy ma się lekko dziwną młodszą siostrę, rodziców, którzy się tobą nie przejmują i pełnego nienawiści ducha na karku. Specyficzność 13-letniej Kasey osiąga apogeum, kiedy zaczyna mieć luki w pamięci i nawija językiem rodem z XVIII-wiecznej Francji.


Alexis musi rozwiązać zagadkę tajemniczego domu i wypadku (morderstwa?), który miał miejsce wiele lat wcześniej. Musi się jednak spieszyć. Na szali leży nie tylko jej życie.
 
Muszę przyznać, że początek tej powieści trochę mnie zmylił. Pokusiłam się nawet o stwierdzenie, że już chyba za stara jestem na takie książki. Ot taka typowa młodzieżówka, o dziewczynie z problematyczną rodziną. Zdecydowanie mnie zaskoczyła i z całą pewnością pozytywnie. Kiedy do konwencji nieszczęśliwej rodziny dołączył duch zamordowanej dziewczynki, który próbuje pozabijać połowę miasta, na moją twarz wstąpił szeroki uśmiech :D.

Książkę przeczytałam prawie w jeden dzień. Gdyby nie wesele, na które trzeba było się zbierać, nie oderwałabym się od niej na moment. Przyssałam się do niej niczym odkurzacz do linoleum. Pierwszy raz czytałam książkę z motywem opętania, który tak często spotykam w filmach i który bardzo mi się przejadł. Zwykła dziewczyna musi walczyć ze złym duchem, który chce ją zabić. Owa zwyczajność wspaniale kontrastuje z paranormalnością. Główna bohaterka nie jest żadnym „superhero” i wcale nie próbuje być nim być.

W całej powieści jesteśmy przytłoczeni mnogością wydarzeń kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że np. akcja tocząca się na ostatnich stu stronach miała miejsce w przeciągu połowy dnia.

Bardzo mnie zdziwił dobór gatunku, który został tej książce przypisany. Horror? No nie wiem, raczej paranormalna młodzieżówka, z horrorem nie miało to wiele wspólnego. Chociaż w zasadzie jestem podobnego zdania, gdy widzę film o opętaniu. Na odwrocie książki czytamy, że historia ma ścinać krew w żyłach, chyba jedyne co mnie w tej powieści przeraziło to pomysł ubrania różowowłosej dziewczyny w różową kieckę i takież buty. Oczywiście podobno wyglądała świetnie, dojrzale i w ogóle niezbyt cukierkowo. Taa.

Kolejnym wielkim plusem, chociaż pewnie dla wielu może się to okazać wadą, ze względu na to, że książka im się szybko kończy i trzeba kupić następną, jest to, że naprawdę szybko się ją czyta. Siadałam chwilę ugrzać się na słońcu i pyk, patrzę a tu 80 stron przeminęło nawet nie wiem kiedy.

Bardzo mi się podobała, być może jest to spowodowane tym, że jeszcze nie czytałam (bądź nie pamiętam) książki, o podobnej fabule. Coś nowego i oryginalnego. Brawa dla autorki, o której jeszcze nigdy nie słyszałam. O samej książce również niewiele wiedziałam do tej pory. Jeden jedyny raz zobaczyłam ją jako nagroda w jednym z konkursów organizowanych na stronie promocji książkowych. Szkoda, ponieważ ta pozycja naprawdę zasługuje na bliższe poznanie.

Ogólna ocena: 8,5/10.

Za książkę dziękuję księgarni PanTomasz :)

http://pantomasz.pl/

Zajrzyj również tu

6 komentarzy

  1. Bardzo mnie zaciekawiłaś!
    Super napisałaś recenzję. I co racja, to racja - okładka jest niesamowita, ma w sobie 'to coś'
    Pozdrawiam serdecznie, Amcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, bardzo miło jest "słyszeć" takie słow :*
      Okładka mnie zauroczyła od pierwszego wejrzenia, mimo że nie ma może jakichś fajerwerków to jest cudowna :D

      Usuń
  2. Pierwszy raz zobaczyłam tę książkę w Empiku i zaintrygowała mnie okładka. Ma w sobie coś magicznego, co mnie do niej przyciąga. Słyszałam dużo pochlebnych opinii, więc zamierzam po nią sięgnąć i sama się przekonać, czy jest co chwalić:)
    Świetna recenzja, pozdrawiam!
    Zapraszam do siebie: http://bookwormss-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, niby się mówi, że nie wolno oceniać książki po okładce, ale no sory, coś nas musi zachęcić do sięgnięcia po nią.
      Koniecznie przeczytaj :)
      Dziękuję bardzo i będę zaglądać :)

      Usuń
  3. Sporo słyszałam o tej książce, jednak cały czas miałam wątpliwości. Muszę przyznać, że mnie przekonałaś, by poznać historię opisaną przez Katie Alender. Masz rację! Okładka jest bardzo magnetyczna. Świetna recenzja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że mogę pokazać na swoim blogu świetne książki (szkoda, że nie tylko takie, bo i chały się zdarzają) :) Okładka jest przepiękna :)
      Baaardzo dziękuję :*

      Usuń

Obserwuj przez e-mail